Aktualności · 9 min czytania
Święta nieświętego
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rafał Wałęka „Święta nieświętego”
Rozdziałek 1. Gwieździste niebo otulało horyzont magiczną płachtą. Jak co roku, w ten piękny świąteczny czas… Święty Mikołaj jak zwykle był zajęty pomaganiem innym. Rozdawał prezenty, wdychał aromat świątecznych potraw i żałował, że nie może zasiąść z którąś rodziną przy wigilijnym stole. -Terminy gonią, ale taka robota. Zresztą Mikołajowej w domu to bym tylko przeszkadzał w gotowaniu… - pomyślał Mikołaj wzdychając, gdy w jego radiu zaczynało właśnie grać „Wśród nocnej ciszy…” -…Szacunek ludzi ulicy, wśród nocnej ciszy, wiesz co się liczy? Szacunek ludzi ulicy – usłyszał Mikołaj, gdy melodyjne dźwięki kolędy z radia zmieszały mu się z nasłuchem wiele kilometrów pod nim. Pod licznymi blokowiskami, młodzież zbierała się na świąteczne piwo z kolegami. Mikołaj z trwogą pomyślał o opóźnieniach i przycisnął pedał gazu w saniach. Rudolf i reszta reniferów przyśpieszyły ciągnąc powóz Mikołaja po niebie. Zostało mu jeszcze tylko kilka domów do obdarowania…
Rozdziałek 2. Święty Mikołaj zatrzymał sanie w powietrzu i zaciągnął róg Rudolfa, który spełniał rolę hamulca ręcznego. Poprosił go też o zaświecenia nosa awaryjnego. Najstarszy spośród Reniferów Mikołaja, widząc jak jego szef opuszcza się po drabince na dach jednopiętrowego domu, pomyślał po podwyżce. -Może coś jak święto Renifera? Muszę pogadać ze związkami zawodowymi. Jeśli elfy kurduple mogą wyglądać jak Legolas we „Władcy Pierścieni”, ja mogę zagrać co najmniej wojowniczego rumaka. Gandalf Czerwony, ruszaj tyłek i wracamy do Laponii, bo w tej Polsce to ziiiiiimno – mówił Rudolf pod nosem, podczas gdy Święty Mikołaj właśnie pakował się do komina. Ten magicznie się rozszerzył, dzięki czemu Mikołaj nie musiał prosić Chodakowskiej o taśmę z jej ćwiczeniami. Gdy Mikołaj przecisnął się już na dół komina, wraz ze swoim workiem, spotkała go niemiła niespodzianka. Wpadł w pułapkę. Dwójka dryblasów w dresach złapała go, trochę obiła i wrzuciła do worka swojego, który z kolei wylądował w bagażniku. Nim renifery zdążyły ogarnąć sytuację, Mikołaj został już porwany. -Stary, mamy ogon! – powiedział jeden z porywaczy do niższego towarzysza. Ten przycisnął mocniej pedał gazu. Sanie Mikołaja zbliżały się, gdy nagle przeszkodziło im stado gołębi. Rudolf przeklął pod nosem na te latające szczury, jak zwykł je nazywać w złości i z żalem przekazał kolegom reniferom oraz elfom w centrali, że Mikołaja porwano – trop się urwał… -Mamy go – zameldował przez telefon jeden z dryblasów.
Rozdziałek 3. Święty Mikołaj trochę oberwał nim zdjęto mu z głowy czarny worek. Jak tylko wzrok przyzwyczaił się do światła, zrozumiał biały brodacz w czerwieni zrozumiał gdzie jest. Miał przed sobą mafioza, siedzącego za drewnianym biurkiem i w wielkim fotelu, który miał mu dodać autorytetu. -Willa rodem z Ojca Chrzestnego – pomyślał przywiązany do krzesła Mikołaj. Wąsaty szef Mafii z brzuszkiem nie mniejszym niż Mikołaj, patrzył na Świętego ze sztuczną wyższością. -To jakaś pomyłka – powiedział Mikołaj sprawdzając językiem czy ma wszystkie zęby. Mikołajowa znów będzie go wysyłać do dentysty, NFZ dostawał od nich same rózgi. Obawiał się zemsty. -Mikuś, jak powiesz gdzie chowasz fanty to będzie pomyłka. Póki co myślę, że trafiliśmy bardzo dobrze – Mafiozo mówił spokojnie, naprawdę był prawdziwym bossem rodem z filmów. Gdyby Mikołaj wypił za „Laponii” uznałby, że to jakiś sen. -No przecież są święta Bożego Narodzenia, a ja rozdaję prezenty – Mikołaj też nie dał się zastraszyć. -Właśnie! Święto kościelne, a ty pracujesz?! Święty Mikołaj nie taki święty... – Mafiozo miał trochę racji, ale z tego rodzaju bezsensowych. -Domyślam się, że widniejesz na mojej liście niegrzecznych – Mikołaj domyślał się kim jest ten Mafiozo. Znał jego personalia, teraz pozna złość lokalnego bossa. Mafiozo skinął głową dwóm pomagierom, a ci lekko przypomnieli Mikołajowi co to ból. -Jeśli ktoś gdzieś jest na jakieś liście to jest to moja lista i ja rządzę kogo tam wpisać. A teraz powtórzę Mikuś, dawaj lokalizację fantów – ponowił przesłuchanie Mikołaj. -Jakich fantów? Naprawdę mnie z kimś pomyliłeś. Puść mnie, bo nie