Fantastyka · 6 min czytania
Świadoma gorączka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mam gorączkę. Wysoką gorączkę. Mówią, że statystyczny człowiek wtedy bredzi. Czyli ja nie jestem statystyczną jednostką. Nie utraciłam świadomości. Wszelkie doznania nie zwiększyły swojej siły. Świat jest takim jakim był. Jakim został od tamtego momentu. Montmartre. 21 października. Statystycznie tę dzielnicę odwiedza... Nie! Koniec statystyk. Stoimy razem na jednej z ulic, tych ulic, które zbiegają się gdzieś daleko stąd... Zatem stoimy, a raczej staliśmy daleko stąd, trzymając się za ręce. Pamiętasz? Miałam wtedy ten śliwkowy płaszcz, w którym niemiłosiernie zmarzłam. Powinieneś mnie wtedy przytulić, żeby ogrzać mnie swoim ciałem. Nie zrobiłeś tego. Z drzew spadały liście, szarpane bezwzględnym wiatrem. Wirowały nad naszymi głowami. Zapadał zmrok. Było szaro i chyba smutno. To Ty zadecydowałeś, żebyśmy stąd poszli, bo to Ty byłeś górą. Ścisnęłam Cię mocniej za rękę, bo chyba się bałam. A Ty pociągnąłeś mnie w kierunku cmentarza. Tak, tego cmentarza Montmartre. Szliśmy wąską drogą rozkopując liście. Światła latarń rozpłynęły się we mgle. Zanikła cywilizacja. Za to przed nami stanęła brama. Okazała brama, prowadząca do wielkiej sypialni umęczonych życiem dusz. Przestąpiliśmy jej próg. W tym przerażającym mroku próbowaliśmy wymacać stopami ścieżkę. Miałam wtedy na sobie te oliwkowe półbuty, z których za każdym razem się śmiałeś. Po omacku sunęliśmy do przodu, nie przestając ściskać swoich dłoni. W takich okolicznościach w człowieku budzi się instynkt. Słyszysz, czujesz, ale nie widzisz. Czujesz nawet zapach potu idącej obok Ciebie osoby, mimo szczelnego opatulenia polarową kurtką, słyszysz bicie własnego serca, ale cholera nie widzisz nic! Słyszysz jakieś odgłosy nocy, a każdy szelest utwierdza Cię w przekonaniu, że nie powinieneś tu być. Ale to tylko Twoja chora wyobraźnia, żądna mocnych wrażeń zresztą... W końcu czujesz ciepło, które przepływa z ręki do ręki. Ja tak czułam Twoje ciepło, mimo że ostatnio bywało chłodno między nami. W końcu nie wytrzymałam i wtuliłam się w Ciebie najmocniej jak umiałam. Potrzeba skrycia się za parawanem ludzkiego ciała była silniejsza ode mnie. Gdy staliśmy tak – ja przywarta do Ciebie, a Ty opierający swą brodę na mojej głowie, powiedziałeś, że mnie kochasz. Do dziś zastanawiam się, dlaczego zrobiłeś to w takim miejscu... Nie wiem ile tak staliśmy. Silny wiatr próbował wytrącić nas z równowagi. Nie daliśmy się jednak jego oporowi, tworząc zwartą konstrukcję harmonijnie przylegających ciał. Wokół nas tańczyły dusze. Jedne roześmiane, inne smutne. Wiesz? Wtedy też zapragnęłam by duszą. Materią, która pozbawiona cielesności, nie cierpi przez nią. Unosi się nad ziemią, nie zaznając jej problemów. Jest zjawiskiem pozbawionym określonego…