Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 1 godz. 38 min czytania

Strażniczka (tytuł ulegnie zmianie zapewne...)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Była już późna noc, kiedy Kaleen obudził jakiś dziwny dźwięk. Zdawało się jej, że coś zaszurało w sąsiednim pokoju. Powoli podniosła się z łóżka i delikatnie wzięła nóż, który tradycyjnie leżał na jej nocnym stoliku. Bezszelestnie podeszła do drzwi i lekko je uchyliła. W pomieszczeniu nie było nic nadzwyczajnego. Wszystko stało na swoim miejscu, a w kominku dogasał ogień, którego nie zgasiła przed snem. Płomień dawał delikatne, ciemnopomarańczowe światło. Dziewczyna powoli weszła do pokoju. Rozejrzała się. Nagle drzwi od sypialni trzasnęły z hukiem. - Kto tu jest !? - krzyknęła Dookoła panowała śmiertelna cisza. Nic nie wydało najmniejszego dźwięku. Nawet odgłos palonych gałązek przycichł. „Nic tu nie ma. To tylko wiatr” - Pomyślała przerażona. Kaleen usiadła na fotelu. Jedynym jaki stał w tym pokoju. Jedynym jaki był w jej domu. Stary fotel babki, z nieproporcjonalnie wysokim oparciem. Wtuliła się weń i podciągnęła kolana pod szyję. Wiedziała, że tej nocy nie prześpi spokojnie. Pomimo tego, że miała przy sobie nóż, bała się. Gdy przymknęła oczy i wyostrzyła słuch, ponownie usłyszała ten odgłos szurania. Tym razem dochodził zza drzwi wejściowych. „Nie wyjdę. Żadna siła mnie do tego nie zmusi” - Myślała w panice. Poczuła, że cała drży. Zęby szczękały jej ze strachu, bo na pewno nie z zimna. Było jej nienaturalnie gorąco. Mocniej podciągnęła kolana. Wmawiała sobie, ze ten fotel jest jej twierdzą, że nikt jej nie skrzywdzi jeśli się z niego nie ruszy. Nagle usłyszała, że coś szarpie za klamkę. Coraz mocniej i coraz bardziej nachalnie. Wzdrygnęła się i zacisnęła dłoń na rękojeści noża. Jedyna rzecz, która mogła uratować jej życie. Sztuki posługiwania się nożem nauczyła się od ojca. Jak bardzo pragnęła, by teraz tu był, by mógł ją chronić. Poczuła się z powrotem jak mała dziewczynka, która za chwile się rozpłacze. Coś huknęło. Drzwi wyleciały z zawiasów. Po chwili Kaleen dostrzegła cień sylwetki mężczyzny. Przygotowała się do rzutu. A jeśli nie trafi? Wolała w ogóle nie przyjmować tego do wiadomości. Wszedł. Był wysoki, barczysty, miał ciemne włosy. Oczu nie wiedziała, ale wyobraziła sobie, że chyba są niebieskie. Rozejrzał się. Dziewczyna lustrowała go wzrokiem. Nie miał przy sobie żadnej broni. Kiedy ich spojrzenia spotkały się, Kaleen dostrzegła na ustach mężczyzny dziki uśmiech satysfakcji. - No, no... Co my tu mamy? Bezbronną ptaszynę napadniętą w środku nocy przez jakiegoś bezczelnego brutala... - Kim jesteś ? - Wydusiła, starając się, by ton jej głosu brzmiał ostro. - Kaleen Garith, jak sądzę ? - Dziewczyna potaknęła. Wstała z fotela i wyprostowała się dumnie. Nie chciała, by jej pozycja wskazywała na to, że się panicznie boi. Wciąż bezwiednie zaciskała dłoń na rękojeści noża. - Ciril Hedson - skłonił się - Wielki Mag. Nie musiał kończyć. Dobrze wiedziała kim był Ciril Hedson. Ale czego mógł chcieć od niej ? - Czego chcesz ? - wycedziła przez zęby. - Ciebie - odpowiedział, a na jego usta wypłynął ironiczny uśmieszek. Zamachnęła się, ale nie zdążyła zobaczyć, czy nóż dosięgnął celu. Oślepiło ją jaskrawe światło, a potem była już tylko ciemność...

-Co zamierzasz z nią zrobić ? -Nie twój interes. Mam wobec niej pewne plany. Kaleen ocknęła się i usłyszała resztki rozmowy pomiędzy dwoma mężczyznami. Nie chciała jednak dawać im do zrozumienia, że jest przytomna. Leżała bez ruchu. - Mistrzu, przecież ona jest jeszcze młodziutka. Nie możesz nałożyć na nią takiego brzemienia. - Nie będziesz mi mówił co mam robić. – warknął – Nadaje się do tego idealnie. Popatrz Matt, młoda, piękna, inteligenta, odważna... Idealna kandydatka na Strażniczkę. Dziewczyna zdała sobie sprawę, ze obaj teraz na nią patrzą. Za wszelką cenę starała się nie drgnąć. Nie miała pojęcia o czym oni mówią. Wszystko było dla niej niezrozumiałe. Zacisnęła powieki i oddychała miarowo. - Matt, pilnuj jej. Ja wychodzę. Jak się obudzi, do daj jej coś do ubrania i do jedzenia. Nie będzie przecie paradować po zamku w tej piżamie. - Dobrze. Kaleen usłyszała, jak Ciril lekko trzasnął drzwiami. Rozluźniła nieco mięśnie i wypuściła powietrze z płuc. A więc była w zamku. Ciekawe tylko gdzie. Teraz była w pomieszczeniu z tym drugim – Mattem. Nie widziała go, ale miała dziwne wrażenie, że może mu bardziej ufać niż Cirilowi. Usłyszała jak idzie w jej kierunku. Przesunął palcem po jej policzku. - Otwórz oczy Kotku, dobrze wiem, że od dłuższego czasu jesteś przytomna. Dziewczyna osłupiała. Skąd mógł wiedzieć takie rzeczy ? Skoro on to wiedział, to może i mistrz Ciril. Bała się otworzyć oczy. Nie wiedziała co ujrzy. Powoli uniosła powieki. Pierwsze co zobaczyła, to przenikliwie szaro-niebieskie oczy wpatrujące się w nią z uwagą. Chłopak wyglądał na nieco starszego od niej. Miał delikatne, ale stanowcze rysy twarzy i rozbrajający uśmiech. Usiadła na leżance. Cały czas miała na sobie koszulę nocną. Poczuła jak się czerwieni. - Gdzie ja jestem? – wybełkotała. - W zamku mistrza Cirila. - A ty kim jesteś? – spojrzała mu w oczy. Delikatnie ujął jej dłoń i złożył na niej ceremonialny pocałunek. - Matthias Shanel, do usług. Uwolniła swoją dłoń z uścisku chłopaka i przeczesała palcami włosy. W dalszym ciągu nie rozumiała w jaki sposób się tu znalazła. Jedyne co mogła sobie przypomnieć, to huk i oślepiające, jaskrawe światło. Nic więcej nie pamiętała. Po raz pierwszy w swoim krótkim, osiemnastoletnim życiu znalazła się w tak beznadziejnej sytuacji. - Czy mogłabym skorzystać z łazienki? – spytała - Oczywiście. Czuj się jak u siebie w domu. Po kąpieli pokażę ci twój pokój. - Jasne. Jak mam się czuć jak u siebie, kiedy oprócz tej koszuli nocnej nie mam tu nic swojego? Ciril bezczelnie wyniósł mnie z domu i pozbawił wszystkiego co tam było. – odparła oburzona. - Powiedz co sobie życzysz, a ja w miarę możliwości postaram się ci to dostarczyć. – powiedział z uśmiechem. - Dobrze, dziękuję. Kaleen szczęśliwa zanurzyła się w wannie pełnej wody. Delikatny aromat olejków upajał swoim zapachem. Po mimo całego tego zajścia, czuła się wspaniale. Cały czas jednak dręczyła ją jedna kwestia. Ciril mówił coś o byciu Strażniczką. Ale Strażniczką czego? Drun Garith był zielarzem. Znał się na magii, ale mówił córce, by nigdy się tym nie zajmowała. „Jeżeli raz skorzystasz z magii, nigdy nie będziesz mogła przestać” – zwykł mawiać. A Kaleen go słuchała. Zawsze i pod każdym względem. Dziewczyna zastanawiała się czy Strażniczki zajmują się magią. Nie chciała nią być. Po prostu powie, że nie chce. Niech sobie Ciril szuka kogo innego na to stanowisko. Zasępiła się. Jak on w ogóle mógł tak bezczelnie wtargnąć do jej domu, oślepić ją jakimś zaklęciem i tak po prostu przynieść do swojego zamku? Stanęła w wannie i wycisnęła wodę ze swoich włosów. Uważając na to, by się nie poślizgnąć stanęła na zimnej, kamiennej posadzce. Ze zdziwieniem dostrzegła, że na wieszaku wisi suknia. Skromna, o prostym kroju w kolorze butelkowej zieleni. Kaleen wytarła się, założyła suknię i stanęła przed lustrem. Wyglądała tak, jakby ten strój był uszyty tylko na niej. Ze zdziwieniem zobaczyła, że się uśmiecha. Wróciła do pomieszczenia w którym się obudziła. Było puste. Nie było tu żywego ducha. Ani Cirila, ani Matta. Rozejrzała się dookoła. Sala była obszerna i pełna regałów z książkami. Podeszła do jednego i zaczęła wodzić wzrokiem po grzbietach. Wszystkie mówiły o magii, ale w żadnym z tytułów nie było nic o Strażniczkach. Ta myśl nie dawała jej spokoju, ale na razie wolała nie pytać. - Już po kąpieli? – usłyszała głos za sobą. Odwróciła się na pięcie. - Tak. Dziękuję za suknię. - Nie ma za co. – odparł Matt. – Do twarzy ci w tym kolorze. Kaleen poczuła, ze się czerwieni. Jej ojciec zmarł przed rokiem i od tamtej pory mieszkała sama. Od dawna nie słyszała, żeby ktoś prawił jej komplementy, - Matthiasie... – zaczęła. - Matt. Przyjaciele mówią do mnie Matt. – przerwał jej. Potaknęła. - Gdzie jest Ciril? - Mistrz gdzieś wyszedł. Ma jakieś ważne sprawy do pozałatwiania. Nie znam się na tym. Chodź, zaprowadzę cię, do twojego pokoju. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Kaleen zrobiła krok do przodu. Matt zmierzył ją wzrokiem i zatrzymał go na bosych stopach dziewczyny. Uśmiechnął się. - Nie martw się, buty czekają w twoim pokoju. Od tych kamiennych podłóg łatwo można się przeziębić. Pokój dziewczyny był obszerny. Na ścianach wisiały srebrne kandelabry, a w nich połyskiwały błękitne świece. Dębowe łóżko z tiulowym baldachimem w kolorze czerwonego wina dominowało nad wszystkim, co znajdowało się w pokoju. A obok niego stały obiecane buty dobrane pod kolor sukni. - Podoba ci się ? - Oczywiście. – odpowiedziała z zachwytem. - W takim razie miłego pobytu. – obdarzył ją uroczym uśmiechem i ponownie ucałował dłoń dziewczyny. Kiedy wyszedł, Kaleen przekręciła klucz w zamku. Postanowiła przymierzyć buty. Pierwsze wrażenie było piorunujące. Nie przyzwyczajona do tak wysokich obcasów, w ostatniej chwili chwyciła się narzuty na łóżku, by uchronić się przed upadkiem. Na stoliku stała kolacja. Różnorodne potrawy, kusiły, ale dziewczyna opanowała się, by nie zjeść wszystkiego na raz. Kiedy jednak popiła wszystko winem, poczuła, że robi się senna. Z trudem doszła do łóżka. Jedyne co zdążyła pomyśleć, to to, że ktoś musiał jej wsypać proszek nasenny do wina. Położyła się na pościeli i pogrążyła się w głębokim śnie.

Ktoś delikatnie potrząsał jej ramieniem. Za wszelką cenę chciała otworzyć oczy, ale nie mogła. Bolała ją głowa i wszystkie mięśnie. - Panno Garith, proszę się obudzić – usłyszała delikatny, ciepły, kobiecy głos. - Mhmmm.... – wymamrotała i z trudem otworzyła piekące oczy. Koło niej siedziała drobna blondynka. Wyglądała na rówieśniczkę dziewczyny. „Przynajmniej jedna życzliwa, kobieca dusza w tym ponurym zamczysku” – pomyślała. - Kim jesteś? - Aisa Aguer. Zajmuję się domem. – odparła z uśmiechem dziewczyna. - Jak się tu dostałaś? O ile sobie przypominam, zamykałam drzwi na klucz. - Mam duplikaty kluczy do każdego pokoju. Tak na wszelki wypadek. – odpowiedziała zmieszana Aisa. Kaleen przyjrzała się jej. Miała dziwne wrażenie, że dziewczyna nie mówi prawdy. Wszystko tu było spowite swoistą aurą. Ona też. Dziewczyna z trudem podniosła się z łóżka. Spróbowała rozciągnąć bolące stawy, ale nie przyszło jej to z łatwością. Aisa postawiła tacę ze śniadaniem na stole i wyszła. Śniadanie wyglądało niezwykle apetycznie, ale Kaleen, po doświadczeniach z poprzedniego dnia, zjadła suchą kromkę chleba, a resztę – przez grzeczność – wyrzuciła. Na krześle wisiały trzy suknie, a przy nich jedna para czarnych butów, które ku uciesze dziewczyny miały niższy obcas. - Przynajmniej dają mi w tej kwestii jakikolwiek wybór – westchnęła z niezadowoleniem, Z pośród tych trzech wybrała krwiście czerwoną. Była prosta, ale za to z dużym dekoltem. Dziewczyna sprawnie i szybko przebrała się i wyszła z pokoju. Po chwili energicznie wpadła do głównego pokoju. Ciril i Matt już tam byli. Pokazowo trzasnęła drzwiami. - No, no.. – mruknął Ciril. – Widzę, że nasz gość już się zadomowił. - Zamknij się. – warknęła – Jak śmiałeś porwać mnie z domu, ulokować w tym zamczysku i jeszcze na dodatek uśpić proszkiem !? - Uspokój się – wtrącił Matt. Rzuciła mu mordercze spojrzenie i stanowczym krokiem podeszła do Cirila. Położyła swój długi paznokieć na jego krtani i docisnęła. Zakrztusił się. Patrzył teraz prosto w jej gniewne, piwne oczy. - Żądam wyjaśnień. – oznajmiła ze spokojem. - Jeżeli odsuniesz ten pazur od mojego narządu, bardzo potrzebnego do oddychania. - Lepiej, żeby to były dobre argumenty, bo w przeciwnym razie mogę ci wbić co innego, gdzie indziej. – wycedziła. Ciril przełknął ślinę i nerwowo zerknął w stronę Matta. Ten zaś przyglądał się całej sytuacji z lekko ironicznym uśmieszkiem. Kaleen odsunęła się od Cirila na bezpieczną odległość i podparła boki. Jej postawa była pełna stanowczości. - Widzisz dziecko... – zaczął. - Po pierwsze nie mów do mnie per „dziecko”. – Weszła mu w słowo. - To, że jesteś ode mnie te siedemnaście lat starszy, nie oznacza, że możesz sobie pozwalać na takie poufałości. Na twarz Cirila wypłynął grymas niezadowolenia. - Naprawdę chcesz wiedzieć? Powiem ci wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. I nie życzę sobie, aby mi przerywano. Usiądź wygodnie i słuchaj. Kaleen usiadła na stojącej w pobliżu sofie. Matt zajął miejsce koło niej. W głębi serca miała pewne obawy przed usłyszeniem całej prawdy. Ogarnęło ją dziwne przeczucie, że ta rozmowa zmieni całe jej życie. Wszystko w co do tej pory wierzyła, może bezpowrotnie lec w gruzach. Kątem oka zerknęła na Matta. Pustym wzrokiem wpatrywał się w głąb pokoju. Chcąc dodać sobie otuchy delikatnie uścisnęła jego dłoń. Odwrócił się uśmiechnął pokrzepiająco. - Mniej więcej dwadzieścia lat temu poznałem twoją matkę. Miałem wtedy piętnaście lat i szkoliłem się u ówczesnego Wielkiego Maga – Suzuna. Twoi rodzice przyszli na przyjęcie zorganizowane przez Mistrza. Pamiętam, że urzekła mnie uroda tej kobiety, ale zauważyłem w jej oczach coś, czego nie mogli zauważyć inni. Smutek związany z brakiem tego, czego kobieta pragnie najbardziej. Z brakiem dziecka. I wiesz co się stało? Polubiłem ją, a ona mnie. Od urodzenia byłem pozbawiony miłości matki, a Mistrz, pomimo tego, że okazywał mi tyle serca ile mógł, nie mógł dać mi odczuć czym była prawdziwa miłość pochodząca wprost z matczynego serca. – Popatrzył dziewczynie prosto w oczy. – I wtedy całe to uczucie, którego nigdy nie miałem dała mi twoja matka. Tak Kaleen, twoja matka. Trwało to około roku. Do tej pory uważam, że przez całe moje życie, nikt więcej nie okazał mi tyle serca, co Juna. Dlatego właśnie postanowiłem odwdzięczyć się twojej matce i dałem jej szansę posiadania tego, czego najbardziej pragnęła – dziecka. Miała jedyną szansę by to wykorzystać. I zrobiła to. Wraz z twoim ojcem poczęli ciebie. Nawet nie wiesz jaki byłem szczęśliwy widząc tą radość w jej oczach. Cierpiałem, ale cieszyłem się razem z nią. Dziewczyna nie wiedziała co ma na ten temat sądzić. Nie pamiętała matki, gdyż ta zmarła zaraz po porodzie. A ojciec przez całe życie nie wspomniał o tym, że Cirila Hedsona i Junę aż tyle łączyło. Mistrz westchnął i podjął opowieść. - W całym tym szczęściu tkwił jeden problem, o którym nie miałem odwagi powiedzieć twojej matce. Mianowicie to, że gdy możliwość poczęcia dziecka była związana z użyciem magii, pewne było, że urodzi się dziewczynka, która w późniejszym wieku zostanie Strażniczką. A że takie rzeczy mają miejsce bardzo rzadko... - Okłamałeś mnie! – krzyknął nagle Matt. – Powiedziałeś, że porwałeś Kaleen, gdyż jest idealną kandydatką na Strażniczkę, a nie dlatego, że już nią jest! - Uspokój się i daj mi dokończyć. – powiedział chłodno Ciril – A że takie rzeczy mają miejsce bardzo rzadko, podejrzewam, że Drun wiedział się co się dzieje, ale też nic nie powiedział. Nie zapomnę widoku twojej matki, kiedy trzymała w ramionach małą dziewczynkę. Była wycieńczona, ale szczęśliwa. Stanąłem wtedy koło niej i uścisnąłem jej rękę. Spojrzała na mnie i poprosiła, żebym wybrał dla ciebie imię. Nigdy nie zastanawiałaś się co oznacza twoje imię? – Dziewczyna pokręciła przecząco głową. – Otóż w starożytnym dialekcie „Kal-een” znaczy nic innego jak „Strażniczka”. Niedługo potem twoja matka zmarła. W pokoju zapadła śmiertelna cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Kaleen myślała nad tym, co przed chwilą usłyszała. Wszystko to było dla niej szokiem. - Ale, Cirilu, co oznacza bycie Strażniczką? Z czym to jest związane? – spytała. - Twój ojciec przez cały czas skutecznie chronił cię przed magią, ale ja dobrze wiedziałem, że nie będzie mógł tego robić wiecznie. Kiedyś w końcu musiał umrzeć, bo taka jest kolej rzeczy. A bycie Strażniczką wcale nie jest proste. Bycie nią jest twoim celem i przeznaczeniem. Jeżeli trzeba będzie, umrzesz strzegąc tego, co ci powierzono. - Ale, są inni? Inne Strażniczki? I czego ja mam właściwie strzec? - Niestety kochanie, musze cię rozczarować. Jesteś jedyna. Trzecia w historii świata Strażniczka to ty – Kaleen Garith. A twoim przeznaczeniem jest strzec magii. Magii, dzięki której wszystko znasz może żyć. I nie masz innego wyjścia. Matt uścisnął jej dłoń. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Wszystko wydawało się jej takie nieprawdopodobne. Zastanawiała się, czemu ojciec o niczym jej nie powiedział. Przecież tak byłoby jej teraz prościej. Poczuła jak po policzku powoli spływa jej łza.

Bez słowa udała się do swojego pokoju. Cały czas płakała i nie mogła tego powstrzymać. To wszystko ją przerosło. Czy Ciril nie zdawał sobie sprawy z tego, że ona ma dopiero osiemnaście lat? Chyba nie, skoro nakłada na nią obowiązek bycia Strażniczką. Kaleen nic nie wiedziała o magii. Nie miała pojęcia czym ona się zajmuje i do czego służy, a już na pewno nie mogła nic powiedzieć na temat posługiwania się nią. Z drugiej strony Mistrz nie powiedział nic na temat tego, że ona ma się posługiwać magią. Ulżyło jej. Może chociaż część tych gorzkich słów, które dzisiaj usłyszała, a nie wątpiła, że to wszystko było prawdą, nie znajdzie odniesienia do jej osoby. Z tego, co wiedziała, w tych czasach magia nie była dla każdego codziennością. Aby zostać chociażby młodszym Magiem, trzeba było przejść długoletnie szkolenie, nauki i obrzędowe rytuały inicjacyjne. Wszystko wydawało jej się takie nieprawdopodobne. Usłyszała delikatne pukanie do drzwi. - Proszę! - Przyniosłam obiad, panno Garith – zza drzwi wyłoniła się znana dobrze Kaleen postać Aisy. - Dziękuję ci bardzo... – Przetarła zapuchnięte od płaczu oczy – Usiądź proszę. Na twarz Aisy wpłynęła purpura. Widać, ze rzadko ktoś proponował jej takie na pierwszy rzut oka mało znaczące gesty szacunku. Dziewczyna postawiła tacę na stole i usiadła koło Kaleen. - Od dawna tu... – szukała odpowiedniego słowa – mieszkasz? - Odkąd skończyłam czternaście lat, czyli cztery lata temu. – odpowiedziała Aisa. Na twarzy Kaleen pojawił się uśmiech. - No to jesteśmy w tym samym wieku. I proszę, nie mów do mnie per „panno”. Mam na imię Kaleen. Dziewczyna ze zdumieniem zauważyła, że tamta też się uśmiechnęła. Uśmiech od razu rozjaśnił jej oblicze i nadał twarzy sympatyczniejszy wyraz. - Aiso, mam pytanie. Macie tu gdzieś bibliotekę? - Cóż... biblioteka jest, ale większość obszernego księgozbioru znajduje się w pokoju mistrza Cirila. – odparła po krótkim zastanowieniu. - Mogłabyś mnie tam zaprowadzić? Ale dopiero wtedy, gdy Cirila nie będzie w domu. Oczywiście mniemam, że do jego pokoju też masz klucz. – stwierdziła z lekką nutką ironii w głosie. Przez usta Aisy przemknął uśmieszek, a w jej oczach można było dostrzec chwilowy blask. - Jakże jesteśmy do siebie podobne... Bardziej niż mogłam się tego spodziewać... – odparła tajemniczo. - Nie rozumiem. – odparła Kaleen - Obiecuję, że ci wyjaśnię, ale dopiero wtedy, kiedy mistrza Cirila nie będzie w domu. – Wymieniły jednoznaczne spojrzenia. – A teraz smacznego Kaleen. - Dziękuję Aiso. Kaleen zastanawiała się co mogły oznaczać słowa dziewczyny. Usiadła przy stole i powoli przeżuwała dopiero co ugryziony kawałek chleba. Zapatrzyła się w głębię pomieszczenia. Ten pokój, pomimo tego, ze był piękny, nie miał w sobie tego, co miał jej mały, skromny domek. Pomyślała o ostatniej spędzonej w nim nocy. Nie były to przyjemnie wspomnienia. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy skończyła jeść. Ten czas, wypełniony myślami minął jej niesamowicie szybko. Doszła do wniosku, ze nie ma innego wyjścia, jak przyzwyczaić się do zaistniałej sytuacji. Z drugiej strony dobrze wiedziała, że to wcale nie będzie takie proste... Wstała od stołu i podeszła do okna. Odsunęła bordową zasłonę zrobioną z ciężkiego, lejącego się materiału. Popołudnie było piękne. Promienie słońca przypominały o tym, ze niedawno jeszcze było lato. Drzewa powoli oblały się różnymi pięknymi barwami, typowymi dla jesieni. Kaleen pomyślała, że miło byłoby wyjść na podwórze i przynajmniej w jakimś stopniu się zrelaksować. Uchyliła drzwi od swojego pokoju i wyszła na korytarz. Był pusty. Powoli szła wzdłuż korytarza. Echo przenosiło dźwięk jej obcasów odbijających się od kamiennej podłogi. Nie miała jeszcze okazji zobaczyć posiadłości Cirila z zewnątrz, ale po tym co widziała teraz, mogła sobie wyobrazić jak ona wygląda. W całym domu panowała śmiertelna cisza. Drzwi od pokoju głównego były uchylona. Wsunęła głowę w szczelinę i się rozejrzała. Wewnątrz także nie było żywego ducha. Dziewczyna dostrzegła jednak, że na stoliku leżał przedmiot, który nieodłącznie należał do niej. Nóż. Pragnienie odzyskania swojej własności wzięło górę nad rozsądkiem. Nabrała powietrza w płuca i weszła do pokoju, starając się nie wydać przy tym najmniejszego dźwięku. Szła tak szybko jak tylko potrafiła, a i tak miała wrażenie, że nigdy nie dojdzie do celu. W końcu udało się jej dojść do stolika. Kiedy ścisnęła w dłoni rękojeść noża, poczuła, jak po całym ciele rozchodzi się znane jej dobrze uczucie bezpieczeństwa. Nóż nie był jakąś rewelacyjną bronią, ale Kaleen potrafiła się nimi posługiwać doskonale. Popatrzyła na ostrze, w którym odbijały się promienie słońca dochodzące zza okna. Wreszcie mogła zacząć spokojnie oddychać. Opuściła dłoń, ale cały czas trzymała nóż w pozycji obronnej. Odwróciła się na pięcie i ku swojemu zdziwieniu poczuła pod ostrzem opór. Jej oczy wpatrywały się centralnie w usta mężczyzny. Podniosła wzrok. Patrzyła prosto na Matta. - Kaleen, proszę, wyjmij to żelastwo ze mnie – powiedział ze zdumiewającym spokojem. Dziewczyna zerknęła na swoją dłoń. Ostrze było wbite w podbrzusze chłopaka. Poczuła jak trzęsą się jej ręce. - Nnniee mogę... - wyjąkała. - Kaleen, proszę... - Nie! – krzyknęła na całe gardło. – Nie wyjmę tego! Popatrzył na nią ze zdziwieniem. W jego oczach szkliły się łzy, ale ze wszystkich sił starał się, by żadna nie wypłynęła z jego oczu. Nie udało się. Dziewczyna poczuła jak coś mokrego ląduje na jej policzku. Zerknęła w stronę sofy, na której niedawno sama leżała. - Połóż się. – szepnęła. – Połóż się i nie ruszaj niczego. Ja pobiegnę po Cirila. - Nie, Kaleen. Nie ma go. - Znowu!? Akurat wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny! Leż i czekaj. Kaleen wybiegła z pokoju. W biegu zdjęła buty, by nie poślizgnąć się na obcasie i zadarła do góry spódnicę. - Aisa, Aisa !!! Nagle zobaczyła postać dziewczyny wychodzącą z drzwi oddalonych o kilka metrów od drzwi jej własnego pokoju. - Aiso, szybko! - Co się stało? – spytała. - Matt... Ma nóż wbity w podbrzusze... – wysapała Kaleen Na twarzy Aisy wymalowało się przerażenie. Kilkakrotnie poruszyła ustami, by coś powiedzieć, ale najwyraźniej nie miała siły wydusić z siebie dźwięku. - Cirila nie ma... – odpowiedziała, najwyraźniej odgadując myśli dziewczyny. - Biegnij do niego. Ja zaraz przyjdę. Kaleen obwiniała się za zaistniałą sytuację. Nie powinna była brać tego noża. Skąd mogła wiedzieć, że Matt akurat stał tuż za nią? Gwałtownie wpadła do pokoju. Chłopak rozpromienił się na jej widok. - Nic nie ruszałem. – odpowiedział z uśmiechem. Jego ubranie przesiąkło już krwią, która powoli zaczynała kapać na sofę... - Podziwiam cię... - wysapała. – Leżysz tu, z nożem wbitym w brzuch i jeszcze jesteś skory do żartów? - Zaskoczę cię. – odpowiedział z coraz szerszym uśmiechem. – Masz bose stopy. Chyba mówiłem coś o noszeniu butów i przeziębieniach od kamiennej posadzki? Nie mogła się nie roześmiać.

Kaleen usiadła na podłodze tuż obok leżącego na sofie chłopaka i głaskała go delikatnie po dłoni. W pomieszczeniu panowała śmiertelna cisza, przerywana raz po raz głębszymi oddechami Matta. Dziewczyna usłyszała dźwięki dochodzące z korytarza. Odwróciła głowę w kierunku drzwi. Do pokoju wbiegła Aisa wraz z dwoma krzepkimi młodzianami. Kaleen poczuła jak jej brwi unoszą się w geście zdziwienia. - A to kto? – spytała. - Moi dobrzy znajomi, a zarazem strażnicy. – odpowiedziała Aisa. – Dion i Vinni. Dziewczyna wstała i kiwnęła głową. Podeszła do obu strażników i podała im dłoń. Poczuła się niezręcznie, kiedy Aisa wypowiedziała słowo „strażnicy”. Znaczyło to dla niej bardzo wiele, choć z drugiej strony nie mogła do niego przywyknąć. Aisa uklękła przy sofie. - Zaraz wyjmiemy to żelastwo. – mruknęła z niezadowoleniem. Kaleen nie lubiła widoku krwi, ale tym razem postanowiła, że się nie odwróci. W końcu to całe zamieszanie to była jej wina. Aisa szybkim ruchem wyjęła nóż i natychmiast położyła opatrunek na sączącą się ranę. Matt odetchnął z ulgą. - A teraz zanieście go, do jego pokoju. – rozkazała strażnikom Kaleen. Dion i Vinni delikatnie przełożyli chłopaka na pled, który Aisa rozłożyła na podłodze. Podnieśli go i powoli wyszli z pokoju. Kaleen odwróciła się do Aisy i zarzuciła jej ręce na szyję. - Dziękuję, nie wiem co bym zrobiła gdyby nie ty. - Nie ma za co, w końcu nareszcie mam tą satysfakcję, że do czegoś się przydałam. – odpowiedziała z uśmiechem i wytarła zakrwawione ręce w resztkę opatrunku. – Tylko następnym razem uważaj, jak będziesz miała zamiar pomachać nożem. Kaleen przełknęła ślinę. Nie wiedziała, co i czy ma powiedzieć o wszystkim Aisie. Na razie zdecydowała, ze zachowa wszystko w tajemnicy. Już chciała wyjść, kiedy coś jej się nagle przypomniało. - Aiso, gdzie jest pokój Matta? - Drugie piętro, trzecie drzwi po lewej stronie korytarza. - Dziękuję.

Schody wydały się jej nieprawdopodobnie długie. Miała wrażenie, ze idzie po nich już godzinę. W końcu udało się jej dotrzeć na drugie piętro. Stanęła na początku korytarza i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Ściany były atramentowo czarne. W regularnych odległościach wisiały na nich srebrne świeczniki, a w każdym paliła się bordowa świeca. Na podłodze rozwinięty był wąski dywan w kolorze ciemnego fioletu. Wszystko to jako całość wyglądało przepięknie. Dziewczyna szła po woli, starając się zapamiętać każdy centymetr podłużnej sali. Drzwi rozstawione były rzadko. W sumie na całym korytarzu było ich tylko pięć. Troje po lewej i dwoje po prawej stronie. Obiecała sobie, że poprosi Cirila o to, by jej pokój przenieść na to piętro. W końcu dotarła do trzecich drzwi po lewej stronie. Zapukała cicho. Nie usłyszała nic w odpowiedzi, za to drzwi uchyliły się z lekkim skrzypnięciem. Weszła do środka. Pokój Matta okazał się być zupełnie inny niż chłodny wystrój, do którego zdążyła przywyknąć. Ściany miały taki sam kolor jak te na korytarzu, lecz wszystko inne miało ciepłą barwę ciemnego brązu. Było tu bardzo dużo regałów, po brzegi wypełnionych książkami. Pod dużym oknem stało biurko, na którym również leżał stos ksiąg. Może właśnie przez to, pokój wydawał się mniejszy, niż te, które dotychczas widziała. Kaleen spojrzała w stronę łóżka. Było podobnych rozmiarów, co jej własne, tylko pozbawione baldachimu. Matt leżał przykryty narzutą, a spod niej wystawał jego obnażony tors, ciasno owinięty bandażem. Zobaczyła, że jego pierś porusza się rytmicznie. Podeszła bliżej. Usiadła na skraju łóżka i przyjrzała się chłopakowi. Spał, a jego twarz nie wykazywała żadnych emocji. Po chwili jednak poruszył powiekami i powoli otworzył oczy. - Obudziłam cię – stwierdziła. - Trudno spać, kiedy w pobliżu jest tak śliczna kobieta. – odpowiedział. Twarz dziewczyny pokryła się purpurą. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła naprawdę dużą sympatię do człowieka, którego jeszcze niedawno dźgnęła nożem. - Chciałam zobaczyć jak się czujesz i przeprosić... - Czuję się nieźle, ale nie rozumiem za co przepraszasz. – odparł zdziwiony. Kaleen pochyliła się popatrzyła mu głęboko w oczy. - Nie wiesz co czuję. – szepnęła z naciskiem. – Zostałam przywieziona tu na siłę. Chciałam się stąd wyrwać. Chociażby poza mury. A potem do domu... - Kaleen, ale ty nie... - Nie przerywaj mi. – wycedziła. – Nie obchodzi mnie to, kim jestem i jakie mam powinności wobec Cirila. Mam to gdzieś. Chcę pojechać do domu. I tam mieszkać. Rozumiesz ? Matt z uwagą popatrzył jej w oczy. Jej spojrzenie mówiło dokładnie to samo co słowa. Miała dość. Już dawno nie widział w czyichś oczach takiej tęsknoty i złości. - Rozumiem Kaleen... Obiecam ci coś... – dziewczyna uniosła brwi. – Jak tylko wydobrzeję, to pojedziemy do ciebie do domu. Pokażesz mi jak mieszkasz, dobrze? - Trzymam cię za słowo – jej oblicze rozjaśnił uśmiech. – Ale musisz mi obiecać, jeszcze jedną rzecz. - Spróbuję. – odparł – Ale nie mogę nic obiecać. - Wyjaśnisz mi co oznacza bycie tą przeklętą Strażniczką. Matt nerwowo przełknął ślinę. Spodziewał się, że dziewczyna może o to zapytać, ale nie zastanowił się zawczasu jakiej odpowiedzi ma jej udzielić. - Kaleen, kochanie... Nie wiem czy mogę obiecywać takie rzeczy bez zgody Cirila... - Myślę, że chyba nie będziesz miał z tym problemu. – powiedziała z przekonaniem. - Zrozum... – zaczął, ale ona przerwała mu delikatnym pocałunkiem. Matt otworzył usta, ale nie mógł wypowiedzieć słowa. Zdumiony gapił się na Kaleen. Po chwili oboje usłyszeli jakiś dziwny łomot i krzyki. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. - Aha, przyszedł pan domu. – zachichotała. Nie minęła minuta, a drzwi od pokoju Matta otworzyły się z hukiem, a do środka wkroczył wyraźnie poirytowany Ciril. Popatrzył na nich oboje, a jego twarz spurpurowiała. - Co to ma znaczyć !? I co ona tu robi !? – wrzasnął wskazując palcem na Kaleen. - Spokojnie Cirilu... już wychodzę – odparła chłodno. Podeszła do niego i popatrzyła mu w oczy. - Jeszcze raz podniesiesz na mnie głos, a się pogniewamy... – syknęła, odwróciła się na pięcie i wyszła, trzaskając drzwiami. Ciril podszedł do łóżka Matta. - Człowieku, co ty sobie w ogóle wyobrażasz !? Leżysz tu półnagi i przychodzi do ciebie dziewczyna. Co ja mam sobie myśleć !? Jak tak bardzo pragniesz rozrywki, to sprowadź sobie kurtyzanę, a nie ją! - Po pierwsze, nie podnoś na mnie głosu. – powiedział twardo. – Po drugie, nie waż się nawet myśleć, że mógłbym ją wykorzystać do dla własnej przyjemności. Za kogo ty mnie masz? Kaleen przyszła tu, by mnie przeprosić. I tyle. - Za co do wszystkich przeklętych !? – krzyknął Ciril - Za to... – wycedził uchylając poły kołdry. Mag powoli podszedł do chłopaka i przesunął palcem po zabandażowanej ranie. - Co ona ci zrobiła? - Trenowała technikę obrony nożem. Ot, zwykły przypadek. – uśmiechnął się. - Nie mogłeś zaleczyć rany? – zdumiał się. – masz przecież odpowiednie umiejętności i rośliny. Godzina czasu, i nie miałbyś tego paskudztwa. - Wiem, właśnie miałem się za to zabrać, kiedy usłyszałem, że idzie. No to dałem sobie spokój. Z resztą, może lepiej, żeby Kaleen nie wiedziała o pewnych moich umiejętnościach... – powiedział Matt tajemniczo. - Nie rozumiem. – Ciril zdumiał się jeszcze bardziej. - Żebyś ty wiedział, jaka ona potrafi być opiekuńcza... – wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. - I naiwna. – dodał Mag. – Ale zapewniam Cię, że już niedługo. Kilka lekcji ze mną i nie będziesz mógł wcisnąć jej żadnej bzdury. - Jaka szkoda... – rzekł z udawanym smutkiem. – A wiesz, że bardzo jej się tu podobało? Była wręcz zachwycona tym piętrem. Niegłupim pomysłem byłoby przenieść ją tutaj. Miałbyś ją bliżej siebie... - Tak. A ty oczywiście nie miałbyś w tym żadnego interesu. Chcesz po prostu zwiększyć doznania estetyczne pewnej młodej damy. Nie. Mnie takiego banału nie wciśniesz. Ja nie jestem naiwny. – uśmiechnął się – Na razie wykluczam jakąkolwiek przeprowadzkę. – dodał ostro. Kiedy Ciril wyszedł, Matt usiadł na łóżku. Popatrzył pustym wzrokiem w przestrzeń pokoju i przeciągnął palcem po swoich ustach...

- W żadnym wypadku... W żadnym wypadku... – mamrotała pod nosem. – Nie mogę, po prostu nie mogę. Nie jestem do tego przygotowana... - Nie będziesz mi mówić do czego jesteś przygotowana, a do czego nie. – warknął. – spróbuj się wreszcie skupić. Czy to stanowi dla ciebie jakiś konkretny problem...? Spojrzała na niego spode łba. - A jeśli ? - Nie bądź bezczelna – odburknął Minęły dwa dni odkąd Kaleen ostatni raz widziała Matta. I od tych dwóch dni, Ciril bezskutecznie usiłował nauczyć ją podstaw Sztuki. - Może zamiast ćwiczeń praktycznych mógłbyś mi wyjaśnić co nieco..? - zapytała z nadzieją. - Nie. – odpowiedział dobitnie Ciril – Nie jesteś gotowa do wiedzy. - Tak.. Bo ty uważasz, że jeśli się czegoś nauczę, to nie będę miała innego wyjścia niż dopełnić przeznaczenia. Tak ? - I tak nie masz innego wyjścia kochanieńka. - To w takim razie nie rozumiem czemu masz opory przed powiedzeniem mi, jaka ma być moja rola... w magii... – westchnęła podirytowana. Miała już dosyć zabawy w kotka i myszkę. Cała gadka o przygotowaniach powoli zaczynała ją nudzić. Od dawien dawna wiadomo, że człowiekowi wtedy lepiej idzie praktyka, kiedy ma jakieś konkretne podstawy teoretyczne. A Kaleen odkąd zaczęła praktyki z Cirilem, nie poczyniła większych postępów. Co tu dużo ukrywać – właściwie nie poczyniła żadnych. - Dobrze. – odpowiedział obojętnym tonem. Chwycił dłonie dziewczyny i zamknął je w mocnym uścisku. Zbliżył twarz do jej twarzy. - Możesz jeszcze zmienić zdanie. – szepnął. - Nie. – odrzekła z naciskiem. – Chcę tego. Puścił jej dłonie i przytknął czubki palców do skroni dziewczyny. Kaleen jakby wiedząc co ma robić – zamknęła oczy. - Zatrać się w moich myślach. Wejdź do moich wspomnień. Stań się cząstką mojego umysłu... Wszystko wokół zaczęło wirować. Usłyszała potoki niezrozumiałych słów, aż wreszcie zobaczyła obrazy...

Sala była piękna. Obszerna, zdobiona złotymi i srebrnymi akcentami. Ściany miały znajomy, czarny kolor, a okna otulone były krwistoczerwonymi kotarami. Na środku stała kobieta. Była wysoka, miała śniadą karnację i kruczoczarne włosy. Jej smukłe ciało oplatała zwiewna granatowa szata. Stała samotnie przed wysokim stożkiem, który mienił się metalicznym połyskiem. Pogładziła go drobną dłonią. - Pani... – usłyszała głos za sobą. – Rada chce ogłosić swoje postanowienia. - Nie chcę nią być... Rozumiesz...? Nie chcę. – Kobieta miała barwny, aksamitny głos. Mężczyzna był w średnim wieku. Ubrany w czarne, skórzane spodnie i jedwabną, czerwoną koszulę. Sprawiał wrażenie osoby stanowczej i władczej. - Nie masz innego wyjścia... Rada już postanowiła. - Żałuję, ze się urodziłam... Żałuję, że żyję... Żałuję, że Devin pomógł mojej matce... Żałuję wszystkiego... – Powiedziała z rozpaczą w głosie. Mężczyzna ujął jej dłoń i poprowadził w stronę największego fotela. Stanęła przed nim i pogładziła ręką aksamitne obicie. Jeszcze raz błagalnie popatrzyła w oczy jednego z członków Rady. - Zawsze, kiedy będziesz potrzebowała pomocy, przyjdź do mnie. Obiecuję zrobić wszystko, żeby ci pomóc. Zawsze... – rzekł. - Dziękuję ci Mishel. – szepnęła i delikatnie usiadła na fotelu. Mishel sprężystym krokiem podszedł do drzwi. Nie wyciągnął do nich nawet jednego palca, a one się otworzyły. Usunął się na bok, a do sali weszło dziewięciu mężczyzn. Usiedli na mniejszych krzesłach na przeciwko tego, na którym siedziała dziewczyna. Mishel zamknął drzwi i dołączył do pozostałych. - Favel Garith, zgodnie z twoim przeznaczeniem i za zgodą Rady, od tego momentu zostajesz wybrana Strażniczką. Dziewczyna powoli wstała. Chwiejącym krokiem i z mokrymi oczami podeszła do stożka. Dotknęła go obiema rękami. Miała ochotę się do niego przytulić. Zaprzyjaźnić. Bo od tej chwili mieli być jednością. - Nie pozwól mnie skrzywdzić. – szepnęła Najstarszy z Rady podszedł do Favel i chwycił ją za ramię. - Od tej pory będziesz tą jedyną. Kiedy umrzesz, twoja moc z powrotem spłynie do Kryształu. Aż do momentu, kiedy inna kobieta będzie w stanie zająć twoje miejsce. Całą magię świata za chwilę zamknę w twoim ciele. - Ale.. Co jeśli do czasu panowania innej Strażniczki minie tysiące lat ? - Wtedy każdy z członków Rady, każdy z wielkich Magów będzie strzegł mocy zamkniętej w Krysztale. Tak jak dotąd. – odrzekł. - Ale skoro tyle czasu magia była zamknięta w Krysztale, to czemu nagle ja mam ją chronić? - spytała. - Bo ty zostałaś poczęta z magii. Jesteś kobietą. A kobiety poczęte z magii mają potężne bariery ochronne. Favel westchnęła i mocniej przywarła do Kryształu. Zamknęła oczy i wyciszyła się. Ostatnie chwile bycia zwyczajną kobietą chciała spędzić na przypominaniu sobie najpiękniejszych chwil z jej dotychczasowego życia. Mag wyciągnął ręce. - Jako zostało przepowiedziane, moc wszystkiego co żyje będzie w tobie. Niech tak się stanie. Dziewczyna poczuła chłód. Otworzyła oczy i zobaczyła jak kryształ rozbłyskuje błękitnym światłem, którego strużka powoli wpływała w jej serce. Trwało to około minuty, po czym wszystko ustało. Kryształ stracił cały swój blask. Dziewięciu z Rady uklękło przed Favel i przysięgło bronić jej za cenę własnych żyć. Zdumiona spojrzała na swoje dłonie. Nic się nie zmieniło. Jedyne co czuła, to swoistą aurę energii otaczającą jej ciało. - A jeśli ktoś będzie potrzebował tej magii? – spytała - Decyzja należy do ciebie Favel. – odrzekł pierwszy z Rady. – Jeśli zechcesz możesz wykorzystać każde żyjące stworzenie. Ale wiedz, że jeśli zajdzie taka potrzeba, będziesz musiała oddać swoje życie. - Skąd mam wiedzieć, kiedy zajdzie taka potrzeba? - Będziesz wiedziała... – odrzekł Mishel. Pierwszy z Rady zdjął z palca srebrny pierścień, ujął dłoń Favel i założył go na jej serdeczny palec lewej ręki. - Będę wiedziała... – szepnęła

Kaleen otworzyła oczy i spojrzała z uwagą na twarz Cirila. Favel Garith musiała być jedną z jej przodków. Dziwną rzeczą było to, że właśnie ona – Favel – pierwsza Strażniczka była powiązana z nią – Kaleen – osobą, której przeznaczeniem było zostać trzecią w historii Strażniczką. Może właśnie dlatego i Ciril i Matt uważali ją za tak wyjątkową osobę. - Jak zginęła? – zapytała niespodziewanie. - Oddała życie za ciebie. - Jak to? – krzyknęła dziewczyna. – Przecież to niemożliwe! - Możliwe Kaleen. Favel była biegła w Sztuce. Studiowała księgi przepowiedni. Dowiedziała się, ze jedną z następnych Strażniczek będzie ktoś, kto ma w sobie jej krew. Zginęła, chcąc za wszelką cenę ochronić swojego, dwuletniego wtedy, syna. – Ciril westchnął. – I dlatego ty musisz jej dorównać. Albo i nawet być lepszą. - Ale... – zaczęła - Reszty dowiesz się, kiedy będziesz gotowa. – wszedł jej w słowo. – Będziesz wiedziała wszystko. - Będę wiedziała... – szepnęła i uzmysłowiła sobie, ze nie tak dawno usłyszała dokładnie to samo z ust pierwszej Strażniczki.

Kaleen wstała późno. Po tym co zobaczyła i usłyszała poprzedniego dnia, nie mogła spokojnie usnąć. Otworzyła oczy i przez dłuższą chwile bezmyślnie wpatrywała się w czerwony baldachim. Po chwili usiadła na łóżku i podsunęła zgięte kolana pod szyję. Zastanawiała się czy to wszystko, to była prawda. Ale pomimo wszelkich wątpliwości i nieufności w stosunku do mistrza Cirila, w to akurat coś kazało jej wierzyć. Wstała i założyła na siebie szlafrok. Wsunęła stopy w kapcie i powoli udała się w stronę drzwi. Otworzyła zamek i wyszła na korytarz, starając się nie wydać żadnego dźwięku. Nie chciała, alby ktoś wiedział, ze już się obudziła. Starała sobie przypomnieć w którą stronę należy iść, aby dojść do łazienki. W końcu, po niezbyt długich poszukiwaniach dotarła do celu. Weszła do środka i odkręciła kurek od wanny. Odczekała chwilę, aż cała wypełni się gorącą wodą, zsunęła z siebie szlafrok, piżamę i zanurzyła się w wodzie. Cały czas była nieprzytomna. Miała nadzieję, że gorąca kąpiel postawi ją na nogi. Ale jak do tej pory nie dawała żadnych pozytywnych skutków. Dziewczyna włożyła głowę pod wodę i wypuściła powietrze przez nos. Odczekała chwilę, aż zacznie odczuwać skutki braku tlenu. Nie musiała czekać zbyt długo. Serce natychmiast zaczęło szybciej bić, doprowadzając tym samym do pobudzenia pracy mózgu. Kaleen podniosła głowę i głęboko wciągnęła powietrze. Od razu poczuła ulgę. Wyciągnęła się w wodzie, starając się odprężyć. Nagle usłyszała, że ktoś wchodzi i uświadomiła sobie, że nie zamknęła drzwi. Odwróciła się na brzuch, starając się zanurzyć pod wodą całe ciało. - Zajęte! – krzyknęła Zza drzwi wyłoniła się przyzdobiona szerokim uśmiechem twarz Matta. - No, no... Co my tu mamy... - Wynoś się! Ale już! – syknęła. - Dobrze... już idę... Poczekam na zewnątrz. - W tym domu już nawet nie można spokojnie skorzystać z łazienki. – westchnęła poirytowana. Wstała i jak zwykle ostrożnie stanęła na podłodze. Owinęła się ciasno szlafrokiem i mokra wyszła z pomieszczenia. Chłopak stał na zewnątrz oparty o ścianę. Kaleen odruchowo popatrzyła na miejsce, gdzie jeszcze niedawno owinięty był opatrunkiem. Ale, ku jej zdumieniu, takowego już nie było. - O, widzę, że szybko udało ci się dojść do zdrowia. - Z drobną pomocą mistrza Cirila. – odpowiedział i zmierzył dziewczynę wzrokiem. Nagle poczuł coś mokrego na twarzy. – Co !? - Byłbyś łaskaw nie patrzeć się na moje uda w tak obsceniczny sposób? – zapytała słodko. Matt oblał się purpurą i przypomniał sobie słowa Cirila. „Sprowadź sobie kurtyzanę, a nie ją...”. Nie odezwał się i wszedł do łazienki zamykając za sobą drzwi.

Kaleen wróciła do siebie. Weszła do pokoju, a tam, na stoliku, zgodnie z tradycją stało naszykowane śniadanie. Dziewczyna wytarła włosy w ręcznik i rozczesała je szczotką. Podeszła do szafy i wyjęła z niej błękitną suknię. I właśnie to wydawało jej się najdziwniejsze. Wszystkie rzeczy tutaj pasowały na nią jak ulał. „Może to magia” – pomyślała. Zjadła w spokoju śniadanie i rozejrzała się za butami, lecz nie znalazła żadnej pary. Podniosła spódnicę, by jej nie przydepnąć i poszła do pokoju Aisy. Zapukała. - Proszę. – odpowiedział jej głos z wnętrza. Kaleen weszła. Pokój dziewczyny był mniejszy od jej własnego, ale równie piękny. Z małą różnicą, że pokój Aisy zdawał się być bardziej przytulny. - Cześć. – odpowiedziała Kaleen. Aisa odwróciła się i spojrzała zdumiona na dziewczynę, lecz po chwili się uśmiechnęła. - Siadaj proszę. – zachęciła wskazując na fotel. - Nie... ja tylko na chwilę... Bo widzisz... Nie mogę znaleźć swoich butów – mruknęła ze wstydem. – Myślałam, że może ty będziesz wiedziała, gdzie mogą być. - Nie, nie wiem. – roześmiała się dziewczyna. – Na razie mogę ci pożyczyć moje, a potem jak chcesz, możemy iść do miasta. I tak muszę zrobić zakupy, to przy okazji zaopatrzymy cię w nowe obuwie. - Naprawdę? – twarz Kaleen rozpromieniała. Na myśl, ze wyjdzie z tego piekielnego zamczyska od razu poprawił jej się humor. - Naprawdę. – Odpowiedziała Aisa. – A teraz bierz tamte granatowe. Będą ci pasowały do sukienki. - Dziękuję. – odpowiedziała dziewczyna. – Gdzie na ciebie poczekać? - Przy drzwiach, jeśli możesz. Dion i Vinni dotrzymają ci towarzystwa.

Po dziesięciu minutach Kaleen stała przy wyjściu i rozmawiała ze strażnikami. Miło było wreszcie beztrosko porozmawiać. W końcu przez długi czas mieszkała sama, a i tu rzadko ktoś był chętny do rozmowy. Aisa zjawiła się niedługo potem. Kiedy wyszły, Kaleen poraziły promienie słońca. Było niesamowicie ciepło, jak na pierwsze dni jesieni. Dookoła było pełno zieleni. Teraz dopiero żałowała, że wcześniej nie wyszła, by podziwiać te cuda natury. - Patrz, to moje róże. – powiedziała Aisa, dumnie wskazując palcem różnokolorowy dywan kwiatów. - Piękne... Naprawdę - odparła zachwycona dziewczyna. Centrum miasta wypełnione było ludźmi. Nieduże sklepy nadawały uroku wąskim uliczkom, a na skwerach stały różnorodne stragany. - Aiso, w jakim my właściwie jesteśmy mieście? Bo byłam nieprzytomna, kiedy mnie tu wieziono i nikt mnie wcześniej nie poinformował gdzie się właściwie znajduję. Aisa spojrzała na nią zdumiona. Nie spodziewała się tego pytania. - W Hesle, Kaleen. W jednym z głównych miast Ethii. Kaleen przytaknęła. Znajdowała się bliżej domu niż myślała. Teraz tylko trzeba znaleźć mapę i odpowiedni moment, aby wymknąć się z zamku. Choćby na jedną noc. Obie dziewczyny najpierw zrobiły normalne zakupy, a dopiero potem udały się do sklepu z obuwiem. Wystawa prezentowała się zachęcająco. W końcu, po długim zastanowieniu Kaleen wyszła z niego z dwoma parami butów. Czarnych i szarych. W sumie spędziły w mieście całe przedpołudnie. - I jak, podobało się? – zagadnęła Aisa. - Oczywiście. – odpowiedziała Kaleen. – Jest to dla mnie o tyle większe przeżycie, że przez ostatnie trzy lata mieszkałam w lesie z ojcem. Potem, gdy zmarł, myślałam o tym, by przenieść się do większej miejscowości. Do Astern, lub do Hesle właśnie. Ale trudno mi było rozstać się z tym małym domkiem. - Cóż. Ja z kolei nie wyobrażam sobie życia w lesie na dłuższą metę. Ale może kiedyś będę miała okazję zobaczyć twój dom. – odrzekła dziewczyna. - Postaram się zabrać cię ze sobą. – roześmiała się Kaleen. – A teraz chcę ci pomóc przygotować obiad. Dawno nic nie gotowałam i boję się, że zanim wyjdę za mąż stracę serce do garnków... Popatrzyły się na siebie i równocześnie wybuchnęły śmiechem.

Popołudnie spędzone w kuchni wspólnie z Aisą, przyniosło Kaleen wiele radości. Czuła satysfakcję mogąc zjeść coś, co sama ugotowała. Żałowała tylko, że jako przypraw nie może używać uzbieranych przez siebie na polanie świeżych ziół. Potem, zgodnie z obietnicą, Aisa zaprowadziła dziewczynę do biblioteki. Kaleen musiała stwierdzić, że widziała w życiu już wiele bibliotek, ale tak przebiła je wszystkie razem wzięte. Zarówno ilością książek, jak i wyglądem. W pomieszczeniu panowała swoista atmosfera. W powietrzu czuło się zapach kurzu i wiekowych ksiąg. Rzeczą, która zaskoczyła dziewczynę najbardziej, było to, ze po otwarciu drzwi, dziesiątki świec zapalały się kolejno jedna po drugiej, miarowo oświetlając salę. Spędziła tam resztę dnia szukając czegoś o jej poprzedniczkach. Favel i tej drugiej. Nic jednak nie udało jej się znaleźć. Kiedy spojrzała za okno, uświadomiła sobie, że już jest ciemno. Wzięła ze sobą pięć dość opasłych tomów, które ją zainteresowały i wyszła, delikatnie zamykając za sobą masywne drzwi. W całym zamku panowała śmiertelna cisza. Dziewczyna straciła rachubę czasu i nie miała pojęcia, która właściwie jest godzina. Kiedy wreszcie dotarła do swojego pokoju, mogła odsapnąć z ulgą i odłożyć ciężkie książki na stół. Nagle poczuła się niesamowicie zmęczona. Zdjęła z siebie ubranie i nie mogąc znaleźć piżamy, tak jak stała, położyła się do łóżka. Po chwili uświadomiła sobie, że coś trzeszczy. Usiadła i próbowała dostrzec coś w mroku. Nagle poczuła aksamitny dotyk na swojej szyi. Dreszcz przebiegł jej po plecach. - Chyba mam coś, co cię zainteresuje... – szepnął głos i włożył coś w jej dłoń. Przeciągnęła dłonią po materiale. Od razu poznała. To była jej piżama. Przypomniała sobie, gdzie ostatni raz miała ją na sobie. I nagle uświadomiła sobie gdzie. Tym samym wiedziała kim jest ta osoba. Lecz nie zdążyła nic powiedzieć, bo właśnie ten ktoś obdarzył ją namiętnym pocałunkiem.

Gwałtownie podniosła powieki i zerwała się z łóżka. Czuła, że ma nienaturalnie szybkie tętno. Dotknęła dłonią klatki piersiowej. Miała na sobie górną część piżamy, choć doskonale wiedziała, że poprzedniego wieczoru kładła się spać zupełnie naga. Za nic nie chciała dopuścić do siebie myśli, co się stało w nocy. Wstała i rzuciła okiem na pościel. Ku swojemu przerażeniu zobaczyła na prześcieradle niedużą plamkę krwi. Głęboko nabrała powietrza, starając się uspokoić oszalałe serce. Oddychając miarowo podeszła do okna. Po położeniu słońca stwierdziła, że wcale nie jest tak wcześnie. Odwróciła się i dopiero teraz zauważyła, że na stole stoi śniadanie. Sądząc po wyglądzie – od dłuższego czasu. Usiadła na krześle, posmarowała miodem kromkę chleba i ugryzła. Chleb był świeży, choć z lekka wyschnięty. W zamyśleniu żuła ugryziony kęs. Z tego stanu wyrwało ją nagłe trzaśnięcie drzwi. W progu stała jak zwykle rozpromieniona i uśmiechnięta Aisa. - Ładnie się wczoraj zasiedziałaś. Ja bym dostała świra od zapachu książkowego kurzu. – roześmiała się. - Dziękuję za śniadanie. – odrzekła Kaleen - Nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie. Co prawda niedługo powinnaś siadać do obiadu, ale życzę ci smacznego. Kaleen obserwowała jak dziewczyna odsuwa zasłony i otwiera okno. Do pokoju wdarł się zapach rześkiego powietrza. Zamieszała łyżeczką w filiżance zimnej już herbaty. - Zmienię ci pościel. Czysta od kilku godzin wietrzyła się na słońcu. Będzie ci milej spać. - Dobrze. – rzuciła bez zastanowienia, ale po chwili dotarły do niej słowa Aisy. – Czekaj! Ale było już za późno. Dziewczyna właśnie zdejmowała pościel i jej wzrok utkwił na nieszczęsnej plamce. Ku zdziwieniu Kaleen Aisa się uśmiechnęła. - Nie przejmuj się. To się zdarza każdej dziewczynie. I to zawsze w najmniej oczekiwanym momencie, prawda? - Prawda. – odrzekła Kaleen, a na jaj ustach pojawił się szczery uśmiech. – Aiso, czy w tutaj, oprócz łazienki na tym piętrze jest jeszcze jakaś inna? - Jest druga. Też na tym piętrze. Niedaleko za moim pokojem. Czemu pytasz? Kaleen nie chciała kłamać, ale w tym wypadku nie miała innego wyjścia. Spróbowała wymyślić najbardziej prawdopodobną bzdurę. - Ostatnio mało brakowało, a bym się poślizgnęła na tej przeklętej podłodze. - No tak. Rozumiem. – przytaknęła Aisa. – W tej drugiej jest dywanik. Tam nie powinno ci się nic stać. Dziewczyna zwinęła pościel do worka i podeszła do drzwi. Zatrzymała się jednak i ponownie odwróciła w stronę Kaleen. - Zapomniałam ci powiedzieć o Święcie Jesieni. Od dzisiaj zaczynamy przygotowania. To już za trzy dni. Kaleen zachłysnęła się herbatą. - Co !? - Święto Jesieni. – odparła zdumiona Aisa. –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Strażniczka (tytuł ulegnie zmianie zapewne...) — czytnik · opowiadania