Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 13 min czytania

Sylwester

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

“Sylwester”

“Dream as if you'll live forever, live as if you'll die today.” James Dean

- Wiecie, chciałabym umrzeć jak James Dean...- westchnęła melancholijnie Anka, kiedy na ekranie pojawił się napis „The End”. - Za późno!- krzyknął Bartek, na co Krzysiek filozoficznie odparł: - Na śmierć nigdy nie jest za późno... - Chodziło mi o to, że już jest za stara! Anka sięgnęła po poduszkę, żeby rzucić nią w Bartka, a Antoś zakrztusił się popijanym „z gwinta” szampanem. - Nie można być za starym na śmierć! Mój pradziadek miał 97 lat i umarł! - Idiota. Jest za stara, żeby umrzeć, jak James Dean- jest przecież starsza, niż James Dean, jak zginął! - O rany, nie rozumiecie? Jej nie chodzi o to, że by chciała umrzeć młodo, tylko w ogóle...- Julia zdawała się w ogóle nie rozumieć żartu, co raczej na trzeźwo nigdy jej się nie zdarzyło, więc Bartek nie mógł się powstrzymać: - W ogóle to wszyscy kiedyś umrzemy, racja. -... Nie, po prostu... no wiecie, u szczytu sławy, nie? - Nie.- Anka zaprotestowała. - Powiedziałaś, ze chciałabyś umrzeć jak James Dean? - No. W nowym Porsche!- udało się jej w końcu wyjaśnić. - A nie, to ja bym wolał Ferrari. - No, ale umrzeć w maluchu, to byłby obciach. - Ja bym chciał umrzeć dla jakiejś wielkiej sprawy. Dla Idei!- uroczyście oświadczył Krzysiek. - Przez duże I?- chciałem się upewnić, bo na prawdę usłyszałem tę wielką literę, ale Bartek wszedł mi słowo: - To przejdź na islam i wysadź się w centrum handlowym przed świętami! - Nie, ale to fajnie, kiedy masz świadomość, że twoja śmierć miała sens, no, że nie poszła na marne.- niespodziewanie poparł Krzysia Antoś. - Po śmierci nie ma świadomości. Na tym to właśnie polega. - Tego nie wiesz. Nikt tego nie wie, bo kto to przeżył... - Już nie żyje! - A ty, Andrzejek?- Julia szturchnęła zamyślonego kuzyna. - Ja co?- popatrzył na nią nieprzytomnie. - Jak chciałbyś umrzeć? - Albo w jakim samochodzie!- uzupełniła Anka. - To nie ma znaczenia, czego ja chcę... - No nie ma, ale gdybyś mógł sobie wybrać? Andrzej, nie wiedzieć czemu, nagle podniósł głos: - Gdybym mógł sobie wybrać, chciałbym umrzeć szybko, bezboleśnie, najlepiej we śnie, w domu starców, jako jego najstarszy pensjonariusz. Ale NIE MOGĘ! - Nikt nie może, ale jakoś rzadko ludzie się z tego powodu denerwują...- obraziła się dziewczyna. - Buntują, to prędzej.- dodałem. - Chyba, że jakoś w duchu...-westchnął Krzysiek. Antoś zamyślił się: - A przecież nic straconego, młodzi jesteśmy, wszystko przed nami, Anka może jeszcze umrzeć w czerwonym Porsche... - To nawet prawdopodobne, biorąc pod uwagę, jak prowadzi.- Bartek mu przerwał, na co zachichotała Julia: - Nie, biorąc TO pod uwagę, to właśnie nieprawdopodobne, bo kto by jej dał kluczyki do takiego wozu? - Kupię se i nie będę nikogo pytać o zdanie! - Właśnie, kupi se i se umrze. - kontynuował Antoś, który, jak pewien komentator sportowy, nigdy nie tracił wątku i zawsze musiał wypowiedź dokończyć.- A Andrzejek, ty se jeszcze możesz umrzeć ze starości, w czym problem? - Hmm... Chyba właśnie w tym, że nie mogę... W ten sposób, w Sylwestra dwa lata temu, na siedem miesięcy i trzynaście dni przed jego śmiercią, dowiedzieliśmy się o chorobie Andrzeja. Podobno wiedział o niej juz od jakiegoś czasu i chciał nam powiedzieć wcześniej, ale nie potrafił. Hospicjum, w którym spędził ostatnie tygodnie życia, przypominało nawet trochę dom starców... Ale poza tym było zupełnie inaczej, niż by chciał- pomimo ogromnych dawek leków przeciwbólowych umierał w męczarniach...

Ostatni dzień zeszłego roku był pierwszym Sylwestrem od czasów liceum, kiedy w naszym gronie kogoś zabrakło. Pierwszy, kiedy darowaliśmy sobie tradycyjny seans z udziałem „największego buntownika Hollywood”. I jednocześnie pierwsze nasze spotkanie od pogrzebu Andrzeja, na którym zresztą nie byliśmy w komplecie. A przecież dawniej widywaliśmy się tak często. Od chwili, gdy weszliśmy do mieszkania Julii i Krzyśka i przywitaliśmy się, co najmniej przez pół godziny tylko siedzieliśmy, milcząc, ze spuszczonym wzrokiem, a pośrodku nas stały nie otwarte butelki. Potem ktoś się zlitował i otworzył pierwszą półlitrówkę, a któraś z dziewczyn nieśmiało zaczęła rozmowę, ale ta nie kleiła się zupełnie, nawet kiedy opróżnione zostały następne butelki. A wskazówki zegara, jak na złość, ruszały się niemożliwie powoli. Pierwszy napięcia nie wytrzymał Bartek: - Ja już chyba pójdę. Nie było jeszcze w pół do jedenastej. Ale uznałem, że to dobry pomysł i tez się podniosłem. - Czekajcie!- krzyknęła Anka. - Poczekajmy do północy.- dodała błagalnym tonem. - W Rosji już jest północ. Poudawajmy, że jesteśmy w Rosji.- Bartek już wkładał buty.- A zatem Szczęśliwego Nowego Roku, Wsjego Najluczszego z Nowom Godom. - Nie, Bartuś, czekaj, naprawdę- wstała i zaczęła nerwowo grzebać w torebce. Poczekaj chwilę. Dobra, jesteśmy w Rosji, OK, więc poczekaj chociaż na życzenia...- z ulgą na twarzy wyciągnęła kopertę.- Życzenia od Andrzejka! - Jak to od Andrzejka? - Poprosił mnie, żebym wam przekazała. - Kiedy? - Jak? - Ciebie?! - Parę dni przed... No przed śmiercią... Chciał... Myślał, że... No wiecie, ten Sylwester to już taka nasza tradycja... Słuchajcie... no... przeczytam wam i każdy sobie pójdzie w swoją stronę, dobra? - No dobra.- Bartek przysiadł. Ja wróciłem do stołu. Anka rozerwała białą kopertę i odchrząknęła. Nie teatralnie, tylko ze zdenerwowania. Albo może ze wzruszenia. Zaczęła czytać: - „Kochani! Mam nadzieję, że Antoś nie wypił jeszcze całego szampana, bo chciałbym wznieść toast. Nie musicie się obawiać jakichś patetycznych wynurzeń ani życiowych mądrości. Za bardzo mnie wszystko boli, rzygam co pięć minut, zresztą sami wiecie. Ale kiedy to czytacie, już nie boli. Przynajmniej mam taką nadzieję...”- Anka przerwała, żeby wydmuchać nos.- „Byłoby to bardzo złośliwe ze strony Tego-Na-Górze, gdybym miał się tak czuć przez całą wieczność! A zatem wypijmy. Wypijcie i w moim imieniu. Za ten NOWY Nowy Rok. I za nas. I za naszą przyjaźń, żeby przetrwała kolejny i każdy następny. Może się jeszcze kiedyś zobaczymy, oby nieprędko, ale słowo honoru, jeśli to działa tak, jak mówią, to jestem z wami w tej chwili i będę zawsze. Wasz Andrzejek.” - Kurwa.- westchnął Krzysiek i wyraził tym słowem odczucia nas wszystkich. - Jak mi to dawał,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sylwester — czytnik · opowiadania