Horror · 3 min czytania
Świąteczna cisza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świąteczna Cisza
Święty Mikołaj rozłożył się w wielkim, pluszowym fotelu. Otworzył puszkę zimnego piwa i niemal, że jednym haustem pochłonął całą jej zawartość. Co za ulga... - westchnął pod nosem, przecierając rękawem resztki piany z długiej, siwej brody. To były najbardziej pracowite święta w całym jego dorobku. Wyjątkowe, bo wyjątkowe zresztą rozdawał tego roku prezenty. Najważniejsze, jednak było, żeby dotrzeć do absolutnie każdego dzieciaka w Polsce. W tym przypadku nie miało znaczenia, czy były grzeczne, czy też nie. W gruncie rzeczy wszystkie były takie same. Zarozumiałe, krnąbrne i hałaśliwe. Dzieciaki zawsze były niewdzięczne. Nie potrafiły wydusić z siebie nawet głupiego dziękuję, kiedy obdarował je prezentami, ale drzeć się - "mamo, kiedy wreszcie przyjdzie ten Mikołaj?!", to przychodziło, im bez trudu. Zazwyczaj zastawał je rozwrzeszczane oraz uślimaczone od łez i glutów z nosa. Nieprzerwany bek i wrzask, gwałcący jego przewody słuchowe. Czy one na prawdę nie zdają sobie sprawy, że oprócz nich ma do obskoczenia jeszcze kilka milionów innych dzieci? Że czasami może się spóźnić lub nie dojechać na czas? Dzieci... Małe, tępe, rozhisteryzowane, niewdzięczne gówniarze. Czasami, miał już dość tej roboty. Jednak tego roku znalazł na to sposób. Idealne rozwiązanie na jednoczesne zamknięcie miliona rozwrzeszczanych gardeł. Takie