Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 15 min czytania

Strażnik cz. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Brama czymkolwiek może ci się wydawać, nie jest żadnym miejscem na mapie, ani wydarzeniem w czasie. Jest czymś…. Małą częścią całości, a zarazem całością stanowiącą części. Nie jest ona celem żadnej podróży, ale na pewno jest podróżą w której od samego jej początku, znany cel jej końca jest tylko kolejną stacją, na której dokonujemy przesiadki. A prawdziwy jej cel jest prosty w zrozumieniu, ale nieporównywalnie trudniejszy w osiągnięciu. W Bramie nie odczuwa się czasu, jednak istniejąc po jej drugiej stronie wiesz, co jest przyszłością, teraźniejszością, a co przyszłością rzeczywistości, z której się wywodzisz. Przebywałem na zewnątrz Bramy, przyglądając się nowym, którzy w tej chwili próbowali przejść jedną z siedmiu prób. Wszystko wyglądało normalnie, każda próba była indywidualna, każda inna, ale w pewien sposób coś je łączyło. Tylko coś nie dawało mi spokoju, coś co z każdą chwilą jak zwracałem na to uwagę, przyciągało mnie mocniej, z chwili na chwilę zgłębiałem się coraz bardziej, nie dostrzegając tego co powinienem dostrzec. Jednak ten ktoś, który powodował to coś, był więcej niż interesujący, miał w sobie dziwny, rzadko spotykany magnetyzm zainteresowania. Był to młody chłopak, który świadomie poddawał się każdego dnia medytacjom, może nie szczególnie wtajemniczony w tajniki sztuki, którą wielu ludzi rozwija przez lata swojego życia, jednak z naturalnym darem osiągania pewnego stanu umysłu podobnego wyuczonej medytacji. Dokładnie nie wiedział, co się z nim dzieje podczas tego zajęcia, jednak nie przeszkadzało mu to w niczym. Właśnie przechodził drugą próbę zapomnienia, gdy wtargnąłem do jego umysłu. Takie wtargnięcia, od strony tych, co przeszli przez progi bramy, było jak podróżowanie, otwartymi ścieżkami, jednak dla tych drugich mogło by się wydawać, iż jest to pewnego rodzaju gwałt na ich umyśle, jeśliby zwracali choć trochę uwagi na to co się z nimi dzieje wbrew im. Mało jednak który postrzegał inny świat i dopuszczał jego istnienie, niż ten w którym żył, którego potrafił dostrzec i po części większej lub mniejszej zrozumieć. Gdy tylko znalazłem się w jego umyśle, poczułem się dziwnie, z chwili na chwilę coraz bardziej zdumienie brało górę nad wszelkimi innymi odczuciami odczuciami, prawami, jakimi miałem się kierować. Jego siła woli była wielka, nie wiedząc jak jego umysł wyczuł moją obecność, mimo iż nauczony wieloma przypadkami takich sytuacji, zawsze starałem się ukrywać swoją obecność bardzo starannie, i jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby ktoś zorientował się o moim istnieniu w jego umyśle. Szok czy raczej zaskoczenie, jakiemu uległem, na chwilę rozproszyło moją koncentrację, mimo to udało mi się unieruchomić go w jego własnej świadomości, próbując zrozumieć jego rzeczywistość. Wtedy właśnie dostrzegłem coś, co mnie zaskoczyło jeszcze bardziej. Mimo że wyglądało to na drugą próbę, wcale nią nie było. Było czymś tak innym od tego wszystkiego, że bez ingerencji w umysł, trudne było nawet dla mnie do zaobserwowania, nie mówiąc już o zrozumieniu tego, czym to właśnie jest. Dotarło wtedy do mnie, choć taka wersja wydarzeń była przeze mnie niedopuszczalna, i choć potrafię wszystko ta jedna rzecz przychodziła mi z trudem. Akceptacja tego, co się właśnie działo przerastała mnie. Wymuszała, bowiem na mnie, zaakceptowanie czegoś. Czegoś, co nie powinno mieć miejsca, lub nie miało prawa zaistnieć. Zwłaszcza tutaj gdzie ja jestem Strażnikiem. A działo się coś, co oznaczało tylko jedno. Chłopak całym swoim umysłem tworzył. A jego tworzenie było nowe, nie było to nic co można by było zawrzeć w ramach tego co już było. Tworzył on własną nierealną z mojego punktu widzenia rzeczywistość. Tak inną od tych wszystkich, które były mi dane poznać. Było w niej coś nowego, coś czego nigdy przedtem nie poznałem, były zakątki tak odległe, że nie potrafiłem ich ogarnąć swoją myślą, a przecież moja myśl ogarnia wszystko. Istniały myśli niezrozumiałe i nie pojęte. Nie wiedząc czemu czułem się jak ktoś kto właśnie został zdradzony, kto mimo iż ufał wierzył, przestał być tym który miał być. Zacząłem skupiać wszystkie swoje myśli aby zrozumieć obcego, który wydawał się najmniej przeniknioną istotą spośród pozostałych, w tym samym momencie jego siła woli wyrzuciła mnie z jego umysłu. Czy możliwe jest, aby stworzona przez niego rzeczywistość była na tyle silna i ukształtowana, że mógł on zrozumieć prawa rządząca nią, chociaż te nie były jeszcze w pełni ukształtowane, a on sam w pełni nie rozumiał rzeczywistości z której się wywodził. Rzeczywistość, w której mógł on więcej niż Ja. Ten, który zna prawa rządzące jak do tej pory każdą rzeczywistością będącą rzeczywistością z poza Bramy.

Kim jest ta istota i dokąd zmierza?

Czas płynął tak samo w każdej rzeczywistości, nawet w owej nowej rzeczywistości obcego, jednak wydawało się, iż myśl, która się tam zradza podróżuje bez celu, tak jakby odpowiedź na nią zatrzymała się gdzieś w czasie. Była czymś nowym, czymś co sprawiało że zaczęło się od początku znaczenie wielu rzeczy o których jeszcze teraz nie miałem pojęcia.

Próbowałem wszędzie. Przemierzyłem tysiące dróg, odwiedziłem setki niezliczonych, umysłów, byłem w wielu rzeczywistościach, jednak jego istnienia nie mogłem odnaleźć.

- Kim mógł być ten obcy? – Gdy zadałem sobie to pytanie, zląkłem się swojego istnienia, które samo podpowiadało mi jedno z możliwych rozwiązań. Możliwości, której akceptacja była trudna, ale która istniała zapomniana. Coraz bardziej nasuwała mi się jedna myśl. Czyżby pierwszy odwrócony stał się na tyle silny, że nie potrafiłem go odnaleźć pośród istniejących rzeczywistości. A jego umysł był by zdolny do wielu rzeczy, których istnienia nikt wcześniej nie przypuszczał, którego istnienie stałoby się wiecznością nie zbadaną i nie pojętą również dla tych którzy zaczęli istnieć świadomie po drugiej stronie Bramy. Ale co to byłaby za wieczność, dokąd miała by prowadzić. Przecież zgodnie z zasadami panującymi we wszystkim, istnieje tylko jedna wiążąca wieczność, w której wszystko ma swój skończony czas życia i istnienia. Do której należą wszystkie istnienia, nawet jeśli one pomiędzy sobą nie mają żadnego kontaktu i nie są w stanie nawet sobie wyobrazić istnienia innych. Jedynie „Martwa Przepowiednia” stoi ponad tym wszystkim. W całej dotychczas znanej mi historii tego co było oraz tego co będzie nie mogłem przewidzieć tego co się stanie. Niepewność jaka pojawiła się, zachwiała strukturami całej mojej rzeczywistości. Czego skutkiem było czyjeś najście. Ktoś w chwili mojej dekoncentracji niespodziewanie do niej wtargnął. Moje zdziwienie było większe, o wiele większe i bardziej niezrozumiałem niż ostatnie. Teraz bowiem to ja byłem uwięziony, a ktoś spokojnie, niestrudzenie przemierzał coś co należało tylko do mnie, co według mnie było zabezpieczone przed kimkolwiek, komu sam nie pozwoliłbym. Z chwili na chwilę nie mogąc nic zrobić odczuwałem tylko jak ktoś wnikał coraz głębiej w mój umysł. Wszechobecność. Czułem, że nie jest to tylko obserwator, że jest on kimś kto wypełniał wszystko czym jestem, dla kogo wszystko to kim jestem, byłem i zapewne to kim będę było tylko małą cząstką. Tak jakby ten ktoś był…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%