Akcja · 10 min czytania
Strażniczka cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Strażniczka Krzyki i dym dochodzące z dolnego pietra biblioteki Mysleathinn przybierały na sile. Dzienna straż ewidentnie nie mogła poradzić
sobie z wysłannikami Kościoła, którzy próbowali dobrać się do działu zawierającego księgi z czarną magią i wszelkiego rodzaju
herezjami oficjalnie potępionymi przez papieża. Na ich nieszczęście wejścia do wieży to wieży strzegł całkiem przyzwoicie
wyposażony oddział najemników, którzy zabarykadowawszy się tuż przed schodami śmiechem kwitowali coraz to bardziej
desperacka furie kanonika i jego ludzi, którzy nie mogąc dosięgnąć celu wyżywali się na całkiem niewinnym pomieszczeniu z
literaturą romantyczną. Budynek biblioteczny był bardzo starą konstrukcją, legenda głosiła ze kamień na jego budowę zesłali
przedwieczni a któreś z pomniejszych bóstw pomagało przy jego budowie. No cóż legendy legendami a prawda była taka, że
Część 22 / 5
kilkusetletniej konstrukcji wzniesionej z jeszcze starszego granitu ciężko było zagrozić. Dlatego papiescy zdobywszy cudem
jedno pomieszczenie urządzili sobie w nim ogniska celem wywabienia obrońców, jeśli nie dymem to groźbą zniszczenia zbiorów
biblioteki. Niestety problem polegał na tym, że dział, który zajęli był nie tylko najsłabiej bronionym miejscem, ale również
zawierającym pozycje, które biblioteka posiadała w wielu egzemplarzach. Tak wiec pozostawał tylko smutny piknik przy ogniskach
zaimprowizowanych z tak demonicznych książek jak 300 Nocy Sułtana Alifa. Zresztą ku ubolewaniu ludzi kanonika kilkunastu z
żołnierzy po rozpaleniu prowizorycznych stosów zamiast palić przeklęte książki w ogniu oczyszczenia, tak by przynajmniej z tego
miejsca pozostał sam popiół zaczęło czytać niektóre bogaciej ilustrowane egzemplarze posiłkując się światłem ognia, który miał je
Część 33 / 5
pochłonąć. Ale tymczasem zaczął zapadać zmrok. Znużeni bezproduktywnym atakiem żołnierze kościoła pogrążyli się już
całkowicie w lekturze i zdawali zapomnieć o właściwym celu tej imprezy, osamotniony kanonik wykrzykiwał od czasu do czasu
serie przekleństw w kierunku barykady prowadzącej na wieże czarnej magii. Ostatecznie Słońce zaszło całkowicie. Najemnicy
broniący biblioteki zaczęli donośnie wiwatować gdyż poczuli znajomy dreszcz mocy budzącej się do życia gdzieś nad nimi. Na szczycie, bowiem obudziła się Ona. Ciemnowłosa Strażniczka. Plotki głosiły, że była jedyną, która zna tajemnicę pochodzenia
Mysleathinn, niektórzy nawet powiadali, iż to tak naprawdę Biblioteka to Jej dzieło. Jak naprawdę wyglądała prawda tego nikt nie
wie Najemnicy, których zatrudniała nie zadawali pytań póki otrzymywali regularne wypłaty, nie obchodziło ich skąd biorą się
pieniądze i broń, które dostawali tak długo jak wszystko było zapewnione na czas? Zresztą Ciemnowłosa znała kilka innych metod
Część 44 / 5
pozwalających na zaskarbienie sobie lojalności swoich ludzi. Nie zniżając się do czegoś tak trywialnego jak mentalne sztuczki
potrafiła zaskarbić sobie bezwzględny szacunek tej zbieraniny morderców i byłych żołnierzy. Podczas jednego z poprzednich
szturmów Kościoła, który jakiś idiota zorganizował dokładnie o północy w dodatku próbując strzelać w okno jej sypialni wpadła w
taka furie ze południowa ściana biblioteki do dziś nie wymagała malowania. Krwista czerwień bardzo ładnie komponowała się ze
starożytnym murem. Poletko róż rosnące przed wieża dodawało charakteru całej tej okolicy. Na wspomnienie ostatniej rzezi Niko
lekko oblizała się, po czym z jeszcze większym uśmiechem przypomniała sobie zdumione twarze własnych ludzi z
niedowierzaniem sprzątających pobojowisko po niedawnej krucjacie. Taak to były piękne czasy, pogrążona w rozmyślaniach Niko wyjrzała przez okno. Niespiesznie postarała się wyczuć aurę tych
Część 55 / 5
biednych stworzeń, które okupowały teraz resztki działu z romansami. Z lekkim niesmakiem naliczyła raptem kilkunastu
przypadkowych ludzi i jednego wiedzącego, aczkolwiek o tak nikłej mocy, że nie był dla Niej żadnym wyzwaniem -No nic, to powinno załatwić sprawę. Powiedziała do siebie, po czym wyjęła z podręcznej szuflady dwa wyjątkowo bogato zdobione
tomy Kronik. Księgi te miały niewiele wspólnego z prawdziwa czarną magią, ale Strażniczka miała do nich osobisty sentyment i dlatego
uczyniła z nich swoją ulubioną broń. Po umiejętnym naciśnięciu oprawy wysuwały się ze specjalnych mechanizmów kilkunasto
centymetrowe ostrza ze srebrzystego metalu, które widziały już wiele istnień i równie wiele z nich zakończyły. Po profilaktycznym
przetestowaniu działania mechanizmu, którym zawsze lubiła się bawić, Strażniczka ujęła po jednym tomie w każdą z rak i ruszyła
w kierunku zejścia na dół. Technicznie rzecz biorąc schody były dla ludzi