Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 7 min czytania

Święto Tanczącego Śledzia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Święto Tańczącego Śledzia

Jedyne, w co naprawdę wierzył Benito Delicti, to wpływ przemian wśród ciał niebieskich na ludzkie poczynania. Dlatego spotkania z dziewczętami wyznaczał na czas, gdy księżyc dążył do pełni. Przecież w tangu kobieta i mężczyzna też dążą do pełni – pełni uczuć, również tych, które nie mogą znaleźć ujścia. Do końca miesiąca księżycowego pozostało pięć dni. Śledzie moczyły się w misce, czekając na odegranie swojej roli, Delicti zaś oddawał się marzeniom o kolejnej lekcji tańca, którego kroki wkrótce miała poznać jego nowa uczennica. Okres pomiędzy spotkaniami nazywał „postem”. Przestrzegał go bez większego wysiłku, bo przyjemność świętowania znacznie rozciągała się w czasie. Miesiąc Delictiego, podobnie do miesiąca księżycowego, dzielił się na fazy. Pełny cykl składał się z podniecającej fazy przygotowań, potem krótkiej, ale doniosłej fazy spełnienia, kiedy to w tańcu mógł zbliżyć się do swoich dziewcząt i obejmować je tak mocno, jak to tylko możliwe, a wreszcie fazy wspominkowej, satysfakcjonującej i pouczającej. Dni zaczynały się i kończyły, księżyc ulegał cichemu przeobrażeniu, a Delicti zabijał czas coraz bardziej szczegółową wizualizacją nadchodzącego spotkania. Śledzie już się suszyły na strychu, zajmując sporą część suszarni nad jego mieszkaniem. Nikt nie pytał jak i dlaczego Delicti wszedł w posiadanie jedynego klucza do strychu. Kto by się interesował ubogim, włoskim emigrantem, który z nikim nie rozmawiał i nigdy nie przyjmował gości? Lekcji włoskiego udzielał zawsze poza domem, a fakt, że swoje uczennice szkolił również w tańcu, pozostawał w ukryciu. Wprawdzie na uczeniu klasycznych tańców mógłby w owych czasach nieźle zarobić, lecz niektóre z jego autorskich pomysłów mogłyby nie spodobać się byle dyletantowi. Wolał swoje hobby realizować z daleka od ludzkich oczu i szklanego oka kamery. Plan wyglądał zawsze tak samo, tylko tancerki i parkiet się zmieniały. Właśnie w czerwcu parkietem miała stać się rzeźnia z nieogrodzonym, rozległym zapleczem. Idealne miejsce, żeby nauczyć się kroków – a potem rozwinąć skrzydła. W wigilię święta, kiedy śledzie już wyschły, zdjął wszystkie ze sznurka i przygotował do przeglądu. Po wymoczeniu w wodzie z solą i kilkakrotnym praniu, kolory trochę zmatowiały, ale tak miało być. Biorąc pod uwagę ich przeznaczenie, intensywność kolorów nie była ważna. Na decyzję poświęcił cały wieczór. Z podniecenia nie mógł nic jeść, a na stole zamiast talerzy rozłożył krawaty. Spośród tuzina różnokolorowych śledzi musiał wybrać taki, którego odcień współgrał z aurą partnerki. Gładził więc z namysłem każdą sztukę, porównywał wzory, zachwycał się dyskretną elegancją ulubionych, wąskich krawatów. W końcu wybrał czerwony. Kolor kojarzący się z czerwcem. Barwa kwiatu, od którego pochodzi imię przyszłej partnerki. Kolor dominujący w rzeźni.

Dzień spełnienia był jednocześnie dniem bezpośrednio poprzedzającym pełnię księżyca. Gdy zapadł zmrok, Delicti założył dżinsy, jasnobrązową marynarkę w czerwone esy-floresy i z nabożeństwem zawiązał sobie wybrany krawat. Mieli się spotkać na małej, wysadzanej kocimi łbami uliczce przy starej poczcie, skąd było już niedaleko do rzeźni. Śmieszne, nawet nie pamiętał jak się nazywa jego wybranka. Jej imię było długie i trudne do wymówienia, więc nazwał ją krótko - Róża. Zresztą, nie planował konwersacji - to

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%