Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 7 min czytania

SYGNALIZACJA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To taki zwykły kawałek zbielonej ściany na skraju górskiej wioszczyny. Na skraju nędzy, gdzie człowiek mieszka zimą ze zwierzętami, by było mu cieplej gdy zetną mrozy. Ścianę tę postawił pobożny, góralski gospodarz mocno w swojej prostocie przesądny. Na niej w żółci zachodzącego słońca i skwarze południowego upału muchy obsrywają swój krótkotrwały żywot dostawiając czarne kropy. Czasem wędrówkę w pionie zaczyna ślimak nieszczęśnik, albo przysiądzie biedronka kropiasta. Jest też druga ściana, dziś już spękana i odrapana z wapna. Widać w niej kamienie z pola zebrane po orce, siewie i głębokim radleniu. Sprzątnięte z gleby, by nie przeszkadzały w walce o słońce kiełkom owsa chcącym przeobrazić się w swą pełnię ziarnistej wiechy. Prosty lud, proste ściany postawił swojej Pani i Królowej. Potem gontem okrył wierzch kapliczki. A pod gont natychmiast trzmiel się wprowadził. Była i osia bania i pazur niedźwiedzi. Pod gontem był niegdyś miód, ale dziś rój zebrany siedzi w ogrodzie gospodarza. A w kapliczce Królowa Anielska z dziecięciem na tronie włada okolicą górzystą. Chłop prosty w wiosce siedzi, ale dłubać w lipie umie. Zapatrzył się gdzieś w wielkim świecie odpusty objeżdżając i zapragnął by wejścia do obejść ich kolonii też Ona strzegła. Ta co trony miewa w katedrach i bazylikach. A, że w tym czasie pomór był w okolicy, a ich Matka ustrzegła, więc całą osadą zdecydowali: „niech pilnuje naszych obejść.” I wita wszystkich gości, daje sygnał, że lud pobliski oddaje się za jej przyczyną wyrokom Opaczności. Nastał wtedy czas próby roku 1914. Ziarno owsa obumarłszy, z trudem przechodziło do nowego życia. Stajenie obok białej kapliczki spalonej suszy upałem rzadką wydało nadzieję bujnej wiechy ziarnistej. Zboże z trudem przebijało się ku życiu, chłop z niepokojem zagląda do Matki i prosił, by chociaż ziemniaki schowane w polu za stodołą grad nie zepsuł lub by zaraza nie poraziła. Lecz dla owsa znad kapliczki nie było od natury litości. W lipcu zerwała się burza i dała taki lipny deszcz, że ledwo ocalała od zalania sama kapliczka. Waliły grzmoty, woda po drodze leciała bruzdami. Grudki ziemi i drobne kamienie bystra struga przetaczała, aż zabrakło miejsca w koleinach i poszła ta wodna dzikość w owsiane stajonko podtapiając nadzieję na jaką taką obfitość zbiorów. Lecieli w grzmotach gospodarz z synami, by ratować poletko kopaczkami. Przepuścili wodę ile sił starczyło i przywrócili jedynie nadzieję, że będzie jeszcze sens z sierpem tego roku pod kapliczkę podążyć na żniwo. Lecz sami w zbiorach już nie uczestniczyli. Sprawy światowe skłóciły królów, cesarzy i carów. Lecz ich spory mieli rozwiązać ludzie pracy i ciężkiej roboty, roli trudnej, bywalcy urzędów i fabryk stając naprzeciwko siebie w czystości okopów. Dlatego w sierpniu już nie było chłopstwa robotnego w małej wioszczynie. Do Matki po owsianie plony przyjechały one wraz z dziatwą małoletnią. Kilka dni sierpy pracowały ścinając nabożnie wiech rzadkie łany, bardzo w zmizerniałej ilości w porównaniu do zeszłorocznej sytości. Potem wyrósł las mendli owsianych, w które troszkę deszcz wlał, ale i słońce dosuszyło. I gdy, Matka z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%