Fantastyka · 5 min czytania
Światło widzę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Notka odautorska: W zasadzie, to nie zamierzałam umieszczać moich opowiadań na tym portalu, trafiłam tu całkowitym przypadkiem. Jednak po przeczytaniu kilku wysoko punktowanych w rankingu utworów, niestety nie mogłam powstrzymać się z ostrą krytyką, co poniektórzy zareagowali mocno impulsywnie i zostało mi zarzucone, że jestem jakims „ktosiem” który sam nic nie pisze i nie potrafi tylko anonimowo „zjeżdża” innych. Ponieważ piszę i to całkiem sporo, postanowiłam jednak zamieścić drobną próbkę własnej twórczości. Prezentowane opowiadanie (a w zasadzie short) powstało na potrzeby forum Science Fiction Fantasy i Horror, gdzie z konieczności zostało okrojone do 3500 znaków. Tutaj przedstawiam wersje odrobinę dłuższą. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe ;)
***
- Światło, widzę światło! „Nic nie widzisz, idiotko, przecież jesteś ślepa!” – pomyślał ze złością. - Widzę światło! – powtórzyła uparcie jeszcze parę razy i umilkła, wyczerpana. Z niechęcią obmył ją i podłączył na chwilę kroplówkę. - Nie tak miało być – westchnął, przyglądając się obrączce, z wygrawerowanym napisem „Nie opuszczę Cię aż do śmierci”. Gdyby mógł, opuściłby ją natychmiast. Gdy pięć lat temu zdecydowali się na lot, byli młodzi, zakochani i pełni nadziei, że na innej planecie i samym luksusowym statku, czeka ich niezwykłe życie. Pierwszy rok spędzili na zabawach, korzystając obficie z niezliczonych atrakcji, jakie zapewniała „Droga do Raju”. A potem zdarzył się wypadek, ten przeklęty, bezsensowny wypadek i jego Alis zmieniła się w ślepą, sparaliżowaną zarówno ruchowo jak i umysłowo, kłodę. Nienawidził jej. Głównie dlatego, że czuł się winny, patrząc na to, co z niej zostało. To on miał zostać wciągnięty i połamany. Uratowała go, kosztem własnego zdrowia. Żałował, że nie zapłaciła za niego życiem i czuł się podle z tymi myślami. - Światło widzę! - Jakie światło? – zapytał ze zrezygnowaniem. - Jak Słońce! Na zewnątrz, piękne! Musisz zobaczyć! – Wyciągnęła prawą rękę, jedyną w miarę sprawną kończynę i próbowała pochwycić jego dłoń. - Nie ma tu żadnego światła – warknął. - Jest! Chodźmy! – Ręka zaczęła wybijać nerwowy rytm. – Chodźmy!!! - Dokąd? - Musisz zobaczyć! Przez okno! Weź mnie, chodźmy! Zaczęła jęczeć i powtarzać to w kółko, zupełnie jak podekscytowane odkryciem dziecko. - Idiotka – syknął przez zaciśnięte zęby, ale posadził ją na wózek inwalidzki i powoli opuścili kajutę. „Droga do Raju” tętniła życiem.…