Horror · 9 min czytania
Sukub
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I
… choć w domysłach łatwo się pogubić. Siedziałem na krześle przy łóżku Małgorzaty. Jej ociekająca potem twarz nabrała w świetle lampy bursztynowego koloru. Całe ciało dziewczyny było mokre po ostatnim … Ale na chwilę zapanował spokój. Teraz spała oddychając spokojnie i miarowo. Zdawało się, że atak minął, jednak wiedziałem; nie można ulegać pozorom. Ta niepokojąca cisza była jedynie zapowiedzią kolejnego napadu. Delikatnie ująłem rękę Małgorzaty. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po moim ciele; była straszliwie zimna. Tak zimna, że nie dałem rady dłużej jej utrzymać. Wstałem z krzesła i powoli osunąłem się w głąb pokoju. Zacząłem się zastanawiać, kiedy i jak to się stało. Czy to było już wtedy, gdy p ę k ł a s p r ę ż y n a z e g a r a? A może… Nie, to mnie przerastało. Mój umysł był już zmęczony - zbyt zmęczony, aby o tym myśleć. Pojąłem, że w tej sytuacji moje wysiłki musiałyby iść na marne, a ja tylko pląsałbym w tych wszystkich domysłach i wrażeniach. A one są zgubne. Tak… Potrzebowałem odpoczynku. Kiedy spojrzałem przez okno, przypomniały mi się słowa Baudelaire'a:
"Lub cisza płaska w morzu pustem Jest mej rozpaczy lustrem!"
Nie było tam co prawda owego "pustego morza", ale przed moimi oczyma rozciągał się równie żałosny widok ponurego i - wydawałoby się - zgniłego miasta, które toczy mgła. Bo istotnie; w rozproszonym wśród oparów, mętnym świetle latarń pobliskie domy zdawały się gnić, rozkładać i kruszyć. Byłem przekonany, że w środku wyglądam tak samo. Wypełniały mnie odruzgi i nadpalone szczątki młodzieńczych marzeń. - Dlaczego… - wyszeptała Małgorzata. Jej cichy, zachrypnięty głos wyrwał mnie z zadumy. Przez chwilę stałem niezdolny do żadnego ruchu, czekając kiedy dziewczyna wypowie kolejne słowo. Cisza. W końcu się przemogłem; niepewnym krokiem podszedłem do łóżka i schyliłem się nad chorą. - Coś mówiłaś? Chciałem znów przytrzymać rękę Małgorzaty, ale odtrącał mnie jej chłód. Odgarnąłem tylko włosy z jej twarzy i wtedy zauważyłem, że popękane, sine usta dziewczyny szybko nabiegły krwią. Sucha chrzęść jej warg zmieniła się w soczysty owoc, nabrała koloru krwistych czereśni i sperliła się śliną. - Dlaczego szukasz diabła za oknem? - wyszeptała Małgorzata. - On jest we mnie. Te słowa zabrzmiały wśród ciszy jak jakieś tajemne kabalistyczne zaklęcie. - Nie ma diabła - odpowiedziałem. - Jest… Ja go czuję w środku … wypełnia mnie… Jest tu… we mnie… Na twarzy czułem coraz szybszy oddech Małgorzaty. Żyły naprężały się na jej skroniach. To była zapowiedź kolejnego ataku. Źle się czułem siedząc bezczynnie w obliczu koszmaru, jakiego doznawała teraz Małgorzata… ale, na Boga, przecież i tak nic nie mogłem zrobić. Nie byłem w stanie. Po prostu. Byłem równie bezradny co ona, przykuta do łóżka, dręczona przez coś czego nie mogłem sobie nawet w pełni wyobrazić. Jej ciałem znów zawładnęły spazmy. Dziewczyna wiła się, wzdychała i jęczała. Nie wiem, skąd brała tyle siły, aby po tylu mękach… - Diabeł jest we mnie… - krzyczała. - Jest w środku… On mnie wypełnia... Nie, nie mogła być to po prostu maligna, choć z początku wszystko na to wskazywało. Spazmy zmieniły się teraz w gładkie, finezyjne ruchy mięśni i szybki rytm oddechu. Patrzyłem na to, wiedząc, że Małgorzata cierpi, jak gdyby przyjmowała w siebie jakieś obce, nieprzyjazne ciało. Czy możliwe, aby halucynacje dawały tak silne złudzenie fizycznego oddziaływania?
II
Ściana rozmazała mi się przed oczyma niczym wielka, szara smuga. Nie wiem, czy to brak snu, czy też wewnętrzne rozdarcie przytępiło moje zmysły. Podobnie było z moimi myślami, kiedy próbowałem dotrzeć do wnętrza … Rozpraszały się i gmatwały. Gubiły się w stworzonym przez siebie labiryncie ujawniając przede mną ból i grozę tego wszystkiego. Spiralą schodów poszedłem na drugie piętro. Minęła wczorajsza noc, ale po przebudzeniu z krótkiej drzemki czułem, że jej koszmar wciąż trwa. Poranny spacer nie przyniósł ukojenia moim skołatanym nerwom. Ulice były mokre i śmierdzące od wydobywających się z kanałów oparów. Przez całą drogę myślałem tylko o chorobie Małgorzaty.…