Erotyka · 12 min czytania
świąteczna opowieść
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świąteczna opowieść
Może spędzimy te święta razem? - Odwracając się szepnął jeszcze nieśmiało - No, co ty se myślisz - niemal krzyknęłam - Czy ja mu powiedziałam że chcę być uwiedziona? Właśnie proponuje mi wyjazd na wspólne święta, zaprasza jak gdyby nigdy nic. Cholera! Zaskoczył mnie. Zaniepokoił. Zenek - Mieszka tuż, w niewielkim domku z ogrodem. Znamy się jak dwa obok siebie różnym charakterem innym znaczeniu nabazgrane wyrazy. Bywa, wychodzimy o tej samej porze dnia, niby nie szukając siebie, może jest to typowy przypadek. Spoglądam ukradkiem jak zatrzaskuje drzwi, obraca się i kiwa przyjaźnie uniesioną dłonią. Denerwują mnie te jego odruchy, wylewna słodkość, zawsze dopatruję się w niej pozorów sztuczności, gry, która pozwala mu zwabić i usidlić łatwowierność, niewinność, lub co najmniej wzbudzić sympatię otoczenia. - Dzień dobry, jadę też do śródmieścia – wsiądziesz?...zapraszam. I patrzy tak, tak jakoś, że zmrożona boję się odmówić, choć potem przyrzekam sobie - wsiadłam ostatni raz! Przyrzekam sobie bez skutku, jak ktoś śmiertelnie zarażony morfiną. Zresztą oczekiwanie na przepełniony autobus w sercu jesiennej pluchy wśród pasażerów nafaszerowanych oddechem spalanego tytoniu, rozciapanych mokrych liści, w mglisty poranek nie nastraja mnie przychylną dobrocią. Dzisiaj jak zwykle.... Dzień dobry. Jadę też do śródmieścia, grzecznie zaprasza do wnętrza wypieszczonej limuzyny i, i o tę kupę wypieszczonego żelastwa mam być zazdrosna? - Jestem zazdrosna! Bywa obserwuję, w pogodny dzień ustawia to cacko na podjeździe. Przynosi zestaw balsamów, szmatek, szminek, kremów, żelów układa to wszystko na przenośnym stoliku. Potem ręczniczki, frotki, szmatki, piórka, fatałaszki i pieści tę stal jak obnażone ciało ukochanej, usiłując dotrzeć w najbardziej intymne miejsca...Wprawdzie ja podobnie dotykam pieszczotliwie wszystkie rurki w moim rowerze - no, ale to co innego. Za każdym razem podwozi mnie tuż pod wejście, niespiesznie zatrzymuje się, choć tu jest zakaz dla zatrzymywania… - Proszę – - Dziękuję, część. I nic poza tym Nasze okna mojej sypialni często w słodkiej tajemnicy spotykały się z jego gabinetem szepcząc coś do siebie, ponad niskim parkanem. Wpatrzone ciekawie udając obojętność, ukradkiem odkrywały swoje oblicza jak gdyby chciały w uścisku pojednać zachowując dla siebie najsłodszą tajemnicę. Po obu stronach zielonego żywopłotu, mizdrzyły się dwie żywe historie, wątkami snutymi głęboko w myśli. - A może były to tylko marzenia skrywane w samotności długich wieczorów - A może to tylko tęsknota za czymś misternie nieznanym - A może to tajemnicza powinność, od pradziejów zakodowana w niewidzialnych genach W oknie przeglądam…. na pierwszym planie, jego jasno oświetlony gabinet. - Regały, dużo książek, do pół napełniona szklaneczka a obok napoczęta butelka. Później tam gdzie gaśnie światło, będzie nocna niekończąca się księżycowa poświata komputera, no i ciemnieje jego sylwetka przyczajona za przezroczystą szybą. - Sylwetka głodnego wojownika, którego sława dawno już zapomniana. Łączy nas też przelotna cicha, letnia melodia, którą nucił straszliwie fałszując wysokie tony. Oj! Kaśka jest późno, daj spokój ucz się jutro egzamin... – ganię sama siebie – znowu odwróciłeś moją uwagę, dobrze, dobrze już wracam. - Mówię wam najgorzej jest, gdy następuje pełnia księżyca… Oo o… Nie widzę go w oknie... - Widocznie kręci się po kuchni.... Wtedy zaczajona życzę mu nietoperza, rozdeptanej ropuchy, jaszczura i piekła w rondlu Pomyślicie na pewno, że jestem wariatka. Wiem, że mnie czasem podgląda, podła świadomie przymierzam bieliznę.... Tak, tak, moja szelmowska prowokacja to chyba zboczenie, sprowadzi to kiedyś na mnie wielkie nieszczęście… a może skończy się tyko na wstydzie? Ach, co tam... Potem leżąc samotnie w pościeli, czuję jego gęsty zarost, nieznośne wibracje ocierających nóg dopadają mnie i układają się obok. - Dzisiaj jest dzień ostatni, właśnie mijam siedemnaście lat – - zaraz na początek zapadając w ciepłym fotelu oznajmiam recytując mu prosto w twarz z prowokacyjnym mamlaniem gumy. Ożywił się. Ruszył gwałtowniej dociskają pedał gazu, gwałtowniej niż zwykle. O! Pachnie mi tu nadużyciem, czy idziesz dziś na wagary? Włączył wycieraczki i podsuwając się bliżej po raz pierwszy dotknął mego ramienia . Zaledwie musnął lekkim uściskiem… A gdzieżby tam – mówię żuchlając wciąż tę samą gumę… i poczułam dziwne ciepło, które przepływało z miejsca dotyku. Odradzało się, potęgując i łaskocząc miłym ciepłem w głąb i w głąb.... No Kaśka! - Ostrzegam siebie i odpycham obraz, który zawładnął moją wyobraźnię. Kaśka wstydź się! Miałaś się zastanowić – przypomina mi, mówiąc powoli, przypomina jakby to było bardzo ważne , najważniejsze. - Wyjeżdżam za trzy dni mówiłem Ci kiedyś mam niewielką posiadłość w Lubuskim. Tam w moim domku uczynię z ciebie prawdziwą księżniczkę. Naprawdę, ty jedna będziesz pasować do tamtego otoczenia, jesteś tego godna. Zasługujesz na to… Nalega. Czuję to, nalega! Ale sytuacja... Jestem zafascynowana i podniecona. A gdzieżby tam – mówię. A w środku we mnie coś kołacze, gra i woła, jedź głupia, co masz do stracenia? Przesiedzisz te święta, przy rodzicach przesadnie zastawionym stole i komputerze. Nie, żebym leciała na jego kasę, a gdzieżby tam!...Czy też na urodę, jest taki średni i znacznie starszy! Choć to mnie najmniej obchodzi. Już późno. Muszę lecieć! Krzyknęłam prawie Aha, zadzwoń wieczorem. O dwudziestej, zastanowię się jeszcze...No i muszę spytać rodziców. - Cześć. Szybko wysiadam. Wiem, że będzie czekał i patrzył, patrzył za mną jak się poruszam, będzie patrzył aż zniknę w bramie... Stąpając na końcach palców napinam pośladki, lewy w górę prawy szeroko i … szybko w dół...Niech sobie patrzy i wyobraża, że jestem różowym łabędziem! Przemyślałam