Inne · 2 min czytania
Świat wspaniały
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Znów ulice zatłoczone, ludzie pędzą Bóg wie gdzie - czego, czego tłum ten chce? jego twarze... tak zmęczone...
Dokąd biegnie ten to chudy? a ta beczka gdzie się toczy? Ten tam niski, dokąd kroczy? Wszyscy idą w świat ułudy?
Wstać, i żreć, przed siebie iść, pędzić, do gułagu zmierzać, pracy życie swe zawierzać, więdnąć wieczór niczym liść...
I znów budzić się o świcie, szczać, i szybko do roboty - w niej wyciskać siódme poty, potem zasnąć - cóż za życie!
Część 22 / 2
A ja siedzę na przystanku, patrząc na tych ludzi mrowie - ja!, nierobem co się zowie, zerkam na nich o poranku...
Noga z nogą się krzyżuje, i najtańsza fajka żarzy; widzę tysiąc szarych twarzy, każda w nicość się wpatruje...
Gęby martwe, skamieniałe, jak cyborgów, manekinów, automatów, skablisynów; mięśnie sztywne, spopielałe...
Włażą w tramwaj - tak od lat; na krzesełkach…