Gotowanie · 5 min czytania
Święta 5 - Halloween Special
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ostatnio trochę ściemniłem, macie mnie. Taki ze mnie durny mięczak, jedne święta jednak lubię, Halloween, znaczy się. No wiem, że to takie nieprawdziwe święto, tylko jakby zmyślone, ale i tak je w sumie lubię. Wszędzie strachy, w kinie dają fajne filmy, gdzie jucha chlapie na lewo i prawo, gnojków można z cukierków kroić no i oczywiście te dynie. Normalnie to ja bym tego gówna do gęby nie wziął, bo za duże to zrobili. I myślałem, że dynia jest trująca. No nic, ale jakie krzywo wyczesane numery można z tych dyniów wycinać… Aż główka mała. Jakieś latarnie takie, mordy szczerbate a w środku światełko się pali. Pół dnia zazdrościłem gostkowi, który wykumał te dynie… A potem sam wymyśliłem jak zrobić, żeby MOJE Halloween było równie wystrzelone w kosmos.
Z samego rańca już siedziałem u mojego dobrego kumpla Dave’a, tego co to się interesuje dziwnymi rzeczami i gadałem, co mi chodzi po głowie. A ten pokazał mi taki film z kukiełkami i fajną muzą, gdzie kościotrup też chciał zrobić własne święta, te z choiną, ale mu nie wyszło. Bo wyszło mu drugie Halloween. I Dave do mnie, że to ku przestrodze, żebym za bardzo nie kombinował. Nie skumałem o co chodzi to mu wygarnąłem, że Grave Dave znowu uroił sobie coś pod czapką bo to bździoch i dekiel! Facet się zjeżył, pokazał paluchem drzwi i powiedział, że w tym roku nie da zrobić ze swojej chawiry Domu Strachów. No i dobra twoja mać, gdzie indziej też da się po kryjomu palić papierochy i macać koleżanki z klasy, pomyślałem, i jakoś mnie tak od razu naszło na zadymę. To na pożegnanie przebiłem temu Dave’owi oponę w rowerze, co to stał na ganku. Tak, ze złości, choć prawdziwa złość to mnie chwyciła dopiero wtedy, jak sobie przypomniałem, od kogo Dave ten rower pożyczył.
Jakoś tak po dobrym obiedzie zachciało mi się w ogóle ruszyć z tym całym planem na Halloween no i poszedłem w miasto. Wiedziałem, że ta bździągwa będzie się szlajać po centrum handlowym ze swoimi dwoma niewolnicami, no bo kto z własnej woli by tam z nią wytrzymał. Przybiłem więc do ciastkarni, żeby łyknąć trochę cukru i spokojnie pomyśleć. Usiadłem przy stoliku, zdjąłem buty bo mnie wkurzały od rana no i zaczęła się burza w mózgu. Plan był jasny - wykombinować coś tak przeraźliwe strasznego i obrzydliwego, że Maggie, ta kaflara, do końca życia zapamięta ten dzień. Był film, co go to rano z Dave’m oglądałem, tam gościu przebrał się za Mikołaja i nieźle namącił. Ale by była jazda jakbym się też tak przebrał, myślę. Na