Fantastyka · 2 min czytania
Strażnicy nowego świata 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szeroka ulica, pełna kamiennych nierówności, wiodła lekko pod górę. Typowa, miejska droga. O tej porze pusta. Powroźnicy i rymarze dopiero znosili towar do swych kramów; tylko w budach przy głównej ulicy mogli handlować. Jeden z kupców, ubrany w przyciasny, brązowy kubrak, poruszał się ospale to w jedną jak i druga stronę, ustawiając skrzynie z głowami jasnozielonej kapusty. Ktoś leniewie zamiatał podjazd przed budką ze śledziami. A jakiś młodzik z przestarszona miną, widząc jadacych strażników, wyskoczył zwinnie przez okno okazałej willi prosto w grządki warzyw. Młoda, urodziwa dama pomachała mu na pożegananie. Strażnicy jechali wolno, ospale, nie zwracając sobie głowy sennym widokiem budzącego się miasta. Nie zamierzali poganiać koni.
We wnętrzu, pochłoniętej ciemnością jakskini, ciszę rozdarł pisk. Profesor uniósł iskrzacą pochodnię ponad głowę, jakby chciał, by bijace z niej światło oświetliło ledwo widoczny…