Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 17 min czytania

Strofy z przeszłości - cz. 1 (epizod 5)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dźwięki muzyki nasilały się w miarę jak zbliżałem się do szkoły. W oknach sali gimnastycznej rozbłyskiwały kolorowe światła. Otrzęsiny. Nie miałem pojęcia jak to może wyglądać, ale czułem radosne podniecenie. Teraz to już na prawdę będę licealistą. W wejściu przepuściłem trzy dziewczyny z równorzędnej klasy. Owionął mnie słodki zapach perfum. Kiedy znalazłem się na korytarzu przez moment poczułem się nieswojo. Nikogo nie poznawałem. Może sprawiły to wygaszone światła a może odświętny wygląd ludzi. Zwłaszcza dziewczyny wydawały się takie odmienione, w prześlicznych sukienkach, butach na wysokich obcasach, z makijażami na twarzach i fantazyjnymi fryzurami na głowach. Zszedłem do szatni, żeby zostawić kurtkę. Nasz boks był pełen ludzi. Nie wszystkich znałem. Najwyraźniej niektórzy przyszli z kimś do pary. W rogu, pod ścianą, wciśnięci między kurtki siedzieli Marti i Czaki. Wydawali się nieco onieśmieleni zarówno obecnością nieznanych osób jak i niecodziennym wyglądem kolegów z klasy. Cicho wymieniali między sobą uwagi. Zbliżyłem się niepewny czy dobrze zrobię przerywając im rozmowę. Na mój widok Marti uśmiechnął się promiennie, prezentując te swoje niesamowite, białe zęby. Przesunęli się kawałek na ławce, żeby zrobić mi miejsce. Powiesiłem kurtkę na wieszaku i przysiadłem obok Czakiego. - Podobno będą nas torturować – powiedział prosto z mostu - Kto? Jak to? – nie zrozumiałem - Starsze roczniki, trzecia klasa, to oni organizują tą imprezę – wyjaśnił - Mają być jakieś konkursy, testy, próby czy coś takiego, jak na koloniach. - Naprawdę? Nie byłem nigdy na koloniach – przyznałem. - Mała strata. Mam nadzieję, że zgłoszą się ochotnicy do tych zabaw, bo ja nie chciałbym zrobić z siebie głupka przed całą szkołą. Nerwowym ruchem poprawił niesforny kosmyk, który opadł mu na oczy. Dopiero teraz zauważyłem, że miał w uchu kolczyk – maleńki srebrny listek marihuany. Najwyraźniej nie zaprzątał sobie głowy odświętnym strojem. Ciemnozielone, wojskowe spodnie, wojskowe, ciężkie buciory, czarna podkoszulka i sportowa bluza khaki z kapturkiem, nie były eleganckie. Nawet nie bardzo pasowały na dyskotekę. Właściwie to nie wiem co powinno się włożyć na taką imprezę. Sam nie chciałem być zbyt ekstrawagancki więc po prostu ubrałem się w ciemne dżinsy, ciemną podkoszulkę i koszulę w kratę na wierzch. Taka porządniejsza odmiana stylu grunge. - Myślałem, że przyjdziesz z dziewczyną - zwrócił się do mnie Marti - Ja? – zupełnie zaskoczyła mnie ta jego uwaga - No tak, do ciebie mówię – uśmiechnął się - Nie… - bąknąłem – Nie mam dziewczyny - A wyglądasz na kogoś, kto powinien mieć – stwierdził Zatkało mnie. Może tylko żartował… - Chyba trzeba wreszcie opuścić tę szatnię – powiedział Czaki. Nie wyglądał na zbyt entuzjastycznie nastawionego do całej imprezy. Podnieśliśmy się z ławki. W przejściu niemal zderzyłem się z Robim - Poczekajcie na mnie – poprosił - Migiem zrzucę płaszcz - Spokojnie, nigdzie nie uciekniemy – zapewnił go Czaki Po chwili Robi dołączył do nas i razem poszliśmy do sali gimnastycznej. Muszę przyznać, że ten kto zajmował się organizacją zabawy, trochę się napracował. Nieco obskurne ściany sali oraz drabinki zostały przykryte wielkimi płachtami kolorowego materiału. Pod sufitem rozpięto sieć, w którą wplątano pociętą w cienkie paski, kolorową krepinę, serpentyny i baloniki. Panujący wewnątrz półmrok przecinały, krzyżując się ze sobą światła reflektorów. Poczułem drżenie w piersi od głośnej, dudniącej muzyki. Na parkiecie skakało jednak ledwie kilkanaście osób. Reszta, jak to się mówi, podpierała ściany. - Chodźmy jeszcze sprawdzić bar! – krzyknął Robi Wycofaliśmy się z sali i przeszliśmy wąskim korytarzykiem w stronę stołówki. Tu nie było już żadnych dekoracji, a jedynie złączone po środku stoliki, na których stały napoje, chipsy, ciastka, słone orzeszki i paluszki. Wokół kłębił się spory tłumek. Robi z miejsca przypuścił atak na plastikowe naczynia i po chwili wręczył nam po talerzyku i kubeczku. - Musimy nabrać siły na tańce – oznajmił - Co ty, kolacji nie jadłeś? – zaśmiał się Marti - Dają, to trzeba brać, w końcu szkoła kupiła to za pieniądze naszych rodziców. Co wam podać? - Dla mnie tylko sok – stwierdził Czaki - Eee tam! – Robi przepchnął się do stołu i zaczął podawać nam wszystko co zdołał dosięgnąć. Kiedy wreszcie odeszliśmy od tego prowizorycznego bufetu, nasze talerzyki pełne były słonych i słodkich przekąsek. Ulokowaliśmy się na parapecie okna, na korytarzu i obserwując kręcących się ludzi powoli pochłanialiśmy te smakowitości. Rozbrzmiewająca muzyką szkoła wydawała się teraz innym, nieznanym dotąd miejscem. Bez natarczywego dźwięku dzwonka, bez porozrzucanych pod ścianami plecaków, bez nauczycieli była zupełnie innym budynkiem. - Hej, już zdążyliście się złapać za żarcie?! – z drugiego końca korytarza szedł w naszym kierunku Konrad wymachując rękami, jakby chciał nam dać jakieś znaki. - A ty gdzie się podziewałeś? – odpalił Marti - Pacykował się – stwierdził Czaki – Nawet udało mu się rozczesać tego kołtuna, którego ma zawsze na głowie. Konrad zamierzył się jakby chciał uderzyć Czakiego, ale zamiast tego porwał ciastko z jego talerza. Faktycznie rozpuścił większość włosów, które układając się w lekkie fale, opadały na plecy i ramiona. Tylko nad czołem zwieszały się cieniutkie warkoczyki z wplecionymi kolorowymi nitkami. - Szykuję się na podryw – oznajmił, co wywołało nasze rozbawienie. - O co wam chodzi, koledzy? – ciągnął - Czyżbyście uważali, że nie mam szans? Chodźcie na salę, pokażę wam jak działam na kobiety! Ciągle chichocząc posłusznie ruszyliśmy za Konradem. Na parkiecie było teraz całkiem sporo osób. Akurat leciały szybsze kawałki, więc większość tańczyła solo. Stanęliśmy z boku pogryzając ostatnie, pikantne chipsy. - No i co Kondi, czemu jesteś taki onieśmielony? – zagadnął Robi - Nie jestem onieśmielony. Czekam na wolniejsze rytmy. Zupełnie jakby w odpowiedzi na jego słowa zmieniła się muzyka. Nagle cała masa ludzi zaczęła wycofywać się pod ściany, a na środku sali zostały tylko przytulone do siebie pary. - Ocho, oto mi właśnie chodziło! – ucieszył się Konrad Zlustrował rządek dziewcząt pod ścianą, poprawił na sobie koszulę, nieco teatralnym gestem przygładził włosy po czym zbliżył się do najbliżej stojącej dziewczyny. Pierwsza zagadnięta, najwyraźniej bardzo zaskoczona, odmówiła Konradowi, ale jej koleżanka po chwili wahania dała się namówić na taniec. Zrobiło to na nas wrażenie. Ładnie wyglądali razem na środku sali, kołysząc się w rytmie romantycznej ballady. My z kolei staliśmy z boku, jak niepotrzebne sprzęty. Teraz na pewno nie odważyłbym się zaprosić do tańca którejś z tych pięknych dziewczyn, tak jak wówczas, latem… Biedny, nieśmiały, zakompleksiony chłopiec. Konrad opuścił parkiet z miną zwycięzcy. - A wy co? Wieszaki na ubrania? – zganił nas – Taki wybór dookoła a ci stoją jak kołki! - My się wstydzimy – wyjaśnił Robi - Czego? - No… w ogóle… - zająknął się Konrad objął go protekcjonalnie ramieniem - Jest na tej sali jakaś panna z którą chciałbyś zatańczyć? – zapytał Niespodziewanie Robi zaczerwienił się aż po koniuszki uszu. Spuścił oczy. Wyglądał dość żałośnie. Konrad od razu zauważył tę zmianę. - Eeej, Robi czyżby twoje serce biło mocniej dla jakiejś białogłowy? – szturchnął go - Ehhm.. – Robert podniósł głowę i spojrzał na nas szukając duchowego wsparcia. Przez chwilę jeszcze walczył ze sobą zanim powiedział - Podoba mi się taka jedna dziewczyna Konrad tylko na to czekał. - Dobrze, że tylko jedna! – zachichotał - Zatem możemy skoncentrować się na tym jednym problemie. - Kondi, daj spokój – jęknął Robi – To nic wielkiego - O nie, nie, nie kochany – zaprotestował Konrad – Ja cię znam, będziesz wzdychał w ukryciu, pisał wiersze, marzył ale nie zrobisz nic, żeby koleżanka zwróciła na ciebie uwagę. Znacie się? - Nie. - Tak myślałem. – Konrad już przejął sprawy w swoje ręce i wyglądało na to, że nikt i nic go nie odwiedzie od wprowadzenia w życie układanego na poczekaniu planu. Czaki pokiwał z politowaniem głową. - Konrad, intrygancie – mruknął - Cicho! – zganił go kolega – Robciu, jak ma na imię twoja wybranka? Robi już ochłonął po pierwszym zażenowaniu. Teraz sprawiał wrażenie zrezygnowanego. - Nie wiem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%