Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 24 min czytania

Święty Mikołaj leci w kosmos

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Święty Mikołaj leci w kosmos

Pewnej nocy Mikołaj i Mikołajowa spali sobie smacznie nie spodziewając się niebezpieczeństwa. Był nim statek kosmitów latający nad Ziemią. Należał on do najinteligentniejszej cywilizacji we wszechświecie-Glutowców. Są to kosmici których ciało jest blado-zielone i ma konsystencję glutów. Mimo ich inteligencji często robią głupoty. Na przykład wtedy lecąc nad Ziemią sądzili, że pod nimi nie ma życia. Jedna z ich teorii mówi, że jedyne życie istnieje na zamieszkanej przez nich planecie-GulGulGlucie. Według innej koniec świata nastąpi wraz z przybyciem Wielkiej Kropli Do Nosa. To niezwykle dziwne istoty. Patrząc na dom Mikołaja i Mikołajowej myśleli, że to kamień. Za pomocą teleportu wciągnęli go na statek. Mikołaja to obudziło. Wstał i wyjrzał przez okno. Wtedy własnym oczom nie uwierzył. Zobaczył zielonych, oślizgłych, mających brzydki zwyczaj do autodestrukcji Glutowców. -Uszczypnij mnie-powiedział przerażony do Mikołajowej -Spadaj!-odpowiedziała mu nadal śpiąca Mikołajowa -Obudź się i wyjrzyj przez okno! -Ale przecież śpię! Wtedy Mikołaj postanowił obudzić żonę. Poszedł do kuchni i zrobił budyń. Następnie poszedł z garnkiem do sypialni i wylał jego zawartość na głowę Mikołajowej. Oczywiście budyń był gorący. Wtedy Mikołajowa wyskoczyła z łóżka, pobiegła do łazienki i umoczyła twarz wodą z toalety. Wyczytała w pewnej gazecie dla kobiet, że woda toaletowa jest dobra na cerę. Oczywiście chodziło o perfumy, jednak Mikołajowa jest niezwykle mało inteligentną osobą i źle to zrozumiała. Od tamtej pory codziennie rano moczy twarz wodą z toalety. Zaraz po tym zabiegu wróciła do sypialni i wyjrzała przez okno. -O kurcze blade!-zawołała nie umiejąc wymyślić bardziej oryginalnego tekstu -Co ty na to powiesz?-zapytał się jej Mikołaj -Trzeba wyjść i zlać tych kosmitów! -Co to da? -Nie wiem, ale tak robią ludzie porwani przez kosmitów w filmach scinece fiction. -Może lepiej spróbujmy z nimi negocjować. Wtedy do okna przy którym stali Mikołaj i Mikołajowa podszedł Glutowiec. Wybił szybę i dokładnie im się przyjrzał jednym ze swoich szesnastu oczu. Mikołajową to wnerwiło. Tradycyjnie wyciągnęła wałek i uderzyła nim kosmitę. Ten cały uległ autodestrukcji po czym znowu się pozbierał. Myśląc, że tak witają się Ziemianie trzepnął Mikołajową swoją oślizgłą łapą. Bardzo się zdziwił, kiedy ta się nie rozpadła. Pobiegł szybko do swojego dowódcy. -Szefie-zawołał do dowódcy kosmita-W tej skale, którą wciągnęliśmy są chyba jakieś formy życia. -No nie wierzę!-zdziwił się dowódca-To chyba niemożliwe. Jedyną żywą formą życia w galaktyce są Glutowcy. -Wygląda na to, że jednak nie. Do tego te żywe istoty nie ulegają autodestrukcji. -To jest nienormalna cecha! Jeżeli u nich nie występuje autodestrukcja to znaczy, że znaleźliśmy kosmitów! Włóżmy do naszych i ich uszu wosk Wujaszka Dzia-Dzi. Wosk wujaszka Dzia-Dzi to narzędzie używane przez Glutowców. Jak włoży się je do uszu rozumie się to co ktoś mówi w innym języku. Przypomina on trochę kamyk, tylko że jest oślizgły, zielony i śmierdzi. Został wynaleziony przez bohatera Glutowców wujaszka Dzia-Dzię. Ale wracam do opowiadania. Dowódca oraz kilka innych kosmitów ruszyło do domu Mikołaja i Mikołajowej. Gdy już doszli włożyli sobie do uszu wosk wujaszka Dzia-Dzi. Zrobienie tego z Mikołajem i Mikołajową poszło dużo trudniej niż się spodziewali. Zajęło im to jakieś pół godziny. Najpierw zamiast do ucha włożyli do oka. Potem do nosa. Do tego Mikołaj z Mikołajową stawiali opór. Jednak w końcu im się to udało. -O co w tym wszystkim chodzi?!-zapytał się wściekły Mikołaj -Witajcie na pokładzie okrętu Katarynka, grzyby-powiedział dowódca -Grzyby? -Przecież nimi jesteście. -Wcale nie! Jesteśmy przedstawicielami inteligentnego gatunku, który nazywa się „ludzie”. -Niemożliwe. Gdybyście byli inteligentnymi formami życia to ulegalibyście autodestrukcji, a tego nie robicie. Z tego powodu jesteście grzybami. -Ech, nic z tego nie rozumiem. Ale po co nas porwaliście? -My was nie porwaliśmy. Wzięliśmy tylko do próbki tę oto skałę-mówiąc to dowódca wskazał swoją oślizgłą ręką dom Mikołaja i Mikołajowej-A przy okazji odkryliśmy nowy rodzaj grzyba, czyli was. W związku z tym skałę razem z wami oddamy do badań. -Co?!-krzyknął wtedy Mikołaj-Chcecie nas pociąć na kawałki i sprawdzić co mamy w środku?! -Mniej więcej coś takiego, ale nie aż tak miłe. -Nie ma mowy! Wtedy Mikołaj przypomniał sobie, że ma w domu miniaturową wyrzutnię rakiet. Pobiegł po nią, wrócił i wypalił z niej do dowódcy. Ten rozpryskał się po całym pomieszczeniu. Mikołajowi zdawało się, że go wyeliminował. Jednak było inaczej. Glutowiec złączył się z powrotem i powie- dział: -Proszę mnie nie łaskotać. Mikołaj zobaczył, że kosmici są niezniszczalni. Razem z Mikołajową wrócił do domu. Był zrozpaczony. Nie wiedział, jak pokonać porywaczy. Wtedy nie po raz pierwszy wpadł na genialny pomysł. Przypomniał sobie, że razem z domem kosmici porwali fabrykę, gdzie przebywały elfy. Poszedł tam. Wziął megafon i zaczął wrzeszczeć: -Ruszać się elfy, wy obiboki jedne! Produkować prezenty niespodzianki. Porwali nas kosmici! Elfy przeraziły się, kiedy to usłyszały. Od razu wzięły się do pracy. Święty Mikołaj mówiąc prezenty niespodzianki miał na myśli eksplodujące paczki. Ostatnio użył ich na żołnierzy, którzy wysłali na jego sanie dwa pociski. Jednak elfy miały robić inne, dużo lepsze. Te prezenty niespodzianki miały napęd rakietowy, duży zasięg i potężną siłę eksplozji. Mikołaj wziął kilka elfów ze sobą. Obeszli razem cały dom i zebrali mnóstwo na pozór niepotrzebnych gratów. Następnie ruszyli do garażu. Mikołaj renifery wygonił na korytarz a sanie umieścił w kominie. Potem razem z elfami rozłożył warsztat i zaczęli majsterkować. Zrobili: siedem silników, dwa działa, elementy sieci kanałów, kosmiczną szalupę. Oczywiście wszystko było wykonane z tego, co było w domu. Tylko po co oni to zrobili? Otóż Mikołaj chciał zbudować statek kosmiczny, który posłużyłby do ucieczki. Z wiader, filtrów do wody, sterty brudu i wentylatora. Działały dzięki wodzie, którą dostarczał system kanałów z łazienki. Konkretniej to z wanny. Kiedy statek miał się poruszać była w niej odkręcona woda. Cztery silniki Mikołaj umieścił z tyłu domu i trzy na spodzie. Do walki służyły dwa działa: jedno na ciężkie sprzęty z domu a drugie na prezenty niespodzianki. Pociski miała wyrzucać na wroga Mikołajowa z wałkiem. Domyślcie się sami w jaki sposób. Dodatkowo jako działo służył komin, z którego „naboje” były wypychane przez parę, która wychodził od garnka z zupą ogórkową. Mikołaj stanął przed jeszcze jednym dylematem. Nie wiedział jak nad tym wszystkim zapanować. Za centralę statku wybrał miejsce na strychu przed dużym, ogromnym oknem. Miał z niego widok na wszystko, co działo się przed domem. Jednak nadal nie miał pomysłu jak połączyć wszystkie elementy statku. Po dwóch dniach statek kosmiczny wylądował na GulGulGlucie. Glutowcy szykowali się do wyładowywania towarów i innych rzeczy. Mikołaj wpadł wtedy na kolejny pomysł. Kosmici byli tak zajęci, że nie zauważyli jak włamał się do kabiny sternika. Mikołaj gdy już wszedł wyciągnął siekierkę i odczepił ster od podłogi. Z innych miejsc okrętu kosmicznego powyrywał kable. Tak zaopatrzony wrócił do domu. Najpierw ulokował w swojej kabinie na strychu ster. Potem połączył z nim kabelkami wszystkie inne elementy domu-statku kosmicznego. Wtedy okręt był już gotowy do startu. Mikołaj kazał wszystkim zająć wcześniej wyznaczone stanowiska. W tym samym momencie do jego domu szła grupa Glutowców, którzy mieli zabrać Mikołaja i Mikołajową do inst6ytutu naukowego na GulGulGlucie, gdzie mieli być pocięci i zbadani. Jednak zanim doszli z komina do góry wyleciały sanie. To wtedy ucieczkę zapoczątkowało wstawienie parującej zupy pod kominem. Sanie zniszczyły kawał sufitu statku Glutowców. Zanim kosmici zorientowali się w sytuacji spod spodu domu wyleciał strumień wody. Okręt Mikołaja przeleciał przez dziurę w suficie statku. Latający dom wnosił się w górę. Na dół leciała woda z silnika. -Wielka Kropla Do Nosa!-wrzeszczeli przerażeni Glutowcy Lecąca z silnika woda niszczyła wszystko, co trafiała. Nie ocalił się nawet zabytkowy pomnik przedstawiający wujaszka Dzia-Dzię. W końcu latający dom Mikołaja wyleciał w kosmos.

*

Wszystkich Glutowców ogarnął ogromny niepokój po tym, jak Mikołaj wyleciał w kosmos swoim statkiem kosmicznym niszcząc przy tym połowę ich stolicy. Myśleli, że to była Wielka Kropla Do Nosa, która miała doprowadzić do końca wszechświata. Po tych wydarzeniach odbyło się specjalne zebranie. Przyszli na nie: premier Katarek, prezydent Nochal, minister zagłady Chustka i Dzidziak1 Wielki Glut. Mieli postanowić co zrobić w związku z przybyciem Wielkiej Kropli Do Nosa. -Wielka Kropla Do Nosa przybyła!-rozpoczął Wielki Glut-Zniszczyła pomnik wujaszka Dzia-Dzi. Czeka nas zagłada! Wszyscy zginiemy! Widocznie Wujaszkowi znudziła się opieka nad nami i zesłał na nas zagładę! -Wcale nie!-zaprzeczył Chustka-To nie była Wielka Kropla Do Nosa tylko wrogi okręt lub inne tym podobne ustrojstwo. -Więc jak kolega wytłumaczy zniszczenie pomnika wujaszka Dzia-Dzi? Stał tam przecież od miliardów lat i był zawsze bez skazy. -Rozpadł się ze starości. I w ogóle szkoda gadać. To zebranie nie ma sensu. Zamknijmy je. -Ty kłamco! Zielona, oślizła materia, z której stworzony był każdy Glutowiec u Dzidziaka zmieniła wtedy kolor na czerwony. Wielki Glut uderzył Chustkę. Minister zagłady zrozumiał, że ten go zaatakował. Rozszarpał się w tedy na kawałki, które wylądowały na wszystkich ścianach pokoju. Te następnie wyleciały i wpadły prosto na Dzidziaka. Wtedy Chustka złączył te kawałki z powrotem. Nie wyszło mu to tak jak chciał. Zamiast zjeść materię Wielkiego Gluta połączył się z nim w jeden organizm. Po dwóch walczących ze sobą kosmitach został tylko placek o dziwnym kolorze, na którym pojawiały się ogromne pęcherze powietrza.

*

Statek-dom Świętego Mikołaja oddalił się na ćwierć roku świetlnego2 od Gul-Gul-Gluta. Był bardzo zadowolony z siebie. W końcu tylko nielicznym udało się zbiec takim inteligentnym osobnikom jak Glutowcy. Coraz lepiej poznawał działanie steru, który ukradł Glutowcom. Przy tej nauce nie doszło do żadnych niespodziewanych zdarzeń oprócz jednego wypadku. Mikołaj spowodował go naciskając niechcący czerwony przycisk. Wtedy z komina wyleciały trzy fotele. Trafiły w niszczyciel Imperium Antygalaktycznego niszcząc go. To wydarzenie miało nieprzyjemne skutki. Zniknięcie statku zobaczył na radarze statku dowodzenia Lord Valdek. Był to dowódca floty Imperium Antygalaktycznego. Należał do rasy Minitków. Nosił na sobie czarny kombinezon wykonany z puszek po konserwach i folii aluminiowej. Miał też na głowie plastikowy nocnik. Jego twarz zakrywała stara karnawałowa maska. Cały strój był pomalowany czarną pastą do butów. Za tym strojem krył się niebieski chudzielec z wielką głową i pięcioma wypukłymi oczami. Tak wyglądał każdy przedstawiciel jego rasy. Lord Valdek był bardzo okrutnym i durnym przywódcą. To dlatego Imputator dał mu te stanowisko. -Przyprowadzić do mnie Dartha Chromola!-krzyknął Lord Valdek do swojego służący Sługa wyszedł z pomieszczenia i po chwili wrócił razem z Darthem Chromolem. Ten typ był bardzo nieinteligentnym kosmitą i jednym z oficerów Valdka. Miał zielono-czarną skórę w takie wzorki jakie są na niektórych mundurach i hełmach żołnierzy. Z głowy wystawały mu obleśne kolczyki. Wyglądał naprawdę brzydko. -Mam dla ciebie zadanie, Chromol-powiedział Lord Valdek -Jakie?-zapytał się Chromol -Coś rozwaliło nasz niszczyciel. Jestem pewien, że stoją za tym ci durnie Rambolianci. Tym buntownikom chyba nigdy się nie znudzi! Mogą mieć…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Święty Mikołaj leci w kosmos — czytnik · opowiadania