Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Święta w Akyrfie część 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pośród ośnieżonej sawanny piętrzyła się samotna góra, ku której kierowali się nasi bohaterowie. Była ona widoczna z odległości wielu kilometrów. Tam właśnie mieszkała Pani Baba. Panowała tam pewna anomalia pogodowa. Biorąc pod uwagę jednak fakt, że w całej Akyrfie działy się anomalie, więc jeszcze jedna nie powinna nikogo zaskakiwać. Jednak to co działo się na górze nie było normalne nawet jak na owe warunki, bowiem tam nic się nie zmieniło. Kiedy cała Akyrfa była zasypana śniegiem i panował chłód, tak góra Kolomandzaro pozostała zielona i dosłownie tonęła w słońcu. Była tak podświetlona jak piosenkarz, na którego pada światło punktowe podczas koncertu. Dla mieszkańców Akyrfy była niczym latarnia morska widoczna w nocy na morzu. - Ktoś tu powiedział, że mogą być kłopoty z trafieniem. Tu naprawdę trzeba się nieźle natrudzić, żeby nie trafić – zwrócił się sęp do geparda., ten jednak pozostał w milczeniu. Przez cała drogę prawię się nie odzywał, podczas gdy Ted paplał jak najęty. Byli już bardzo blisko. - Zobacz jak tu jest gorąco, możemy zdjąć te futra i zacząć się opalać – ciągnął dalej sęp. Milczenie. - Ja tu chyba zamieszkam. Wprowadzę się do tej Baby, będę leniuchował, jadł z jej talerzy, spał w jej łóżku i korzystał z jej muszli klozetowej. Myślisz, ze mnie polubi? Milczenie. - W najgorszym razie możesz się do nas wprowadzić, w ten sposób będziesz miał z głowy kwestie rodzinny. Tylko musimy uzgodnić, kto gra role ojca, a kto syna. Milczenie. - A co ty taki milczący dziś jesteś? Milczenie. - Aha, rozumiem. Mamy ciche dni. Ciągle milczenie. W tym czasie sprawnie posuwali się naprzód, szczyt był coraz bliżej. Gepard całkowicie ignorował gadanie sępa, natomiast z wielką uwagą wpatrywał się w wielką kapustę widoczną na szczycie, w której mieszkała czarownica. Kapusta była dojrzała, nie miała ani okien, ani drzwi, ani żadnych innych otworów. Wokół panowała cisza. Dwójka podróżników zatrzymała się przed nią, zastanawiając się co powinni teraz zrobić, aby wejść do środka. O Pani Babie wiedziano bardzo niewiele, wielu nie zdawało sobie w ogóle sprawy z jej istnienia, inni panicznie się jej bali, jeszcze inni twierdzili, ze jest ona niespełna rozumu. Na górę Kolomandzaro mało kto się zapuszczał, ponieważ powszechne było przekonanie, ze tam straszy. - Może powinnyśmy zapukać – zaproponował Ted, przerywając cisze w której przez chwile stali. - Hop, hop! - zawołał gepard, w odpowiedzi na pytanie swojego kompana. - Hop, hop?! Nie mogłeś wymyślić nic bardziej idiotycznego. Znałem kiedyś szakala, który... Nie dokończył, gdyż liście kapusty zaczęły nagle odwijać się ukazując ciemny otwór na tyle duży, by dwójka zwierząt mogła swobodnie wejść. Nie było jednak przez niego widać co jest w środku. Przypominał ciemne wejście do pieczary, w której czai się smok. Ptak i ssak wpatrywali się w nią jak zahipnotyzowani. - To chyba zaproszenie do środka – odezwał się Gerard. - Ja tam nie wejdę, boje się ciemności.- wyszeptał sęp. Jego nastrój uległ gwałtownej zmianie. Stał się pokorny. - Tym bardziej, że nie wiadomo co jest w środku. Tam nic nie widać, a jeżeli nic nie widać to tego nie ma, a jeżeli nie ma, to nie ma się czego bać. Gdybym to ja powiedział to co ty teraz, to ty byś pewnie powiedział to co ja teraz. Zatem teraz, skoro ty wiesz, ze ja wiem, to co ty wiedzieć powinieneś, a wiesz tylko o tym zapomniałeś, to powinnyśmy ustalić co dalej, czyli wejść i co będzie, to będzie. - Ej, ja tu jestem od mądrzenia się, wchodzisz mi w

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Święta w Akyrfie część 4 — czytnik · opowiadania