Przyjaźń · 10 min czytania
Strofy z przeszłości - cz. 1 (epizod 4)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
***
Siedzieliśmy na trawie w parku. Był ciepły wrześniowy dzień, świeciło słońce ozłacając żółte i czerwone liście na rosnących wokół nas krzewach. Tego dnia lekcje skończyły się wcześniej, ponieważ poszliśmy zbierać śmieci w związku z kolejną rocznicą Wielkiego Sprzątania Świata. Plastikowe worki, w które zostaliśmy uzbrojeni, wypełniły się bardzo szybko, ale na pewno nie uprzątnęliśmy wszystkiego. W sumie to bardzo smutne. Przy każdej alejce w parku stały kolorowe kosze na śmieci, a jednak odpadki poniewierały się na trawnikach i w zaroślach. Jak długo po naszym sprzątaniu park pozostanie czysty? - Ta cała akcja jest kompletnie bez sensu – odezwał się Czaki. Siedział po turecku zaplatając i rozplatając troczki swojej sportowej bluzy. - Dlaczego tak sądzisz? – zainteresował się Robi - Tania pokazówka – pogardliwie wydął usta – Zamydlanie oczu hasłami „młodzież dba o środowisko” i tak dalej. Taka sama propaganda jak Dzień Matki albo Dzień Kobiet. Hej, bądźmy mili jednego dnia w roku dla naszych pań. - No chyba trochę przesadzasz… - powiedział Robi bez przekonania - Nie sądzisz, że jeśli będzie się od dziecka wpajać pewne zasady, pokazywać jak należy postępować, to przynajmniej część osób się czegoś nauczy? – zapytał Marti - Owszem, ale nie poprzez jednorazową akcję, w której więcej jest krzyku niż działania – odpowiedział Czaki – Widziałeś, że kiedy my zbieraliśmy śmieci nasi koledzy palili po krzakach papierosy a pety rzucali z premedytacją na ziemię? - Dziecinada! – prychnął Marti - O raaanyyy koledzy, wyluzujcie się! – przerwał Konrad. Położył się na plecach z rękami pod głową, wystawiając twarz do słońca – Korzystajmy z ostatnich chwil ładnej pogody. Postanowiłem wtrącić się i nakierować rozmowę na inny temat. - Dobrze by było jakby ta pogoda utrzymała się na czas naszej wycieczki - Och tak, złota jesień w górach… – rozmarzył się Robi - Nie lubię szkolnych wycieczek – niespodziewanie odezwał się Czaki - Dlaczego? – zainteresowaliśmy się - Musisz spędzać całe dnie w towarzystwie nauczycieli i osób za którymi nie przepadasz, a poza tym zawsze wybuchają jakieś kłótnie. – odpowiedział - Cały Czaki! – skwitował Marti – We wszystkim widzi tylko złe strony - Nieprawda – zaprotestował - po prostu nie lubię zorganizowanych form spędzania wolnego czasu. - Ooo Boooże! – Konrad poderwał się na równe nogi – Nie mogę was słuchać. Czemu tak nudzicie? A najgorszy maruder to Czaki. Sprzątanie – bez sensu, wycieczka – przykra konieczność, szkolna zabawa – nuda! Ile ty masz lat człowieku? gadasz jak zgorzkniały emeryt. Czekaj, zaraz cię rozruszam! – przyskoczył do siedzącego po turecku Czakiego, chwycił go za ramiona, przewrócił na plecy i przygwoździł do ziemi. – Trzymać go! – wrzasnął w naszą stronę – Robi, Piti łapcie go za nogi bo wierzga! - Auu, co robicie? – Czaki próbował się wyswobodzić, ale udało nam się przycisnąć go do ziemi i unieruchomić. - Masz łaskotki, co? – wypytywał Konrad – Marti, chodź tu, sprawdzimy wrażliwość kolegi. - Nie, nie, puśćcie mnie! – po chwili Czaki wił się na ziemi zanosząc histerycznym śmiechem. - Hej, co wy tam robicie? – dobiegło nas od strony alejki. Obejrzeliśmy się jak na komendę. Jakaś starsza pani trzymająca na smyczy małego, czarnego pieska, była wyraźnie zaniepokojona naszym zachowaniem. Z jej perspektywy cała scena musiała dość dziwnie wyglądać. Krzyki, szamotanina, czterech chłopaków znęcających się nad kimś rozciągniętym na ziemi. Wybuchliśmy nerwowym śmiechem. - To nic, tylko się wygłupiamy – zdołał wyjaśnić Konrad - Ta dzisiejsza młodzież! – usłyszeliśmy zanim się oddaliła – Siedzą po tych parkach, niszczą zieleń, piją, palą, do czego to podobne… Puściliśmy biednego Czakiego, który leżał na ziemi łapiąc oddech, ze zmierzwionymi włosami, w rozchełstanym ubraniu do którego przyczepiły się trawa i liście. Popatrzyliśmy na siebie, na nasze głupawe miny i znów zachichotaliśmy. - Widzisz Czaki, mamy sposób na ciebie – oznajmił Konrad – Zastanów się zanim następnym razem zaczniesz marudzić. - Oprawcy! – mruknął Czaki, ale gdy na nas patrzył miał w oczach radosne iskierki. Poprawił na sobie bluzę i z namaszczeniem zaczął wyskubywać z niej liście oraz drobinki piasku. Wyglądał tak zabawnie, jak jakieś zwierzątko czyszczące swoje futerko. Marti podszedł do niego i wyciągnął ręce oferując mu pomoc przy podniesieniu się z ziemi. Czaki patrzył przez chwilę podejrzliwie, zastanawiając się czy to jakiś podstęp. Wreszcie chwycił kolegę i dźwignął się do góry, prawdopodobnie zbyt gwałtownie bo wpadł na Martiego i musiał się go przytrzymać, żeby znów nie wylądować na trawie. Wydało mi się, że jest zażenowany. Posłał mi przelotne spojrzenie a potem spuścił wzrok i stał w milczeniu zagryzając wargi. Zdziwiło mnie to zachowanie. - Chodźcie, stawiam wszystkim kolejkę! – wołał Konrad. Był już na chodniku i oddalał się dając nam znaki ręką, żebyśmy szli za nim. - Jaką kolejkę? Konrad bój się boga! – zaśmiał się Robi – Ludzie nas biorą za łobuzów co rozbijają…