Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 27 min czytania

Strażniczka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień zaczął się okropnie. Wychodząc z domu drżałam z zimna w powiewach chłodnego wiatru. Słońce nie śmiało prześwitywać zza grubej zasłony chmur. Powietrze było orzeźwiające a ziemia wyschnięta pomimo szalejącej wczoraj burzy. Świadczyły o niej tylko połamane konary i powalone drzewa. Opatuliłam się mocno płaszczem i ruszyłam przed siebie nie tracąc czasu na obserwowanie jak mój oddech zamienia się w obłoczek pary. Ścieżka w kilku miejscach była zatarasowana połamanymi gałęziami, które łatwiej było ominąć niż odrzucić. Czułam się nieswojo idąc przez las. A właściwie Las. Zawsze miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje i nawet mogłabym przysiąc, że kilkakrotnie kogoś widziałam. Świetliste postacie jednak szybko znikały, a ja nie śmiałam zapuszczać się głębiej w Las. Więc dlaczego tu mieszkałam? Hm... To pytanie wymaga dłuższej odpowiedzi. Chata w Lesie należała do mojej rodziny od zawsze. Ponoć, gdy ludzie dopiero, co stworzeni przez Bogów zaczęli zasiedlać i poznawać ofiarowany im świat mój praprapra.....pradziad wkroczył do Lasu, odnalazł Chatę i znalazł tam dziewczynę. Niektórzy twierdzili, że to wiedźma inni, że istota zesłana przez Bogów. Faktem było jednak tylko to, że wyszła za mąż za mojego przodka. A, że po za urodą dysponowała jeszcze wieloma wspaniałymi cechami to ludzie wśród których zamieszkali, w wiosce niedaleko Lasu, szybko ją zaakceptowali. Swojemu mężowi urodziła kilkoro dzieci, które chowały się zdrowo i radośnie. Jednak na wioskę padło ogromne nieszczęście. Nieznana choroba zbierała krwawe żniwo. Wiele osób umarło, w tym mój pradziad. Legenda rodzinna powiada, że zmarł żonie na rękach, a gdy ta zawyła z rozpaczy niebo się zachmurzyło, wiatr zaczął trzaskać okiennicami i naginać potężne drzewa do swej woli. Błyskawice waliły w ziemię a strwożeni ludzie ukryli się w swych kruchych domach oczekując Powrotu Margarona. Gdy ucichł już wicher i zamilkły błyskawice oraz grzmoty, spadł deszcz. Niebo się rozerwało i spadł deszcz słonych kropel. Ci, co to widzieli i przeżyli zaklinali się na swe życie, że z nieba padały słone krople. Rwące strumienie połączyły się tworząc jezioro od którego wieś, a potem miasteczko wzięło swą nazwę: Solanka. I nagle deszcz ustał. Słońce nieśmiało rozgoniło chmury, a ptaki w Lesie zaczęły śpiewać tak smutno i rozpaczliwie, że wzruszenie ogarnęło ludzi, którzy zaczęli płakać. Wieśniacy zebrali się przed domem mego pradziada, lecz nie śmieli przerywać żałoby wdowie. W końcu ona wyszła do nich. Wysoka, wyprostowana, ze łzami w oczach. - Mogę ocalić was przed chorobami, ale Las wymaga ofiary - powiedziała Strwożeni ludzie nie śmieli jej przerywać ani pytać skąd to wie. Stali tylko przerażeni niedawnymi wydarzeniami i słuchali. - Las was ochroni, ale wymaga od was strażniczki. Ja pójdę tam pierwsza, lecz gdy umrę ktoś z was poczuje zew i zajmie moje miejsce. A po nim ktoś inny w nieprzerwanym łańcuchu pokoleń. Czy przyjmujecie ofertę Lasu? - Musimy zdecydować teraz? - ośmielił się spytać wódz wioski - Czy chcesz by zaraza zabrała więcej niż już wzięła? - odparła tylko łamiącym się głosem. Wódz rozejrzał się po twarzach zgromadzonych. Pertraktował z siłami o których nic nie wiedział i to go przerażało. Jedyne czego był pewien to to, że w każdej chwili jego wahania ktoś może umierać. - W imieniu wszystkich tu zgromadzonych przyjmuję ofertę Lasu. Kto jest przeciw niech czym prędzej opuści wioskę - odparł w końcu. Ludzie odetchnęli głośno. Kilkunastu opuściło wioskę niezgadzając się na żadne pakty z nieznanymi mocami. Moja prababka spakowała niewielki tobołek z jedzeniem i zamieszkała w Lesie. Obowiązek opieki nad resztą rodziny musiała przejąć najstarsza córka, Kaleen. Strażniczka często odwiedzała swoją rodzinę by radować się dorastającymi dziećmi, lecz zawsze na noc wracała do Lasu. Od tej pory wszelkie wojny, choroby i nieszczęścia omijały wioskę, która powoli zamieniała się w miasteczko bogacące się na handlu. Solanka była położona w dolinie między dwoma górskimi szczytami. Jeden z nich Malean, Łagodną, zamieniono na pastwiska i tarasy. Na drugim szczycie Khalonie, Zakrytym, rósł Las. Ludzie i Las żyli w zgodzie póki nie zmarła w podeszłym wieku Pierwsza Strażniczka. Tak jak zapowiedziała zew poczuła dziewczyna, córka Kaleen. Lecz matka nie pozwoliła jej odejść. Zamknęła ją w jej pokoju i trzymała pod kluczem. Wieśniacy cieszyli się, bo wydawało im się, że okpili Las nietracąc jego ochrony. Zgubne marzenia. Bowiem Las ze swej natury nie działa szybko ani niespodziewanie. W ciągu kilku miesięcy drzewa zaczęły porastać pastwiska i tarasy, owce nie chciały nawet kopytkiem wstąpić na którąkolwiek z gór nawet w obliczu śmierci głodowej. Wielu wyszło z siekierami na swą ziemię, ale drzewa rosły z niezmąconym spokojem odrastając nawet w ciągu jednej nocy. Ludzie zaczęli się niepokoić i namawiać matkę do wypuszczenia córki, ale Kaleen trwała w swoim uporze. Potem nieznana mgła pojawiła się na ulicach. Wszyscy zrobili się senni i apatyczni, dzieci nie biegały ani nie śmiały się. I nadeszła pewna okropna noc, równo rok po śmierci Pierwszej Strażniczki, Noc Dziecięcego Kręgu. Nad ranem znaleziono wszystkie dziewczynki między szóstym a dwunastym rokiem życia skamieniałe na rynku, przed domem Kaleen. Skórę miały szarozieloną, oczy szeroko otwarte,ale bez krztyny życia. Podniósł się wtedy wielki krzyk i płacz, lament którego jeszcze tu nie słyszano. Kaleen widząc zaklęte w kamień dzieci wypuściła córkę. Rahina, bo tak miała na imię, przekroczyła linię Lasu i wtedy dzieci ożyły. Wielka była to radość dla ludzi i tylko Kaleen pozostała smutna. Rahina w nocy odwiedziła Chatę, a rankiem wróciła do miasteczka już nie jako Rahina, córka Kaleen, lecz jako nowa Strażniczka. Kaleen siedziała zapłakana przed drzwiami domostwa. - Las jest zły - powiedziała Rahina do matki - Nie znał co to zdrada ani kłamstwo. Las wymierzy nam karę jeśli któraś ze strażniczek nie odpowie na zew. Las będzie czekał przez rok nim zacznie wymierzać karę. - Las zabrał mi matkę, a teraz zabiera mi córkę - wyjęczała Kaleen - Tak - przyznała Rahina - Nie wiesz o czym mówisz, lecz niech starczy na pocieszenie to, że Strażniczki chronią Solankę. Matko -głos dziewczyny złagodniał nagle - nie straciłaś mojej miłości ani opieki. Dorosłam do swego przeznaczenia. Módl się jedynie bym mu sprostała. Kaleen i Rahina rozpłakały się choć każda z innego powodu. Mijały lata. Ludzie rodzili się i umierali, tak jak Strażniczki. Nigdy nie zdarzyło się by któraś nie odpowiedziała na zew w ciągu roku. I nikogo już nie korciło by spróbować którąś powstrzymać siłą. Wszystkie pochodziły z Solanki i wiodły zwykłe życie. Część miała normalne rodziny, część zostawała starymi pannami. Niektóre żyły dłużej, inne krócej. Całkiem zwyczajne kobiety. Cieszyły się poważaniem i szacunkiem, miały prawo wypowiadać się w sprawach miasta i pobrać z jego kasy 20 srebrnych na każde dwie pary roku. Wszystkie były miejscowe. Prócz mnie. Westchnęłam ciężko, a zimny wiatr porwał moje westchnienie. Zawsze inna. Zawsze na uboczu. Zarażona tęsknotą i smutkiem od pierwszego dnia swego życia. Ze złości kopnęłam kamień, który podskakując potoczył się po ścieżce. Odruchowo potarłam szyję by sprawdzić czy niczego tam nie ma. Podświadomie odetchnęłam z ulgą dotykając poszramionej skóry. Nigdy więcej nie pozwolę założyć sobie obroży niewolniczej. Nigdy. Pewnie wypadałoby opowiedzieć teraz całą historię? Chcecie? No, to proszę bardzo. Drzewa poruszyły się formując nową ścieżkę. Wściekła, roztargniona i rozdrażniona kroczyłam nią z niespotykaną dotąd pewnością siebie. Na samą myśl o wspomnieniach gotowałam się w środku.Las zaprowadził mnie do polany. Było tam tylko kilkanaście promieniście położonych pagórków porośniętych kwiatami.Tego miejsca jeszcze nigdy nie widziałam. Usiadłam na środku polany przygnieciona ciężarem wspomnień. - Więc wszystko zaczęło się od mojego dziadka, który pochodził z Solanki. Pewnego dnia pokłócił się ze swoim ojcem i uciekł do jednego z miast na Nizinach. Poznał tam miejscową dziewczynę i ożenił się. Był pracowity, małomówny i spokojny chociaż, gdy się zdenerwował potrafił być groźny i uparty. Kochał swoją żonę ponad wszystko, a przynajmniej tak twierdził jej brat, którego raz spotkałam. Kiedy babcia zmarła mój dziadek się załamał. Zaczął pić i popadł w długi za co jego i moją matkę sprzedano w niewolę. Wuj, jak sam mówił nie mógł nic zrobić bo takie jest u nich Prawo. Słuch zaginął o moim dziadku. Może, jeśli miał szczęście żyje jeszcze gdzieś chociaż bardziej prawdopodobne, że dawno już dołączył do ukochanej żony. Ich córka, moja matka została kupiona przez Heriga z Nausdenpach. Jest to jeden z bardziej znaczących ludzi na Równinach. Bogactwo i potęgę jego roku przyćmiewał tylko brak syna, który mógłby po nim dziedziczyć. Moja matka może nie była wybitną pięknością, ale wśród wielu podobnych sobie kobiet z Równin była klejnotem. Klejnotem, który zainteresował Heriga. Mówiono, że wziął ją siłą chociaż nie wiem czy kilkunastoletnia dziewczyna byłaby w stanie walczyć z dorosłym mężczyzną. Tak właśnie powstałam ja. Przez dziewięć miesięcy wszyscy w Nausdenpach wstrzymywali oddech oczekując narodzin dziedzica, którego Herig mógłby uznać za swojego. Wielkie było zdziwienie, gdy matka urodziła mnie, kolejną nieprzydatną dziewuchę. Gdy tylko odstawiono mnie od piersi Herig założył mi obrożę niewolniczą i polecił sprzedać. Kupiła mnie Babka, najstarsza i najbardziej szanowano kobieta rodu Bakanait. Potrzebowała służącej, którą mogłaby ukształtować i która zaopiekowałaby się nią na starość nie tylko z obowiązku. Tak więc kupiła mnie, wychowała i nauczała.Nigdy nie wspominała o mojej matce ani ojcu, ale kobiety z plemienia dużo plotkowały i czasami wystarczyło tylko uważnie posłuchać. Przysięgałam sobie w duchu, że kiedyś zobaczę i zabiję tego drania, który mnie zniewolił. Każdego dnia przeklęta obroża przypominała mi kim jestem oraz człowieka, który mi to zrobił. Nigdy nie kłóciłam się z Babką i choćby krew się we mnie gotowała to wykonywałam jej polecenia. Była moją osobistą boginią od której zależał mój los. Traktowałam ją z mieszaniną lęku, szacunku i chyba miłości. Czasami dostawałam baty za opieszałość, butny ton czy po prostu bo tak kazała. Byłam niewolnicą i mogła ze mną zrobić, co chciała. Słyszałam, że moja matka raz poroniła, a potem dała Herigowi upragnionego syna. Nienawidziłam tego dziecka. Miało zapewne wszystko o czym ja mogłam tylko marzyć: wolność, troskę, przyszłość. Moim przeznaczeniem było usługiwanie Babce do końca jej dni, a potem temu komu przypadnę jako spadek. Nigdy nie było mi dane zaznać prawdziwego dzieciństwa. Babka dbała abym miała zawsze coś do roboty od świtu do wieczora, kiedy to zmęczona mogłam paść na siennik i zapaść w sen bez marzeń. Nienawidziłam swojego życia jako takiego chociaż zdarzały się chwile dla których warto było znosić codzienne troski. Zwłaszcza jedna taka chwila ponad dwa lata temu. Do Bakanait przybyli goście, a ja po raz pierwszy nie brałam udziału w przygotowaniach. Babka kazała mi zostać ze sobą w namiocie i nigdzie nie wychodzić. Tego dnia wszystko było inne. Obudziłam się o świcie z głową pełną myśli o czekających mnie obowiązkach, a obok siennika ujrzałam nową przepiękną suknię wyszywaną kolorowymi nićmi w rozmaite wzory. Rękawy były długie i bardzo luźne. Nie śmiałam tknąć tego cudu z obawy, że okaże się złudzeniem. - Wracaj do łóżka, dziewczyno i nie wstawaj póki ci nie powiem - rzekła Babka i sama zajęła się wszystkim. Słyszałam jak ludzie krzątają się podekscytowani zbliżającą się wizytą. Babka natarła mnie wonnymi olejkami, ubrała w tą prześliczną suknię i rozczesała moje długie włosy tak żeby gładko opadały na plecy. Poczerniła mi brwi, pomalowała usta i nałożyła mi na głowę perłowy kadyszar - zbiór łańcuszków zakładanych na specjalne okazje przypominający koronę lub diadem. Babka nie odpowiadała na żadne moje pytania i nie wiedziałam nawet kto przyjeżdża. Czułam, że to niezwykły dzień. - Zostań tu póki po ciebie nie przyślę. I nie zawiedź mnie dziewczyno przy naszych gościach- powiedziała Babka i zostawiła mnie samą Czekałam długo, krążyłam po namiocie przekładając rzeczy z miejsca na miejsce. Głowę miałam pełną domysłów, a serce radości. W końcu przyszła inna niewolnica i bez słowa zaprowadziła mnie do głównego namiotu, gdzie przyjmowano gości. Było już ciemno i niewiele osób nie poszło jeszcze spać. Wzięłam głęboki oddech i dumnie wkroczyłam do środka. Obok wystrojonej Babki siedział potężny mężczyzna z czarnymi włosami, wąsami i brodą, a u jego stóp kobieta z kilkuletnim dzieckiem na rękach. Gdy weszłam wszyscy spojrzeli na mnie. Kobieta i mężczyzna zamarli na chwilę na mój widok. Siedzieli na podwyższeniu przy tylnej ścianie namiotu, tak, że nasze oczy były na tym samym poziomie. - Podejdź tu dziecko - powiedziała Babka. Podeszłam delektując się każdym ruchem w nowej sukni. Kobiecie pojawiły się łzy w oczach i odwróciła głowę. Za to mężczyzna patrzył bezlitośnie, aż się speszyłam. - Nasi goście to Herig z Nausdenpach, jego pierwsza nałożnica i przyszły dziedzic - oznajmiła Babka Stanęłam jak wryta. Coś ścisnęło mi gardło. Czułam jak krew szybciej krąży mi w żyłach z nagłego przypływu nienawiści. Więc oto mój ojciec, matka i brat, który ma wszystko czego ja

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Strażniczka — czytnik · opowiadania