Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Sumienie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jest taka część nas, z którą nie da pójść się na kompromis. To sumienie. Chyba, że je ogłuszysz. Ale wtedy przestaniesz już być człowiekiem. - Archanioł

Nie wiedziałem jak to się stało, ale zostałem psychologiem więziennym. Gdy wchodząc do brzydkiego, okratowanego miejsca mojej pracy, zastanowiłem się co mnie tutaj przywiodło, bez wahania zaznaczyłem pole z odpowiedzą: rodzice. Mogli opatrznie zrozumieć te kupowane od czasu do czasu książki o psychice człowieka i działaniu tego niesamowitego kłamcy jakim był mózg. Ale przymus posłania mnie na studia jakoś mi do nich nie pasował. Irytowało mnie to, że nie mogłem znaleźć jasnej odpowiedzi. Ale tego dnia moja pamięć była w opłakanym stanie. Taki właśnie był urok pracy z dziwakami. Stres zwyczajnie mnie dobijał, czułem się jak pęknięty balon. Nawet nie pamiętałem jakim cudem znalazłem się na krześle przed ubranym w białą kamizelkę od garnituru facecie, który mierzył mnie uważnym spojrzeniem spod przetłuszczonej grzywki. Mój pierwszy „pacjent”. A ja – jego nie pierwszy psycholog. Zerknąłem na jego CV, jak raczyłem nazywać wszelkie dane odnośnie życia badanych na studiach przypadków. Zaciekawiło mnie to, że wszystkie rubryki były puste, prócz nakreślonego pośpiesznie przezwiska Archanioł, które brzmiało dziwnie znajomo. Odstawiłem dokumenty na bok i przyjrzałem mu się uważnie. - No cóż. Może, na dobry początek, się przedstawię. Jestem Piotr Kamiński, psycholog więzienny. Przyszedłem tutaj z tobą porozmawiać… - odczekałem grzecznie chwilę. – A ty jak się nazywasz? - Piotr Kamiński – powtórzył głucho morderca, choć spojrzenie miał całkiem trzeźwe. - Nie, nie. – Palce wskazujące wymierzyłem we własną pierś. – To ja się tak nazywam. A ty jesteś… - Zajrzałem do notatek. - Archanioł, mam rację? - Co to za różnica? – wypalił nagle, jakby budząc się z letargu. Nie mogłem dobrać żadnej adekwatnej strategii. - No tak. Zatem Archaniele, czy chcesz… mi coś powiedzieć, coś…? - Ile razy pieprzył pan swoją żonę? Tylko siłą woli nie pozwoliłem szczęce powędrować w dół. - Słucham? Nikt mnie na takie rozmowy nie przygotowywał. - Zadałem pytanie. Ile razy pieprzył pan swoją żonę? Miał wysoką barwę głosu, całkiem podobną do mojego. - Ja… yyyy… nie rozumiem. Nachylił się nad stołem patrząc przenikliwie. - Ile razy gził się pan ze swoją samicą? - To chyba… - urwałem nagle, zdawszy sobie sprawę z tego, że nie odpuści. Musiałem chwycić przynętę. – Dlaczego chcesz wiedzieć? - To całkiem proste. Chcę wiedzieć czy ją pan kochał. No, chyba nie chce mi pan wmawiać, że tu chodzi o miłość. Jest pan facetem, pański mózg preferuje pociąg fizyczny, no a to sprowadza się do jednego. Pokręciłem szybko głową. - Przecież to by było, n-nie wiem, zboczenie jakieś. - Zboczenie? – uśmiechnął się wyrozumiale jak ojciec wykładający dziecku, że dwa i dwa to nie pięć. – To nie byłoby nawet odstępstwo od normy. Chyba, że te sex – shopy, eksponowanie narządów płciowych przez statystycznych Kowalskich, noosfera zapierdolona trzema iksami i co piąty internauta śliniący się przy pornosach, to dla pana bajka. – Ten jego niemiły uśmiech nagle jeszcze się poszerzył. – Wiem, że pan nie zaprzeczy. Bo to by godziło w pańską dumę tłumacza ludzkich emocji. – Znowu nachylił się nad blatem, wywołując u mnie skurcze w żołądku. – Bo wtedy ja byłbym realistą, a pan tylko idealistą. Nie pozostawił mi nic innego jak jedno krótkie: - Nonsens… - Nonsens? – Miał irytującą tendencje do powtarzania moich słów. – Proszę wyjść na ulicę, przejść się trochę. Ile kurew pan spotka po drodze? No, ile? W tym momencie musiałem mu przyznać rację. - No dobrze, ale co to zmienia? Przecież nie muszę być dokładną kopią reszty społeczeństwa? Nie muszę być taki jak oni. Spojrzał w sufit, jak pedagog znudzony tępotą ucznia. - Jest pan szczęśliwy? - Tak – odparłem, zanim pomyślałem nad rolą pytania w rozmowie. Wyciągnąłem dłoń przed siebie i zacząłem zaginać palce. – Mam rodzinę, dom, dobrą pracę… – Po samych oczach widziałem, że czeka na więcej. – Psa, samochód, ogródek, komputer. Chwila ciszy i nagły ruch głowy tego popaprańca. - …I? Rozłożyłem bezradnie ręce. - A potrzeba czegoś więcej? Spojrzał na mnie szeroko rozwartymi oczami kobiety tłumaczącej oczywistości. - Sensu? Kompletnie zbił mnie z tropu. I nie wiedziałem, czy to sumienie, czy wyuczona podświadomość podsunęła mi odpowiedź. - Przecież on jest. Zawarty w tym wszystkim. - Nie rozumiem dlaczego ludzie utożsamiają szczęście ze stanem posiadania. Oszukują przecież sami siebie, bo w końcu… dlaczegóż to miałby pan pić, gdyby własność była naprawdę satysfakcjonująca? – Rozsiadł się wygodnie w fotelu, dokładnie naśladując moją pozę, gdy tylko kosztowałem pierwszy łyk. – Po co pan ucieka w tą błogą nieświadomość, ha? - Skąd… skąd wiesz? – zdobyłem się by zadać najistotniejsze pytanie. - Bo jestem Piotrem Kamińskim. – Spojrzałem nań zdziwiony, on nagrodził mnie uśmiechem cwaniaczka kradnącego pieniądze z tacy w kościele. – Tak, jak wszyscy inni. Wszyscy, którzy pomylili życie z trwaniem. Nie, pan... – Wytknął mnie palcem. – … nie jest taki jak oni. To oni są tacy jak pan. Alkohol, komputer, używki… co za różnica? Zawsze ucieczka, ucieczka przez korytarz samozatrzaskujących się drzwi bez klamek. Biegnie pan, choć każdy próg oznacza brak odwrotu. – Przeżuł ślinę w ustach i przejechał językiem po wnętrzu policzka. – Jedna – wielka – pa – ra – no – ja. Więc, proszę nie mówić, że świat pana nie dotyczy. Tylko powiedzieć…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sumienie — czytnik · opowiadania