Psychologia · 4 min czytania
Światło w ciemności
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I
Podobno żyjemy tylko po to by znaleźć Piękno. Wszystko inne jest tylko sztuką oczekiwania. Szukałem Piękna w nadziei , że je odnajdę. Pomimo , iż było to Piękno cielesne, na początku nazwałem je Czystą Ideą, Czystym Pięknem. Nie chciałem Ciała, chciałem Idei właśnie, symbolu Piękna. Sołowjow, Mereżkowski ,Bierdiajew – mieli swoją Sofię, Czystą Kobiecość, Bożą emanację i hipostazę. Ja już wcześniej , w mojej powieści „Intimissimi” nazwałem ją Mariną. Jakaś przedziwna intuicja kazała mi przedstawić ją w ostatnim rozdziale na tle tafli morza. I to właśnie nad morzem zaczęło się spotkanie z moim czystym Pięknem, z moją Mariną... Jeśli chodzi o fizyczność – dokonało się największe zjednoczenie jakie jest . Nie mogło już być większego. Chcę mówić o tym oględnie, nie powtarzając dawnych błędów. Chcę być znowu czysty. Zjednoczenie ciał, dusz nie. To nie było możliwe. Mogłem mieć Piękno fizyczne. Nie kryła się za tym elegancja ducha, raczej jego poniżenie, beznadzieja, opanowana do końca przez Księcia Ciemności. Fizyczne Piękno wiążę się bowiem zazwyczaj z udrękami duchowymi. I na odwrót- Piękno duchowe wiążę się z udrękami cielesnymi. Ciałem umartwiamy duszę, duszą ciało. Piękności , które spotykamy na ulicach wielkich miast, tak często mają poranione wnętrze... Ja miałem takie Piękno. Ból skryty za falą złota. Schorzenie za zdrową skórą. Wątła psychika za rozłożystym i bujnym ciałem. „ Jednakże Piękno nie może obejść się bez udręki sumienia, wiecznego cierpienia Duszy” – oto było motto Intimissimi. Żałuję tych chwil nieidealnych, płaskich , z wyrywanym dotykiem. Cieszą mnie te chwile ciszy spędzone z Pięknem, a było ich wiele. Wstyd mi chwil kiedy byłem tylko ciałem , tylko mięsem. Jestem dumny z tych chwil, kiedy pieściłem święte stopy Nieodgadnionej Kobiecości. Tak wyglądał raj. Byłem w nim. Później nadeszło purgatorium...…