Opowiadanie · 3 min czytania
Swiming pool
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? - Tak, tak… proszę… - odpowiedziała wyrwana z zamyślenia. Gdyby nie szybka reakcja łzy na pewno popłynęłyby po jej twarzy. A przecież nie będzie płakać w autobusie! - Myślałam, że o tej godzinie nie będę już miała gdzie siedzieć… - kontynuowała starsza pani ładując się obok – …widać opatrzność czuwa. A ty kochana, dokąd jedziesz o tak później porze? - Do domu… - odparła odruchowo. „Do domu”?!!! Krzyknęła w myślach. Nie mogła zrozumieć… jak do domu…?! Wcale tak nie myślała… chociaż tam gdzie jechała spała, jadła, żyła przez 18 lat. Czekali na nią rodzice, siostra, pies… wspomnienia z dzieciństwa, dobre i złe. Miejsce, do którego zawsze wracała, z którego wyjeżdżała, w którym mogła odpocząć. To chyba definicja domu. Teoretycznie. Na słowo „dom” jej serce zaczyna bić jak oszalałe, tak jakby chciało wyskoczyć z piersi…! Całe wyrywa się, chce wysiąść z PKSu, wybiec na zaśnieżoną ulicę, gonić Go, zostać tutaj! Całym swoim jestestwem rozpaczliwie krzyczy „twój dom jest tu, gdzie jedziesz?!”… Jej dom jest przy Nim, a nie 117km stąd, z kolacją na…