Psychologia · 6 min czytania
Świnia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świnia
Ojciec wyjął świnię zza łóżka i umieścił ją sobie na głowie. Wśród ciemności wypełniającej pokój świnia jaśniała bardzo wyraźnie. Kołysała się, jak galareta, była martwa. Mnie zaraz przejął wstyd, pomyślałem, że ojciec jest pijany, podświadomość kazała mi wyszeptać ponad uśpioną twarzą mojej żony, krótkie i urwane "przepraszam". Żona się jednak nie obudziła, choć sen jej zawsze był bardzo kruchy. Wystarczyło cyknięcie zegarka na rękę, by otworzyła oczy rozbudzona. Tym razem nie. Mimo ciężkich kroków ojca, mimo mojego szeptu, spała nadal. Krok ojca natomiast był krokiem kapłana mającego przystąpić do złożenia ofiary. Przyglądałem mu się uważnie, choć przeczuwałem co tatuś zrobi. Położy świnię na podłodze i zacznie ją patroszyć gołymi rękami. Najpierw rozerwie jej brzuch, wyjmie wszystkie wnętrzności, potem podzieli mięso, posegreguje, z jednej strony to lepsze, z drugiej ochłapy, tłuszcz. Popatrzyłem jeszcze raz na twarz mojej żony. Tak była piękna zawsze, świeża, jasna, że poczułem naraz wobec niej zadziwiający wstyd. Uczucie to jak wrzątek rozlało się po wszystkich częściach mojego ciała. Ojcze nie rób tego, chciałem krzyknąć, lecz krzyk mój zburzyłby niechybnie ten sen, nad którym powierzono mi pieczę i który podświadomie darzyłem miłością. Ojciec nie wypatroszył jednak świni, jak mi się wydawało, że zrobi. Położył ją tylko na podłodze. Wtedy dostrzegłem ciemne plamy pokrywające jej boki. Zdradzały one krwotok wewnętrzny, ktoś musiał ją okrutnie obić zanim zdechła. Ojciec zapalił świeczkę i postawiwszy ją obok zwierzęcia wyprostował się. Miał na sobie odzież przesiąkniętą sadzą, potem, człowieczymi wyziewami i ich wizualizacją. Mój ojciec nigdy nie pił i ubranie to przeraziło mnie nie na żarty. Na jego twarzy dostrzegłem ten sam wyraz, który niejednokrotnie widywałem już wcześniej u mężczyzn spotykanych przeze mnie często, na spacerach, w melinach. Ich twarze były niewyraźne, jakby ich w ogóle nie było, jakby nałożono na nie obcisłe torby, pończochy, jakby przejechano po ich obrazie palcem zamazując rysy. Ojciec mój posiadł tę tanią twarz, która wraz z tą odzieżą, którą miał na sobie tworzyła ten przerażający obraz. Kiedy ojciec przychodził pijany do domu, matka zawsze wyganiała go z łóżka, krzyczała, wyzywała go od najgorszych. Tym razem jednak z pokoju obok dobiegała równa, nie zmącona niczym cisza. Matka spała także, tak jak moja żona, tylko ja z ojcem byliśmy na nogach. Ojciec wyszedł zaraz z pokoju. Zostawił na środku tę martwą świnię, w której oczach mgławych trwał płomyk zapachowej świeczki. Cały pokój przeniknął ten dziwny zapach. Jakby próchna i cynamonu, jakby piasku na drodze przed domem w letnich południowych godzinach. Położyłem głowę na poduszkę, obok głowy mojej żony. Słuchałem jak płonie ogień, dźwięk był cichy i kołyszący doskonale do snu. Naraz usłyszałem trzaśnięcie drzwiami. Ojciec nie położył się, tak jak…