Duchy · 6 min czytania
Światło księżyca
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Patrzysz na zegarek. Jest już dobrze po dziesiątej, a rodziców nadal nie ma. Wyszli gdzieś po południu. Wspominali coś o spotkaniu, o znajomych, ale co cię to może obchodzić? Najważniejsze przecież jest to, że zostawili Ci całą chatę. Tak, jesteś teraz panem całego domu! Czy może być cos wspanialszego? Pierwsza myśl: zaprosić kolegów i zrobić imprezę! Ale nie, odrzuciłeś ją już w momencie, gdy cię nawiedziła. Przecież JESTEŚ SAM! Jesteś z tego powodu szczęśliwy i nie pozwolisz komukolwiek, a zwłaszcza kumplom, psuć tej chwili. Możesz przecież robić, co ci się podoba. I tak też było. Robiłeś to, na co tylko miałeś ochotę. A więc skąd ten niepokój? Przecież chyba nie boisz się o rodziców? Może godzina rzeczywiście późna, ale oni są przecież dorośli! ...a jeżeli ktoś ich napadł? Albo ich porwał? Właściwie, to skąd u ciebie taki strach? Przecież zawsze tego chciałeś... a, jasne. Tylko, że teraz cały dom jest na twojej głowie, musisz na niego zarobić... ale ty nie chcesz iść do pracy. Nie, masz rację, to niemożliwe. To wybujała fantazja płata ci figle. Tak, nie ma się co przejmować.
Nagle, pogrążony w zamyśleniu, usłyszałeś zgrzyt zamka w drzwiach. Zaciekawiony wyszedłeś z pokoju. "Któż to może być?" myślisz. Tylko dlaczego nie zadowalasz się odpowiedzią, iż to rodzice? Ostrożnym krokiem schodzisz na dół, spoglądasz na drzwi wejściowe. Są zamknięte. Spostrzegasz, iż na całym piętrze nie ma zapalonej ani jednej żarówki. Przywykłeś już do ciemności, wystarczy ci światło księżyca wpadające przez okna. Dlatego nie marnujesz czasu na szukanie włącznika, tylko od razu kierujesz się do salonu. I tak po kolei sprawdzasz wszystkie pomieszczenia. Zauważasz ich wspólną cechę: nikogo w nich nie ma! Więc kto wchodził do domu? Czujesz, jak przelatuje cię dreszcz. Nagle znów słyszysz zgrzytnięcie klucza, a chwile potem skrzypienie drzwi. Przecież te drzwi nigdy nie skrzypiały! "Co jest?" sobie myślisz, lecz pytanie pozostaje bez odpowiedzi. - Co się tu do cholery dzieje! - wykrzykujesz na cały głos. I jakby w odpowiedzi dostrzegasz przed sobą, w odległości kilku metrów, zarys postaci, który zaczyna się przemieszczać w stronę schodów. Wychodzi na górę, lecz zdaje się nie dotykać wcale stopni. Jakby sunęła w powietrzu. Cały czas jest obrócona twarzą w twoją stronę. W takiej sytuacji najlepiej by było zemdleć, lecz strach cię zupełnie sparaliżował. Chcesz zapytać, masz mnóstwo pytań, lecz nie możesz żadnego wymówić. Postać zdaje się być młodą dziewczyną o nie wysokim wzroście i długich, ciemnych włosach. Dostrzegasz, jak wyjmuje spod ubrania nóż. Jego klinga delikatnie…