Przygoda · 8 min czytania
Studnia ( fragment powieści)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Studnia ( fragment powieści)
Wyboistą drogą, ciągnęły - jak okiem zasiał - wozy kupieckie połączone w grupy, które były chronione przez uzbrojonych pachołków. Do jednego z tych wozów podszedł Piąty, pytając o odzież i mocne buty. Przebrawszy się, nie różnił wyglądem od przeciętnego podróżnego. Po zmianie swojego zewnętrznego wizerunku, skierował swe kroki w stronę obszernego zajazdu. Woń pieczonej dziczyzny, inwentarza i ptactwa mieszały się zapachami,tworząc tę charakterystyczną atmosferę, wzmocnioną beczkami piwa. Efektem były bójki, pyskówki i niekiedy pojedynki, o miejsce przy stole w środku gospody. Służba i pośledniejsi podróżni, musieli biesiadować na zewnątrz, gdzie nad ogniskami piekło się mięsiwo. Nasz podróżny minął czeladź i służbę, przybyłych na nocleg gości - wszedł do środka wielkiej biesiadnej izby. Niedostrzegalnym spojrzeniem omiótł licznych gości, zapamiętując ich twarze.- Szukał wolnego miejsca. Ujrzawszy w mało oświetlonym miejscu na końcu sali wolny stół, usiadł przy nim na nieoheblowanej ławie.Niemal natychmiast przysiadł się do stolika miejscowy żebrak, chytrym okiem patrząc Piątemu prosto w oczy. - Postawisz piwo?- padło pytanie. - To zależy - odparł zagadnięty. - Kto biesiaduje w sąsiedniej sali? - Najpierw piwo... Piąty skinieniem ręki zawołał pulchną dziewkę z obsługi, każąc przynieść dwa dzbany piwa i michę przedniego mięsiwa, obiecując jednocześnie sowity napiwek. - Jesteś tu obcy, dlatego nie wiesz, kto dzisiaj zjechał na nocleg - rzekł żebrak, upijając potężny łyk piwa. - To córka i syn hrabiego Rentgera - wyrzucił z siebie mężczyzna. Zajęci jedzeniem nowi znajomi, przez dłuższą chwilę milczeli. Burza głosów gości przywołała Piątemu wspomnienia z dalekiej przeszłości, którą pokazali mu niedawni nauczyciele. Potężny zamek warowny, obrobiony masztami obronnymi - ciemna, pochmurna noc. Do otwartej przez przekupioną straż bramy, zbliża się stu osobowy oddział uzbrojonych, w lekką broń pieszych. Poruszają się jak duchy. Na czele oddziału, idzie niczym nie wyróżniajacy się dowódca, bliźniaczo podobny do władcy tego zamczyska. Nie niepokojeni przez nikogo,udają się do skrzydła warowni,gdzie mieszka rodzina hrabiego Rentgera. Straż przyboczna, myśląc,że to hrabia - wpuszcza morderców. - Zaczęła się rzeź - najpierw nieliczna straż, służba, kuzyni - oprócz straży wszyscy we śnie stracili życie. Obudzony hałasem hrabia, łapie za miecz, kładąc trupem pierwszych napastników. Ujrzawszy swego sobotwóra opuścił broń. - To ty? - Bracie...nie zabijaj dzieci, one niewinne, to jeszcze niemowlaki. Przeszyty na wylot mieczem, usunął się martwy na kolana. Tak samo zginęła żona hrabiego i niania. Piąty nie dokończył swoich rozmyślań, przerwanych przez awanturujące się grupki zbrojnych. To dzisiaj, na nocleg w przestronnych komnatach przydrożnej zajezdni, zatrzymali się dzieci hrabiego. - Snuł swoją opowiesć żebrak. - To bliźniacy, on i ona. Jakby na potwierdzenie jego słów, drzwi od sąsiedniego pomieszczenia otwarły się, a z niej wysypali się zbrojni, tworząc przejście dla tak znakomitych gości. Podpici maruderzy,którzy nie zdążyli usunąć się z przejścia, zostali zachęceni do tego kopniakami, krewkich żołnierzy hrabiowskich. Wszyscy byli słusznego wzrostu, nosząc na tarczach herb - ogromnego niedźwiedzia z włócznią w potężnych łapach. To była piękna para. Szybko przeszli przez biesiadną izbę, a następnie wyszli na zewnątrz, kierujac swe kroki, do oddzielnego domu noclegowego, w głębi kompleksu zabudowań. - A ten z tyłu, zaraz za parą, co to za strojniś, z wysadzaną drogimi kamieniami szablą? - spytał Piąty. To jeden z licznych konkurentów "do ręki" bogatej hrabianki - odrzekł oberwaniec. -Ach, tak!!! - to prawa ręka hrabiego - wspólnik na śmierć i życie pomyślał Piąty. Nasz bohater miał już stawiać dalsze pytania, dotyczące pana tych ziem i jego rodziny. Raptem oświecił go pewien pomysł. -Słuchaj…