Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 9 min czytania

Studnia cz.9

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nocne koszmary lasu ucichły, wraz z pojawieniem się jutrzenki, która kagankiem światła przerzedziła ciemności nocy. Brama krzaków zamknęła się za tajemniczymi intruzami, którzy nie mieli ochoty zmierzyć się z młodym człowiekiem w uczciwej walce, przy akompaniamencie dnia. W pobliżu ubabrana w błocie, dzika świnia wraz z licznym potomstwem maszerowała na śniadanie. Szła prosto na śpiącego. Ujrzawszy przeszkodę, zatrzymała się - zdziwiona śmiałością i beztroską śpiącego. Wietrząc zagrożenie, chrzaknęła ostrzegawczo, na odgłos którego liczne potomstwo rozbiegło się po krzakach. Matka szykowała się do ataku. Obnażyła wielkie kły i bez namysłu rozpoczęla szarżę. Obudzony zamieszaniem podróżny otworzył oczy, przyjmując pozycję siedzącą. Patrzył z ciekawością na rozjuszoną dziką świnię, która broniła swego terytorium przed nieproszonym gościem. Raptem w odległości paru metrów od siedzącego, odbiła się od niewidocznej ściany energetycznej, lądując na prawym boku. Zdziwiona takim obrotem sprawy, patrzyła na ledwo widoczne wężyki niebiesko - czerwonego światła, tworzącego równoramienny trójkąt. Głośno kwicząc podniosła się z trudem na proste nogi, ponawiając atak, ale już z mniejszym zapałem - bez efektu. Zmęczona atakami, patrzyła przykrwawionymi ślepiami na intruza. Pokonana jego wzrokiem, odwróciła się, cichutko i pokornie chrząkając, odeszła w gęste krzaki, a za nią liczna rodzina pasiastych maluchów. Podróżny wstał ze swego leśnego posłania, jego lico nie wyrażało żadnych uczuć. Opuścił ręce wzdłuż ciała, kierując dłonie ku ziemi - szybkim ruchem rąk do góry zlikwidował namiot energetyczny, który rozpłynął się w atmosferze nad jego głową. Starannie posprzątał po sobie, nie zostawiając nawet śladu swojej obecności na polanie. Resztki pożywienia wrzucił w krzaki, gdzie watahy mrówek i innych małych mieszkańców lasu dokończyły dzieła. Bez pośpiechu zjadł jarskie śniadanie, składajace się ze specjałów lasu - było tu tego pod dostatkiem. Umył się w pobliskim strumyku, ładując energią swoje ciało. Skierował swe kroki, do pierwszej linii energetycznej, którą pobudował przed pójściem na nocny spoczynek. Po zabezpieczeniu nie zostało śladu. Dlatego zwierzęta podeszły pod namiot - pomyślał. Ktoś wiedział o jego misji. Dzięki swemu talentowi wynalazł własne zabezpieczenie, o którym nikt nie mógł wiedzieć, to uratowało go przed kłopotami. Wśród "wtajemniczonych" w sprawy nieba i piekła był zdrajca. Las i mokradła obudziły się już z nocnej śpiączki. Ożyły głosami ptaków i zwierząt - znikły nocne koszmary. Stworzone przez ludzką wyobraźnię, jako podtekst władzy nad fabryką uczuć i doznań. Zaczęła się dzienna gra o przetrwanie, gdzie karty rozdawała przyroda, zgodnie z prawem silniejszego. Nasz bohater znał inną wersję - wiedział, że to gra pozorów, a przyroda była tylko wykonawcą daru życia inteligentnym istotom. Była żywicielem istot stworzonych do bezwzględnej woli walki o zaistnienie. Znał jej sekrety, znał jej mowę. Ranna beztroska mieszkańców tego dzikiego zakątka nie zwiodła podróżnego. Wiedział gdzie szukać tropiciela. Koniecznie musiał przekonać szpiega o swojej śmierci. Musiał być "czysty". Szpieg miał się wcielić w jego rolę. Kanonada leśnego życia rozbrzmiewała już w pełnej swej krasie, kiedy podróżny skierował kroki w górę rzeki, której brzegiem rozsiane były coraz wyższe kamienne skały, rodzące się w niewysokie góry. Zanim krok, w krok podążał tropiciel, dziwiąc się beztrosce młodego człowieka. -To ma być ten słynny wysłannik? - pomyślał. Niespodziewanie przyszła ofiara zniknęła z oczu tropiącego, który przyśpieszył, rozglądając się wkoło. Wiedział, że "zwierzyna" nie mogła ujść daleko. Jakaż była jego radość, kiedy ujrzał ją w klęczącej pozycji, na szczycie najbliższej, niewysokiej góry. W dole wściekły nurt rzeki pienił się, rozbijając o podwodne rafy. Bezszelestnie podszedł z tyłu do klęczącego. Wyciągnął zza pasa długi sztylet, o cienkim ostrzu i zatrutym szpikulcu, wbijając go po rękojeść w kark ofiary. Nastepnie zabójca odwrócił ciało trupa, aby przyjrzeć się twarzy zabitego. Odkrywszy swój błąd, usiadł spokojnie na skrzyżowanych, podkurczonych nogach. Czekał na śmierci. Tymczasem nasz bohater, był już daleko. Wyprowadziwszy w pole pościg, przedzierał sie przez zarośla. Wcześniej obserwował, jak prześladowca zepchnął do rzeki, swojego martwego kolegę, przebranego w łachmany, w objęcia spienionej wody. Słońce…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Studnia cz.9 — czytnik · opowiadania