Rodzina · 6 min czytania
Świadek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Dominika, idziemy- krzyknęła mama. Szłyśmy do kościoła, jak co niedzielę, by modlić się za zdrowie i szczęście rodziny. Mama mówiła, że Bóg mnie kocha, a ja odwdzięczałam mu się tym samym. Modliłam się. Krótko i leżąc wygodnie na łóżku, ale mimo wszystko. Dziękowałam za to, że mama się uśmiecha, że Darek jest przystojny. Dziękowałam też za Lucka.
-Dominika, podaj mi szkarłatną szminkę. Jakub zaraz przyjedzie po mnie- krzyknęła moja współlokatorka Majka. -Nie mam. Weź od Sandry- odburknęłam i wróciłam do pamiętnika.
Ostatnio dziękowała także za to, że Darek mnie uczy. -Kochanie, czemu masz sine ręce?- zapytała przestraszona mama. Przysunęła mnie do siebie i obejrzała moje siniaki. Rzeczywiście wyglądają strasznie, pomyślałam. Są fioletowe, z zieloną obwódką. -Nie wiem... -Czy ktoś cie skrzywdził w szkole- drążyła temat. -Nie- kręciłam głową.- To nawet nie boli mamusiu. -Dariusz, popatrz na nią- woła mama do ojczyma. -Tak kończą się zabawy- skwitował Darek i wrócił do kuchni, posyłając mi chłodne spojrzenie na pożegnanie. -Mamo, ja nic nie zrobiłam- przysięgałam.- Nie każ mnie. Zasłonię to. -Eh...- westchnęła mama.- Wieczne problemy z tobą. Załóż coś na siebie. Nie możemy pokazać się tak w kościele. Proboszcz pomyśli, że cie biję. Takiego wstydu nie jestem w stanie przeżyć. Ludzie chodziliby za mną i wytykali palcami, że jestem wyrodną matką. -Dobrze mamusiu- kiwałam głową, powstrzymując płacz.
I proszę Boziu, nie każ mnie więcej. Nie chcę znowu czuć bólu. Wiem, że to dla mnie dobre i, że tak musi być, ale ja nie chcę. Niech Darek nie przychodzi do mnie, boję się go. Niech nie pije, nie lubię jego zapachu. Modlę się jak najlepiej umiem. Mama tuż obok. Klęczy jak wszyscy w kościele i chowa głowę za burzą rudych loków. Ma złożone ręce, wygląda jak aniołek. Próbuję ją naśladować i powtarzam w myśli prośbę. Co jakiś czas zerkam na obraz Jezuska. On też na mnie patrzy. Inaczej niż zwykle, z litością, zupełnie jak miś. Proszę Boziu, wybacz mi. Wiem, że jestem niegrzeczna, że sprawiam mamie sutek, ale nie chcę czuć bólu. Nie chcę znowu płakać.
Lubię wracać do tego myślami. Do lat nieszczęśliwego dzieciństwa i mojej naiwności. Miałam wtedy jedenaście lat, a zachowywałam się jak bezbronny niemowlak. Nie umiałam nawet rozróżnić dobra od zła. Kocham powracający ból, który szybko obezwładnia mi zmysły. Nie mija nawet krótka chwila, a odcinam się od realiów i widzę te same obrazy co kiedyś. Czuję zapachy, smak. Widzę mój dawny pokój, twarz Darka. Wszystko jest takie namacalne, takie prawdziwe, jakby otaczało mnie naprawdę. Długo nie radziłam sobie z gniewem do ojczyma, ze smutkiem do matki, z żalem do samej siebie, bo... nie poradziłam sobie wtedy. Dalej nie umiem, tak po prostu o tym myśleć, nawet z wiedzą, że to już za mną. Blizna pozostanie na zawsze. Zdarza się, że otwiera się na nowo, czasem szczypie i nieprzyjemnie pulsuje, a mnie ogarnia głęboka depresja, z