Fantastyka · 8 min czytania
Stroiciel Śpiewu Ptaków czII
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nastał wieczór. Po krótkim, jesiennym dniu słońce niezauważalnie zaszło za dachy domów. W ciemnej nawet za dnia dzielnicy wielkiego miasta, składającej się przeważnie z opustoszałych, starych domów straszących pustymi kraterami okien, zapanowały zupełne ciemności. Liczni włóczędzy, prawdziwi i fałszywi żebracy, ślepcy, jednoocy, okaleczeni żołnierze, złodzieje, oszuści, różnego rodzaju rzezimieszki i cała rzesza innych wyrzutków społeczeństwa ściągnęła tu z rynku, podgrodzia i okolic targu i znalazła schronienie w którejś z ruder, pozwalających im na przetrwanie we względnym bezpieczeństwie kolejnej nocy w tym niebezpiecznym mieście. Zapanowała cisza. Nagle na jednej z ulic pojawiły się dwie kobiece postaci, z których jedna najwyraźniej dobrze znająca okolicę szła przodem, pewnie omijając co większe dziury w wybrukowanej kamieniami ulicy, druga zaś, rozglądając się co chwilę nerwowo, podążała śladem pierwszej. - Daleko jeszcze? - zapytała druga z postaci i gdyby na ulicy znalazł się oprócz nich ktoś jeszcze, mógłby stwierdzić, że jest to głos należący do kobiety i to niewątpliwie zdenerwowanej czymś kobiety. - Myślałam, że jesteś telepatką i czytając w moich myślach wiesz, gdzie idziemy - odparła kpiąco pierwsza z postaci, nieprzyjemnym głosem. - Jestem telepatką, do stu diabłów, ale nie znaczy to , że mam ochotę grzebać się w twoim pokręconym, chorym mózgu. Idąca przodem zarechotała cicho pod nosem, po czym zatrzymała się przed drzwiami jednego z lepiej zachowanych domów, rozejrzała czujnie dookoła i wyciągniętym z kieszeni kluczem otwarła drzwi. Po chwili obie kobiety zniknęły wewnątrz domu, przewodniczka raz jeszcze wyjrzała na ulicę, by upewnić się, że nikt ich nie śledził, po czym drzwi zamknęły się cicho. Wewnątrz domu zdenerwowanie drugiej z kobiet wyraźnie zmalało, co w dużej mierze było efektem odebrania od towarzyszki, drogą telepatii, poczucia bezpieczeństwa. Weszły do skąpo oświetlonego pomieszczenia, pierwsza z kobiet, przewodniczka, młoda, dobrze zbudowana kobieta, której rysy twarzy można, by uznać za piękne, gdyby nie chłodne, bezduszne oczy, oczy wiedźmy, najwyraźniej dobrze wiedziała gdzie jest i co ma dalej robić. - Rozgość się - powiedziała zdejmując płaszcz. Telepatka również zdjęła wierzchnie okrycie i okazało się, że liczy sobie około dwudziestu pięciu wiosen, zaś natura obdarzyła ją długimi kruczoczarnymi włosami opadającymi na ramiona i bystrym, wręcz świdrującym spojrzeniem. Urodą nie tylko nie ustępowała towarzyszce, ale przez swe ciepłe rysy twarzy, biła ją na głowę. Nieco drobniejsza, choć skromniej ubrana, od razu przyciągnęła wzrok znajdującego się w pomieszczeniu mężczyzny. Człowiek ten, dumnej postawy, barczysty, bogato ubrany mężczyzna widział ją w świetle po raz pierwszy i pomyślał, że chętnie zdjąłby z niej trochę ubrań i obejrzał sobie kształtne, pełne piersi ukryte teraz pod ubraniem. - Tylko spróbuj -krzyknęła telepatka i cofnęła się gwałtownie pod ścianę, stając w pozycji obronnej. - Spokojnie Katja - mężczyzna uniósł ręce w uspokajającym geście - zbyt wiele słyszałem o zdolnościach telepatów, a poza tym zależy mi na twojej współpracy. Twarz jasnowłosej wiedźmy wykrzywił grymas złości, gdy zrozumiała, co zaszło pomiędzy mężczyzną, a Katją i od razu wyczuła w czarnowłosej telepatce rywalkę. Ta zaś, natychmiast odczuła tę niewypowiedzianą nienawiść i zrozumiała, że znalazła w czarownicy śmiertelnego wroga. - Współpraca telepatki mojej klasy nie jest tania, Vladimir, nie jestem pewna, czy stać cię na zapłacenie za moją fatygę... - powiedziała chłodno kobieta nazwana Katją, obrzucając pogardliwym spojrzeniem zabałaganione pomieszczenie. Mężczyzna o imieniu Vladimir roześmiał się bezgłośnie. - Nigdy nie sądź po pozorach, bo popełnisz błąd, który może cię drogo kosztować. Rzeczywiście, groszem tu…