Aktualności · 5 min czytania
Świąteczny chaos.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spadł śnieg. W mieście zapanował istny chaos. Póki była iście wiosenna pogoda, na świątecznych zakupach można było przyłapać niewiele osób. A teraz? Jakby wszyscy widząc śnieg, przypomnieli sobie o świętach. W sklepach panował tłok. Ktoś na kogoś krzyczał, jabłka, mandarynki czy innego rodzaju owoce rozsypywały się po ośnieżonym chodniku. Auta zapełniały każdą wolną przestrzeń ulicy- korki ciągnęły się niemiłosiernie. A ja niestety, byłam jedną z osób, które widząc śnieg, przypomniały sobie o świętach. -Przepraszam, gdzie są karpie?- spytałam miło wyglądającą ekspedientkę. -A skąd ja mam wiedzieć?! Niech sobie pani sama poszuka!! -ofuknęła mnie. -Ale pani powinna wiedzieć- w końcu pracuje tu pani- wskazałam na jej białą plakietkę z imieniem , nazwiskiem i zdjęciem. Ekspedientka popatrzyła na mnie, jakby chciała mnie zabić. -I co z tego?! – warknęła i odeszła. Kogo oni zatrudniają? To woła o pomstę do nieba! W końcu znalazłam stoisko z karpiami. Wszystkie wyglądały słodko- pływały sobie w zbiorniku. Kupiłam najładniejszego i największego. -Nazwiemy cię Grześ- powiedziałam podnosząc siatkę na wysokość twarzy. Grześ w odpowiedzi otworzył pyszczek. -Chodź Grzesiu, musimy znaleźć naszą rodzinkę!- powiedziałam do karpia i niosąc go ostrożnie poszłam w stronę stoiska z zabawkami, gdzie zapewne czekały na mnie dzieci. Nagle ktoś uderzył swoją ciężką siatką w mojego Grzesia. Złapałam mężczyznę za staromodną kurtkę i szarpnęłam. -Co pan sobie wyobraża?!- ryknęłam. Mężczyzna popatrzył na mnie jak na idiotkę. -Co się stało? Wskazałam na Grzesia, który najwyraźniej otumaniony i ze wstrząsem mózgu patrzył na nas bezradnie, swoimi pięknymi, małymi oczkami. -Uderzył pan Grzesia! To ryba, ona też czuje! Myśli pan, że jego to nie bolało?!- warknęłam. Na twarz mężczyzny wpłynął pogardliwy uśmieszek. -To karp, droga pani. Przecież i tak pani mąż go zabije i zjedzą go państwo w wigilię.- powiedział. No rzeczywiście. Stałam tam i gapiłam się na gostka z otwartymi ustami. -Yyy....Do widzenia panu i Wesołych Świąt!- powiedziałam i szybko odeszłam, wierząc, że tę scenę widziało niewiele osób. Znalazłam dzieci. Tomek trzymał w rękach jakąś grę komputerową. Na okładce jeden mężczyzna poderżnął drugiemu gardło i trzymał jego głowę w rękach. Nieżywy człowiek leżał bezwiednie na ziemi a z jego szyi wyciekała krew. Boże. Spojrzałam na…