Fantasy · 4 min czytania
Strażnicy nowego świata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spotkali się o szarym, chłodnym poranku. Ona stąpała boso po rosistej trawie, z przymkniętymi oczami, upajajac się rześkim powietrzem. W lewej dłoni trzymała poręczny, drewniany grzebień. Pachniało od niej rumiankiem. Miała na sobie zwiewny, aksamitny negliż mocno przylegający do powabnego ciała. Widoczne był jej kształtne, bójne, falujące piersi. Lecz swą miną nie zdradzała żadnych oznak nieśmiałości, czy skrępowania. Szła wolno, omijając co większe zarośla; widok jej nagich ud znacząco upiększał ogród króla Isfandijara. Zarzuciła swoje krucze, długie, faliste włosy do tyłu jednym ruchem głowy. Po chwili je rozczesała; powoli, zadziwiająco delikatnie, zadzierajac przy tym głowę w stronę korony osłonecznionych grusz. Valerad, oparty o pień niewielkiej, kwitnącej jabłoni, chrzaknął. Pragnął zwrócić na siebie uwagę. Chciała go zignorować, przyjmując kamienna pozę; przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Nie potrafiła jednak udawać. Nie ona. Nie księżniczka Valbela. Wyraźnie zerkała w jego stronę gołębim spojrzeniem, chichocąc wdzięcznie. Uśmiechneła się. - Wiedziałam. Po prostu wiedziałam, że za mną zatęsknisz – spojrzała na gruszę, pod którą Velered ściągał opaską włosy na czole. – Prawdę mówię, Valerad? – rzekła po chwili. – No, odpowiedz wreszcie. Nie udawaj, że cię nie obchodzę. Jej zapach go oszołamiał. Rumiankowe mydło, pomyślał. To musiało być rumiankowe mydło. Gdy odszedł od gruszy i był na tyle blisko by poczuć jej zapach, spostrzegł, że jej włosy są mokre. Tak jak myślałem, ogarnął wzrokiem jej ciało, robiąc głęboki wdech. Rumiankowe. - Nie, Valbelo. Nie tęskniłem, nie myślałem, po prostu nie robiłem nic. W lochach trudno o skupienie – syknał zażenowany. - Rozumiem – odpowiedziała spokojnie. - Słyszałam co cię spotkało. Przykro mi z