Przygoda · 11 min czytania
Studnia cz.6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W półmroku wpadającego do pieczary światła pojawiły się resztki nieskonsumowanej żywności. Poowijane w liście tropikalnych roślin, przewracały się niedojedzone ślimaki, kraby, ryby, nadgryzione owoce, a w skorupach orzechów stała niedopita mętna woda. Gruba, szara kora tajemniczych drzew była konsumowana jako chleb, który tak bardzo smakował. Surowego mięsa też nie zabrakło, po którym łaziło robactwo tropikalnego klimatu. -Taka jest siła sugestii - wszystko jest jadalne - tak żywił się człowiek pierwotny - rzekł pryncypał do swych studentów, którzy z obrzydzeniem patrzyli na resztki obfitego śniadania. Wszystko można "wyczarować" w umyśle człowieka - nauczycie się tego. Nauczycie się też jak być odpornym, na tego rodzaju sugestie. Następnie wskazał studnię. Przepaść, na której dnie buchały czerwone jęzory ognia, każąc wrzucić w jej paszczę resztki dziwnego śniadania. W ścianach zostały tylko kije bambusowe służyły jako świece w czasie posiłków. Chłopcy z wielką ulgą przeszli do pomieszczenia, które spełniać miało rolę sali wykładowej. Było to te same pomieszczenie w której byli przed śniadaniem, tylko panorama za niewidocznym oknem była całkowicie inna. Prehistoryczne zwierzęta, ptaki i dziwne stwory zasiedlały tę krainę. Dużo zieleni - mokradła i niewysokie pagórki. Płaty białej mgły strzegły tajemnic przed ciekawskim okiem chłopców, do których uszu nie dochodziły żadne odgłosy zewnętrznego świata. -Naukę zaczynamy od zamierzchłych czasów, które widzicie na zewnątrz - zaczął diablopodobny nauczyciel. -W pierwszej kolejności nadane zostaną wam imiona - do tej pory byliście bezimienni. Straciliście swoją przeszłość, która przeszkadzałaby w waszej edukacji. Zresztą...osobowość będziecie zmieniać według potrzeb, dlatego zostaniecie tylko ponumerowani. Numerem pierwszym zostaniesz ty- wskazał na czarnoskórego, numerem drugim będziesz ty -wskazał palcem na wysokiego Azjatę o skośnych oczach. Trzecim i czwartym numerem zostali dwaj biali chłopcy o zakaukazkich rysach twarzy, a piątym Mądrala. Te numery od tej chwili są waszymi imionami. - Ale chrzest - pomyślał chłopiec. Na twarzy Mądrali odmalowało sie głębokie zamyślenie; - kim właściwie jestem? -O czym rozmyślasz Piąty? - z odrętwienia wyrwało go pytanie pryncypała. - Nic nie wiem o sobie - odrzekł chłopak, patrząc w diabelskie, zimne oczy pytającego. Nie przywykł jeszcze do swojego numeru - imienia, które wydawało mu się nie na miejscu. -Dowiecie się o swojej przeszłości w późniejszym czasie. -Pamięć wasza zostanie odblokowana - rzekł diablopodobny, zwracając się do wszystkich chłopców. Nie dopuścił jednak swoich uczniów do dalszych pytań gestem wyciagniętej prawej ręki i skierowaniem dłoni w ich kierunku. Instynktownie zrozumieli ten gest. Przerywał dyskusję. -Przepraszam.... -Wyjaśnię teraz cel jaki przyświeca waszemu tu przebywaniu. W części już zostalicie zapoznani z tym przez wasze duchy przeszłości, ale one nie wiedzą wszystkiego. -Skażona człowiekiem ziemia funkcjonuje w kilku znanych wymiarach czasowo-myślowych-zaczął swoje wywody wysłannik wszechczasów. Aby była zachowana równowaga stosujemy delikatny nadzór nad naszymi ziemskimi "wieźniami'(czyt.mieszkańcami ziemi). Niestety nasi wysłannicy niekiedy sprzeniewierzają idee włączając się w nurt ziemskiego życia. Wtedy wybuchają krwawe wojny, mordy, kataklizmy, choroby. Wszystko to dziesiątkuje mieszkańców, niszczy przyrodę itp. Do tej pory, w potocznym rozumieniu piekło i niebo to dwa przeciwstawne obozy, które się wzajemnie zwalczały. Stworzył je władca wszechświata dzieląc ziemię między swoich dwóch synów. Niebo - synonim dobra dał starszemu synowi, w którym umieścił wszystko niedostrzegalne gołym okiem-wy nazywacie to duszą i decydowanie o pośmiertnym wiecznym szczęściu dotyczącym istot ziemskich. Piekło - imperium zła dał młodszemu synowi, który rządził ciemnymi mocami nieszczęść, kataklizmów,itp. Na początku między braćmi panowała idealna zgoda - wspólnie o wszystkim decydowali. Ziemskich kłopotów nie było, aż do czasu kiedy człowiek sam zaczął decydować o swoim szczęściu, sprawiał Braciom mnóstwo kłopotów. W czym pomagał mu władca piekieł poprzez swoich psyhicznych siepaczy. Dwa światy przegrodzone są rzeką Duchów. Szczęśliwa była dawno temu ludzka rasa, kiedy mogła sobie wybierać, w którym świecie pragnie żyć - bez prawa powrotu do przeszłej rzeczywistości. Od zawsze wiadomo, że ludzie zawsze szukają gdzie lepiej, przenosząc się z miejsca na miejsce. Tak było i w tym przypadku. Dawno, dawno temu w którymś tam kolejnym wymiarze czasowym w laboratorium wszechświata generacja ludzka żyła długo i szczęśliwie - takim sobie stabilnym, wiecznym ziemskim życiem. Władca piekieł narzekał na brak ziemskich drapieżników (tak nazywano ludzi), natomiast nadwyżkę posiadał jego starszy brat. Aż do czasu, kiedy pewnego razu znudzona życiem para wiecznie młodych ludzi postanowiła przekroczyć rzekę Duchów, zachęcona widokiem na przeciwnym brzegu. Niebiańska boska tęcza - małe zielone pagórki pokryte soczystą zielenią wtopione w kolor nieba osnute lekką mgłą - tam było pięknie. Wieczny spokój - wszystko emanowało wiecznym spokojem. Tam zapragnęli być. Spokojna rzeka nie stanowiła żadnej przeszkody - wtedy ludzie nie czuli uczucia strachu. Wszystko żyło obok siebie jeszcze w idealnej zgodzie. Pryncypał przerwał na chwilę swoją opowieść, sprawdzając jakie emocjonalne znaki wymalowała jego opowieść na twarzach…