Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 31 min czytania

Supergirls: Matrix - Renowacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Komenda policji. Daria siedzi przy służbowym komputerze i surfuje po Internecie. Pisze trochę na klawiaturze, trochę klika myszką. Podchodzi do niej Sara. Staje za koleżanką, opiera się rękami o biurko, czyta coś z monitora. Nagle odzywa się, strasząc Darię. - Co, facetów podrywasz przez Internet, cooo? - śmieje się Sara. Daria spogląda na nią jakby z zaskoczeniem. - Zwariowałaś? - pyta z politowaniem, po czym wraca do komputera. - Skrzynkę przeglądam - dodaje. - Coś ciekawego? - zagaduje, już na poważnie, Sara. Daria kręci głową. - Póki co mam wrażenie, że cały świat ma mi do zaproponowania tylko viagrę - stwierdza, usuwając kolejny spam. - Ej, a co to za mail? - pyta Sara, wskazując Darii palcem wiadomość na ekranie. Daria czyta: - Nadawca nieznany, tytuł... - parska śmiechem, po czym kontynuuje. - Bramy Matrixa. Obydwie dziewczyny zaczynają się śmiać. - Powinno pisać "Nadawca przedawkował trylogię Wachowskich"! - nabija się Sara. - Otworzyć czy wywalić? - pyta Daria. - A otwórz - rzuca Sara. - Przynajmniej się pośmiejemy. - A jak tam jest wirus? - pyta Daria. - To nic - odpowiada Sara. - W końcu to nie twój komputer. - Też prawda - stwierdza Daria, odwraca się do komputera i otwiera mail. Sara nachyla się do monitora. Daria czyta: - Witaj u bram Matrixa. Właśnie wrota do tysiąca równoległych światów stają przed Tobą otworem. Czy jesteś gotów, by stawić im czoła? Nawet, jeśli będzie to podróż pełnia niebezpieczeństw, trudnych dróg i wyborów? Jeśli uważasz, że tak, kliknij w poniższy link. - Patrz, jaki śmieszny adres - zauważa Sara. Czyta: - www.chatelet.pl/paka/matrix/1000swiatow/22/2006/reaktywacja/rewolucje/renowacja... - Daj spokój, bo ci się język poplącze - śmieje się Daria. - Wchodzimy, nie wchodzimy? - Możemy wejść - odpowiada Sara. - Może będzie tam coś ciekawego. - Dobra - Daria klika w link. Nagle monitor rozbłyskuje zielonym światłem. Dziewczyny zostają dosłownie wciągnięte przez komputer. Nie zdążyły nawet wrzasnąć "O matko!" albo czegoś w tym stylu.

Błysk zielonego światła. Dziewczyny stoją na zwykłej, miejskiej ulicy. Są w gruncie rzeczy przestraszone. Pierwsza odzywa się Sara. - O cholera, gdzie my jesteśmy? - pyta. - A skąd ja mam to wiedzieć? - odpowiada pytaniem Daria, rozglądając się dookoła. Po chwili Sara beztrosko stwierdza: - Eee, to zwyczajna ulica. Nic w niej dziwnego. - No, nie wiem... - odzywa się Daria i wskazuje Sarze idącego drugą stroną ulicy przechodnia, który porusza się... tyłem. Sara wybałusza oczy. - O matko, gdzieśmy się wpakowały?! - pyta dramatycznie. - Bez paniki, Sara, bez paniki... - Daria uspakaja koleżankę. - O, popatrz, tam jest budka telefoniczna, może będzie można zadzwonić na miasto! - konstantuje i razem z Sarą biegną w stronę telefonu. Otwierają drzwi budki, gdzie czeka je niespodzianka. W kącie tkwi skulony młody chłopak ubrany na czarno. W chwili, gdy dziewczęta otwierają drzwi, podnosi głowę i spogląda na nie. Ma półdługie jasnobrązowe włosy związane w kucyk, niebieskie oczy, po "damsku" jasnoczerwone usta i ogólnie dosyć dziewczęce rysy twarzy. Na widok Sary i Darii ogarnia go paniczny strach. Kuli się jeszcze bardziej, zasłania twarz rękoma i wręcz piszczy: - Błagam was, nie róbcie mi krzywdy, proszę, proszę, nie, błagam!... - Ej, spokojnie, spokojnie - mówi Daria. Przykuca obok chłopaka i delikatnie ujmuje go za podbródek. - Czy my wyglądamy na takie, co chodzą i zabijają? - pyta. Chłopak kręci głową. - No właśnie - przytakuje Daria, po czym podnosi się z ziemi. - Jak ty się w ogóle nazywasz? - pyta chłopaka. - Bo wiesz, nie lubię gadać z kimś, nie wiedząc, jak ma na imię. Chłopak pociąga nosem i mówi: - Się kiedyś na to mawiało: człowiek dwojga imion. Nazywam się Jerzy Jan Połoński. - Ja jestem Daria Witkowska, a to Sara Weitman. Jerzyk uśmiecha się nieśmiało do Sary, ta odwzajemnia mu uśmiech. - Co ty tutaj robisz? - pyta Daria. Jerzyk wzdycha. - To długa historia. - Ale chętnie jej posłuchamy - mówi Sara. - Bo widzę, że mamy ze sobą coś wspólnego. - Dobrze - mówi niepewnie Jerzyk. - Tylko proszę, zamknijcie drzwi. Dziewczyny wchodzą do budki. Sara zamyka drzwi i pyta Jerzyka: - Ty się czegoś boisz, tak? Jerzyk kiwa głową. Dziewczyny siadają obok niego. - No, to mów, o co tu w ogóle chodzi - mówi Daria. - To się w ogóle stało... tak trochę przez przypadek - zaczyna Jerzyk. - Bałtroczyk zaproponował nam przejście do Matrixa. - Webmaster Bałtroczyk - odzywa się nagle Daria. - Znasz gościa? - pyta zaskoczona Sara. - A kto go w Necie nie zna - odpowiada Daria. - W realu też jest dosyć popularny. Najczęściej widują go na imprezach okołokabaretowych - tłumaczy, po czym zwraca się do Jerzyka: - Kiedy to było? - Chyba w kwietniu... - odpowiada niepewnie Jerzyk. - O rok mi chodziło - mówi lekko zniecierpliwiona Daria. - A, rok... - orientuje się Jerzyk. - Dwa tysiące szósty. - Chwila, chwila... - wtrąca się do rozmowy Sara. - Zaproponował wam? To znaczy, że nie trafiłeś tu sam? - Bo było nas dwóch - wyjaśnia Jerzyk. - Ja i Adam Małczyk. Tylko potem... - Jerzyk zawiesza głos i milczy dłuższą chwilę. - Co się stało? - pyta w końcu Sara wyjątkowo zdecydowanym tonem. Jerzyk nadal milczy. Zaczyna się lekko trząść. Po chwili kuli się w kącie i wydusza z siebie jęczącym szeptem: - Później zaczęli ścigać nas agenci. Że niby jesteśmy w Matrixie nielegalnie. A później... A później Adam też został agentem... Sara klęka obok Jerzyka, kładzie mu rękę na ramieniu i pyta troskliwie: - To oni cię ścigają, tak? To ich się tak boisz? Jerzyk nerwowo kiwa głową. Sara obejmuje trzęsącego się chłopaka i próbuje go jakoś uspokoić. Spogląda na Darię. Ta siedzi zamyślona, gapiąc się tępo przed siebie. - O czym myślisz? - pyta ją po chwili Sara. - Wiem, w co się wpakowałyśmy - mówi Daria. - A przynajmniej się domyślam. To faktycznie jest Matrix. - Skąd wiesz? - W kwietniu 2006 byłam przejazdem w Krakowie - wyjaśnia Daria. - Wtedy jest tam taka impreza kabaretowa, PaKA się nazywa. Ostatniego dnia zawsze organizowana jest wielka gala. I na tamtej PaCE przy pomocy webmastera Bałtroczyka i klimatyzowanej platformy zwanej Rotundą duża grupa ludzi przeniosła się na około dwie godziny do Matrixa. I... czekaj, czekaj, pamiętam, że wtedy dwóch chłopaków się tam gdzieś zgubiło! To pewnie byłeś ty i ten Małczyk! - zwraca się do Jerzyka. Ten, już nieco uspokojony przez Sarę, potakująco kiwa głową. - No to w takim przypadku ja wiem, co to za agenci są. Kręcili się wtedy na PaCE - stwierdza Daria. - Co to za jedni? - pyta Sara. - Grzanka i Pałubski. Niezłe ziółka - odpowiada Daria. - I pewnie grozili ci, że teleportują się do świata ponuraków? - pyta Jerzyka. Ten potakuje. - Niczego się nie bój - mówi Sara do Jerzyka. - Nie ruszą cię. Nie przy nas. - Ale oni są niebezpieczni - kwili Jerzyk. - My się niczego nie boimy - stwierdza z nieukrywaną satysfakcją Daria i sięga do kabury. Przez chwilę klepie się po biodrze i z przerażaniem odkrywa, że nie ma przy sobie pistoletu. - Sara, czy ty masz ze sobą swoją broń? - pyta koleżankę. Ta konstantuje, że nie ma. Nawet kabury. - Nie mam - mówi Sara z konsternacją. - Ja też nie - ogłasza dosyć dramatycznie Daria. - Tak szybko nas dziadostwo wciągnęło, że nie zdążyłyśmy się nawet porządnie wyposażyć. - O co wam chodzi? - pyta przejęty Jerzyk. - A, nic - wzdycha Sara. - Trafiłyśmy do Matrixa przez służbowy komputer Darii. Byłyśmy co prawda w pracy, ale w biurze, więc każda swoją broń miała w szufladzie, bo nie była potrzebna. Daria sprawdzała swoją skrzynkę e-mailową, ja czytałam jej przez ramię. Był tam taki mail, "Bramy Matrixa". Pisało tam coś o tysiącu równoległych światów i był taki śmieszny link. Daria kliknęła, bo myślałyśmy, że to jakiś żart. No i nas wciągnęło. - To znaczy, że nie jesteście uzbrojone? - pyta przestraszony Jerzyk. - No, niestety... - wzdycha Daria. - Nie bój żaby, Jerzyk - Sara klepie przyjacielsko chłopaka po ramieniu. - Mamy w zanadrzu sporo sztuczek. Te padalce cię nie tkną, bo nie będą miały odwagi. Nieco uspokojony Jerzyk uśmiecha się nieśmiało. Daria odwraca głowę w stronę telefonu. - Można stąd zadzwonić na miasto? - pyta Jerzyka. - Nie sądzę - odpowiada Jerzyk. - Noo, ale spróbować można - stwierdza Daria, podnosząc się z podłogi. Jerzyk i Sara też wstają. Daria podnosi słuchawkę i wykręca numer. W telefonie słychać żeński głos informujący: - Wrzuć monetę, wrzuć monetę, wrzuć monetę... Po chwili Daria traci cierpliwość. Zdenerwowana wrzeszczy do słuchawki: - Ty, lalka, co ty sobie, do cholery ciężkiej, wyobrażasz, co?! Wrzuć monetę, wrzuć monetę! Wypchaj się! Z jakiej racji ja, Daria Witkowska, policjantka, mam płacić za telefon? Idź do diabła, lafiryndo! Ze słuchawki dobiega głos: - O żesz ty! Rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana... Wściekła Daria rzuca słuchawką. - Spadaj na drzewo! - krzyczy na aparat. - Coś mi się wydaje, że nic z tego - wzdycha Sara. - Lepiej stąd chodźmy. Jerzyk powoli otwiera drzwi budki telefonicznej i ostrożnie rozgląda się. - Nie ma nikogo podejrzanego - mówi. - No to idziemy - ogłasza Daria. Cała trójka opuszcza budkę. Ruszają przed siebie. Nagle Sara pyta Darię: - Daria, a jak w ogóle wyglądają ci agenci? - A, jak to agenci - mówi Daria. - Obydwaj ubrani na czarno i z ciemnymi okularami. Grzanka jest bardzo wysoki i prawie łysy, a Pałubski jest tylko odrobinę niższy, no i blondyn. Z przylizaną czupryną. - A ten, no, Małczyk? - Nie wiem. Ale jeśli z tymi dwoma będzie ktoś jeszcze, to znaczy, że to pewnie on. - Ahaaaa - komentuje Sara z dużym uznaniem dla bystrego umysłu koleżanki. Po chwili mówi: - To gdzie my właściwie idziemy? - No, właściwie to przed siebie - śmieje się Daria, po czym już całkiem poważnie oznajmia: - Sądzę, że skoro Jerzyk dostał się tu przez Rotundę, to i przez nią mógłby wrócić do reala. A przy okazji my też - po tych słowach zwraca się do Jerzyka: - To którędy do Rotundy? Sara jest wyraźnie zaskoczona. - Myślałam, że znasz Kraków - mówi. - Kraków - tak, ale ten realny. Nie zapominaj, że tu jest Matrix. - Tak w gruncie rzeczy, to Kraków w Matrixie od realnego różni się tylko tym, że tutaj tyłem chodzą - tłumaczy Jerzyk. - No i agenci... - Jeśli tak, to nie powinniśmy mieć problemów z trafieniem - uśmiecha się Daria. Cała trójka rusza do Rotundy. Potem Sara pyta Jerzyka: - A kiedy ty ostatni raz widziałeś tych agentów? - Trudno powiedzieć - odpowiada niepewnie chłopak. - Tutaj nawet czas wariuje. - To znaczy? - To znaczy, że... No, na przykład dzień trwa dwie doby, potem noc całą dobę, a potem dzień pięć godzin i noc dziesięć godzin. Długości się zmieniają bez żadnej logiki - tłumaczy Jerzyk. Sara kręci głową, wyrażając tym samym swoje zdumienie. Tymczasem cała trójka dochodzi powoli do budynku Rotundy. W końcu stają przed gmachem. - Jesteśmy na miejscu - stwierdza Daria. Sara kiwa głową z uznaniem, a Jerzyk rozgląda się wokół. Nagle zastyga w bezruchu, a na jego twarzy maluje się przerażenie. - O matko!... - słychać jego jękliwy szept. Daria i Sara odwracają się. Za nimi, w odległości około pięciu metrów, stoi trzech ubranych na czarno mężczyzn w ciemnych okularach. Cała trójka rozpoznaje w nich agentów Grzankę i Pałubskiego oraz Adama Małczyka - niegdysiejszego kolegę Jerzyka, obecnie także agenta. Jerzyk z przerażeniem chowa się za plecami dziewczyn. Mężczyźni zbliżają się do nich. Stają twarzą w twarz z Darią i Sarą. Pierwszy odzywa się agent Pałubski. - Mamy was, ptaszki - mówi z kpiącym uśmieszkiem. Sara podchodzi do niego. - Masz coś do nas, koleś? - pyta. - Czekaj, Sara, ja to załatwię - mówi Daria, odsuwają lekko koleżankę do tyłu, po czym podchodzi do Małczyka. - Adamie Małczyku - cedzi przez zęby. - Zdradziłeś nasz wymiar. Zostaniesz ja to surowo ukarany - przy ostatnich słowach wykonuje dziwny gest: układa dłonie w tzw. "różki", lekko ugina łokcie, prawą rękę unosi na wysokość czoła, lewą opuszcza na poziomie bioder. Przez chwilkę trwa tak, dopóki Małczyk nie zaczyna się demonicznie śmiać. - Taaaa, ciekawe, jak? - pyta z ironią. Daria przez chwilkę milczy, po czym odpowiada: - A tak - i uderza Małczyka od dołu w podbródek. Agentowi spadają okulary, a on sam ląduje na ziemi. Leży z wybałuszonymi oczami, wyraźnie zaskoczony siłą ciosu. Zaskoczeni są też Grzanka i Pałubski, którzy od razu zdejmują okulary i chowają je do kieszeni marynarki. - Nooo, lalunie - mówi Grzanka. - Wy chyba nie wiecie, z kim zadarłyście. - To wy nie wiecie, z kim zadarliście - odpowiada Sara. - Zobaczymy - oznajmia Grzanka, szykując się do ataku. - No dobra - Sara odwraca się do Jerzyka i Darii. - Jakby co, to sami tego chcieli. Rozpoczyna się zacięta walka. Pałubski zamachuje się na Sarę, chcąc ją powalić prawym sierpowym, ale ta uchyla się i zgrabnym uderzeniem w kostki ścina napastnika z nóg. Daria, wiedząc, że tradycyjnymi ciosami nie da rady znacznie wyższemu od siebie Grzance, zachodzi go od tyłu, wskakuje mu na plecy i bije go pięścią po głowie. Ośmielony odwagą dziewcząt Jerzyk podchodzi do zbierającego się z ziemi Małczyka, patrzy przez chwilę na niego nienawistnym wzrokiem, po czym kopie go w brzuch. Agent ponownie ląduje na chodniku, zwijając się z bólu w kłębek. - Ej, Jerzyk! - woła do chłopaka Daria, nadal bijąc Grzankę po głowie. - Nie tak mocno, nie tak mocno! Chyba nie chcesz mu zrobić definitywnego kuku! Pałubski, podniósłszy się z ziemi, rzuca się na pomoc Grzance. Usiłuje zrzucić Darię z jego pleców. Zachodzi obydwoje od tyłu, wsuwa rękę pod brodę Darii i przyciska ją do siebie. Dusząca się dziewczyna zsuwa się z pleców Grzanki. Pałubski, pewny swojej przewagi, ściska ją mocniej. Wtedy Daria wyrywa się z uścisku, odwraca się do agenta i uderza go prawym sierpowym w nos, powalając tym samym na chodnik. - I co, łyso wam? - pyta triumfująco Sara, patrząc z wyższością na agentów. Pałubski podnosi się z trudem, ścierając krew z nosa, Grzanka przyciąga bliżej siebie skręconego z bólu Małczyka. Prawdopodobnie zdają sobie sprawę, że w typowej walce wręcz nie mają z dziewczynami żadnych szans. Po chwili Grzanka spogląda znacząco na Pałubskiego. Ten uśmiecha się demonicznie. Grzanka wyjmuje z kieszeni marynarki plastikową kartę telefoniczną z chipem i zielonym napisem: "Jest różnica między testem a prawdą". Umieszcza ją pomiędzy dużym a wskazującym palcem swojej prawej dłoni. Przykłada kartę do czoła, zamyka oczy. Trwa tak przez chwilę, po czym nagle rzuca kartę w stronę Jerzyka i dziewcząt. Chip jarzy się na zielono, zmieniając w ułamku sekundy wirującą kartę w coś na kształt zielonego świetlnego dysku. Przerażona Sara rzuca się na ziemię. Jerzyk odpycha Darię, a dysk trafia go w lewe ramię. Siła ciosu sprawia, że chłopak upada na chodnik, sunie jeszcze przez kilka centymetrów i dopiero się zatrzymuje. Dziewczęta podrywają się z ziemi i biegną do niego, a tymczasem karta wraca posłusznie do Grzanki. - Jerzyk, żyjesz? - pyta z przejęciem Daria, nachylając się wraz z Sarą nad Jerzykiem. - Spokojnie, nic mi nie jest - odpowiada chłopak, trzymając się za zranione ramię. - Wstyd by było zginąć z ręki takiego patałacha. - Spodziewałam się, że te skurczybyki będą grać takimi wrednymi chwytami - mówi Sara, pomagając Jerzykowi wstać. - A skąd wiedziałaś? - pyta Daria. - Chodziło się do kina, to się wie - odpowiada z wyższością Sara. Tymczasem Grzanka i Pałubski z satysfakcją obserwują całą tę scenę. Po chwili…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%