Fantastyka · 42 min czytania
Symacja (2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 2. Dzieci biotyka Gondeza
Gwiazda Losa dopiero pokazała kawałek swojej tarczy nad ziemią, a Lafrael biegł w stronę osiedla niedaleko Strefy SYM. Mieszkańcy o tej porze jeszcze odpoczywali oprócz swatystów, którzy zredukowali czas snu trzykrotnie i właśnie teraz powinni być zajęci zabiegami dbającymi o ciało. Niska symbiotycznie dzielnica zapewniała Lafraelowi dyskrecję. Na miejscu uważnie rozglądał się za rewelacjami o jakich niedawno usłyszał od swojego szmuglera. Sama ulica wyglądała zwyczajnie, nawet Parked pozostawał niewidoczny, jakby w ogóle nie przyszedł pod wskazaną lokalizację. Bez opisanych szczegółów mężczyzna musiał zdać się na dokładne poszukiwania anomalii. Na końcu dzielnicy dostrzegł wystające zza kontenera nogi. Zapewne miały należeć do wspomnianego osobnika. Nieprzytomny leżał na wznak z małą probówką. Lafrael zabrał mu ją i powąchał – zabrakło charakterystycznego zapachu introksyn. Teoria Parkeda nie pasowała do sytuacji znalezionego obcego. Ubranie subora dawało jasno do zrozumienia, że rzeczywiście nadeszły nieciekawe czasy dla tej grupy Arkanolijczyków. Odurzanie się nieznanymi substancjami w wykonaniu amatorów niosło ryzyko poważnych skutków ubocznych. Subor oddychał, ale na pewno w jego zamierzeniu nie zależało mu na przerwaniu łączności ze świadommością. Lafrael uderzył lekko mężczyznę w twarz, który tylko jęknął niezadowolony z przerywania mu odpoczynku. Pomysł o zaczekaniu na kolegę wydał się najkorzystniejszy. Nie wiadomo jak denat zachowałby się po gwałtownym wybudzeniu. Chemiczne środki mogą zaburzyć osobowość do stanu pozbawiającego samodzielnej kontroli. Kiedy do osiedla dołączył Parked, dopiero wtedy zainteresowanie suborem przeszło na etap praktycznego działania. Szmugler powtórzył wstępne badanie probówki dochodząc do podobnego co wcześniej wniosku. Ktoś wymyślił nową recepturę i pierwszy ochotnik albo eksperymentator sprawdził ją na sobie w ukryciu przed innymi. Lafrael cucił nieprzytomnego do skutku. Parked na wszelki wypadek położył koło siebie łom, aby mieć czym się bronić przed agresorem. Subor otworzył oczy, ale na początku nie kojarzył otoczenia, otępiony swoimi środkami. Nie ruszał się, nie zadawał pytań. Po prostu leżał próbując ułożyć sobie ostatnie wydarzenia przed wyłączeniem z percepcji. - Co wypiłeś? - zapytał Parked kładąc rękę obok łomu. - To już się ściemnia? - zdziwił się odurzony. - Mamy wczesny poranek. Musiałeś przesadzić z degustacją – stwierdził rozbawiony widokiem Lafrael. - Przesadziłem z dawką. Najgorsze jest to, że wszystko przespałem i całe moje przedsięwzięcie do niczego mi się nie przydało. Dobrze, że nikomu nie przyszło do głowy zająć się mną w upokarzający sposób. Subor usiadł gotowy do powrotu na własne terytorium. Lafrael i Parked zareagowali przeciwko odejściu mężczyzny bez przeprowadzenia wywiadu na temat nieznanej substancji. - Co wypiłeś? - powtórzył się Parked. - Tajny specyfik, który powinien być lepszy od introksyn zalepiających umysł kolorowymi obrazkami – odpowiedział przesłuchiwany. - Jak się nazywasz? - teraz wtrącił się Lafrael. - Natenial. Mieszkacie tutaj i interesujecie się mną, bo chcecie, żebym opuścił cudzą własność? - subor wystraszył się nieprzyjemności ze strony dwóch nieznajomych. - Nic ci nie zrobimy. Ważniejsza dla nas od ciebie jest substancja twojej roboty. Z czego ją otrzymałeś? - Lafrael przejął inicjatywę śledczego. - Przestałem bazować na symbiotykach i całym świństwie będącym ich pochodną. Sztuczne związki wypierają naturalny budulec ciała i umysłu, przez co zamieniamy się w ożywione manekiny. W takiej postaci oddalamy się od kreacji Sewojeta i Starki, a swatyści i biotycy zaprzeczają postępowaniem głównej idei naszych braci. Wypróbowałem mieszanki roślin, które w składzie posiadają elementy występujące w większości w ludzkim organizmie. - Taka prosta zasada dała efekt w postaci utraty przytomności na ponad dobę? - Myślicie, że tylko laboratoryjne dzieła mają dobrą skuteczność? Arkanolia nie odkryła potencjału dostępnych środków. Stosuje się jedynie te zioła, które mają poprawić urodę, a nie bierze się pod uwagę innych, groźniejszych właściwości. Lafrael rozumiał zamysł Nateniala. Sam wykonywał podobne zajęcia, tyle że przeznaczone do różnych celów. Swatyści zbyt mocno zaufali symbiotykom, aby spojrzeć na utajone materiały znajdujące się w środowisku. - Jako subor używasz płynu do przełączenia się na odbiór innego świata? - Parked bliższy był zamiarom Nateniala niż Lafrael. - Jeżeli jesteśmy dalszymi wcieleniami Pierwotnych, powinniśmy zachować gdzieś w sobie informacje o sensie istnienia i tworzenia. Nawet bez takiej genealogii wypada, by każda istota kierowała się jakimś planem kreacji. My sugerujemy się łatwiejszą metodą nie mogąc sprawdzić jak daleko odeszliśmy od celu braci – tłumaczył Natenial. - Według mnie żaden Sewojet i żaden Starka nie żyli przed Arkanolią. Skoro byli na tyle potężni, aby dokonać rozdzielenia ciała i duszy, dlaczego my w porównaniu z nimi nie potrafimy wykorzystać swoich umiejętności i zdajemy się na symbiotyki? - szmugler przeszedł na temat metafizyki, co oddalało jego i Lafraela od przyczyny tak wczesnej wycieczki. - Owszem, bracia syjamscy to mit ułożony przez naszych poprzedników. Wykopaliska sugerują, że kiedyś żyła kultura całkowicie pozbawiona technologii. Mimo to radzili sobie z rzeczami niewykonywalnymi bez zastosowania maszyn. Oni wiedzieli o zasadach działania materii i wykorzystywali tę znajomość w praktyce. Pierwotni to kod do ich wiedzy. Niestety bez pomocy przyrządów nie wygrzebiemy z ziemi więcej od obecnego stanu zaplecza – subor zaciekawił swoimi wywodami mężczyzn. - Wywary z roślin mają odpowiedzieć na twoje pytania wobec przeszłości? - Lafrael nie rozumiał naiwności uduchowionej grupy. - Skoro informacje nie znajdują się w materii, muszą być w nas samych. Coś skłoniło przodków do zmiany egzystencji i rezygnacji ze starego typu tworzenia. Gdzie są ich kości, budowle? Ktoś perfidnie zaciera po nich ślady, aby wiedza Pierwotnych pozostała utajona. - W związku z poważną sytuacją proponujemy ci współpracę – Lafrael ułożył szybko korzystny plan związany z umiejętnościami subora. Parked spojrzał się na znajomego z zaskoczeniem, ale i jemu wydawało się, że Natenial nie jest prostym człowiekiem zaciśniętym między doktryną klasy a realiami współczesności. - Ja także zajmuję się chemią, kolega zna się w dziedzinie introksyn, ale i to się przyda naszej działalności. Nie chciałbyś połączyć swojego doświadczenia z intencjami takich ludzi jak my? - kontynuował Lafrael. Natenial myślał nad słowami dopiero poznanego człowieka. Brak symbiotyków w ciałach obojga Arkanolijczyków przemawiał na ich szanse do zdobycia zaufania. - W czym miałbym wam pomóc? - dopytał. - Od dłuższego czasu opracowuję związek skażający symbiotyki. Niestety plantatorzy stosują zabezpieczenia przed szkodliwymi czynnikami. Nikomu do tej pory nie udało się stworzyć niczego mocniejszego od symbiotyków, więc i moje starania są mało realne. Udowodnisz swoją teorię o możliwościach natury i Pierwotnych poprzez zastosowanie własnej metody – zachęcał Lafrael, a Parked przytakiwał głową. - Konkurencyjna eliminacja? Jeszcze nie spotkałem człowieka, któremu zależy na zwykłym zniszczeniu podstawy pozycji swatystów. Co za to dostaniesz, gdy uda ci się zlikwidować symbiotyki? - Natenial analizował psychologię postępowania Lafraela. - Mam dość niewoli przez nie wywołanej. Mój rozsądek działa bez zarzutu, ale dzięki swatystom czuję się jak ułamek człowieka, podgatunek Arkanolijczyka. Ich dominacja doprowadzi kiedyś do strat albo utworzenia nowej ideologii skierowanej przeciwko zwykłym ludziom. Posiadam brata plantatora i zauważyłem jak bardzo zmieniły go symbiotyki. - Większość z nas po prostu zazdrości pozycji uprzywilejowanych i idealnego ciała. My chcemy tylko normalnie funkcjonować, bez poświęcania się w imię Pierwotnych sztucznemu ulepszaniu – Parked dopowiedział własną opinię. - Doskonale was rozumiem. Życie swatystów jest uzależniające. Przyznajcie się, nie kusi was wizja nieśmiertelności i niezniszczalności? - subor znał ludzkie popędy i słabości, nie wierzył, że jego rozmówcy są całkowicie przeciwko otrzymania takich atrybutów. - Pewnie, że dobrze byłoby się wyposażyć w coś takiego. Jednak symbiotyki wykreowały poczwary niezdolne do naturalności. Rozwiązanie biotyków nam nie odpowiada – skomentował Lafrael. - Chyba możemy spróbować zdziałać razem jakąś alternatywę – Natenial ostatecznie zdecydował się na pomoc. Lafrael uśmiechnął się do Parkeda zadowolony z nowego stronnika. Przypadkowe okoliczności zawiązały dla niego pomyślne impulsy w postaci niezdecydowanego społecznie subora. Kelay posiadał wpływy i zrzeszonych w koalicji towarzyszy, co mimo wszystko nie spisywało jego starań na przegrane wyskoki. - Zabiorę cię do swojego atuarium i zapoznam z przyrządami. Lepiej, żebyś nawet współbraciom nie wygadał się z naszej umowy – zastrzegł Lafrael, kiedy podnosił Nateniala na nogi. Dzielnica nadal pozostała bezludna, ale zawsze istniało ryzyko, że ktoś zauważy dwoje zwykłych mężczyzn z przedstawicielem duchowego zgrupowania, a to nie należało do sytuacji zyskujących aprobatę w Arkanolii. Parked szedł przodem, aby utrudnić widok charakterystycznych cech subora. W ten sposób miał się odbyt przemyt człowieka aż do strefy sąsiadującej z posesjami swatystów. Nawet szmugler w czasie znajomości z Lafraelem bywał w niej zaledwie kilka razy. Pojawianie się niesymbiotycznych ludzi w rejonie zmodyfikowanych uznawano zazwyczaj za szpiegostwo i natręctwo. Nie brakowało Arkanolijczyków, którzy do przesady śledzili wymarzone ideały i podziwiali ich w chorobliwej obsesji. Eskorta Nateniala minęła się w drodze tylko z jedną kobietą zanim dotarła do docelowego atuarium. Namad była tak roztrzęsiona, że nie pofatygowała się rzucić okiem na obcych przechodzących obok niej. Pora odwiedzin biotyka nie pasowała do przyjętego zwyczaju, ale zdenerwowanie nie pozwalało jej na spokojne oczekiwanie umówionej wizyty. Stanęła przed zamkniętym budynkiem i całkowicie straciła panowanie nad emocjami. Chodziła w kółko i wpadała w krótkotrwałe napady płaczu. Świadomość rychłego zgonu gorzej pogrążała ją niż choroba. Sama nie wiedziała jak zaradzić niszczeniu ciała, nawet biotycy rozkładali ręce, więc reagowała na wszystko tak histerycznie. Znajomy Faar nie spodziewał się, że Namad będzie go ciągle odwiedzać i wymuszać na nim leczenie. Wystarczy, że poświęcił się dodatkowej pracy przeanalizowania symbiotyków Kelaya. Zdesperowana kobieta prawie wczepiła się rękoma w biotyka prosząc o zaradzenie jej schorzeniu. Efrad nie lubił okazywania uczuć ze strony swoich pacjentów. Krępowało go to i odciągało od profesjonalnego podejścia do ludzi. - Proszę się uspokoić – nalegał. Namad zaczynała działać mu na nerwy. - Ja naprawdę umieram. Nie wierzę, że niczego nie da się już zrobić – nie poddawała się kobieta. - Osobiście nie jestem na tyle urządzony, żeby odbudowywać fragmenty DNA. Mogę jedynie przekierować cię do biotyka starszego praktyką, który często zajmuje się dogłębnie symbiotykami, bo sam poddał się dużym modyfikacjom. - Dam ci tyle punktów ile zechcesz, tylko powiedz gdzie go znajdę. - Dzielnica swatystów w starej części Arkanolii. Poproszę znajomą, żeby cię tam zaprowadziła. Sama nie jesteś w stanie się kontrolować – zapowiedź dobrej zapłaty mimowolnie podziałała na biotyka łagodząco. Efrad skontaktował się z Faar i wyjaśnił w jednym zdaniu problem, z którego odciąży go od rozwiązania. Zanim przyjaciółka przybyła pod gabinet, musiał wytrzymać towarzystwo Namad i jej uskarżanie się na los. Jako osoba poboczna uważał lamentowanie za przesadzone. Podobnie reagowały inne panie, które zawiodły się efektami modyfikacji. Dla Efrada jeden i drugi przypadek były sobie równe. Faar przyszła najprędzej jak mogła, ale biotyk zdążył stracić cierpliwość wobec Namad. Faar zauważyła, że niewiele brakowało do jego wybuchu nieprzyjemności. - Zabieraj ją do Gondeza – Efrad prawie pchnął pacjentkę w stronę znajomej. - Bez żadnej dokumentacji od ciebie? - pomyślała Faar. Biotyk przyznał rację dla usłyszanej uwagi. Z chęcią opuścił niewieście towarzystwo zostawiając przyjaciółce do odegrania rolę pocieszycielki. Namad sądziła, że definicja śmierci jest na tyle straszna, iż każdy będzie jej współczuł i empatycznie odpowiadał na jej użalanie się. Umieranie to zjawisko prawie najgorsze w doświadczalnym życiu, jednak kobieta sama doprowadziła się do takiego stanu. Gdyby nie symbiotyczna obsesja, nie wpadłaby w obecne załamanie nerwowe. Wyniki badań organizmu i użytych związków Kelaya zostały dokładnie opisane. Efrad uwzględnił nawet przewidywany czas egzystencji, którego Namad raczej nie znała. Niszczenie komórek odbywało się zaprogramowanym procesem, rzeczywiście możliwości młodego jeszcze biotyka nie wystarczały w zwalczeniu schorzenia. Poszkodowana i tak nie była świadoma wszystkich obciążeń. Faar zabrała dane medyczne, aby ciekawość Namad nie pogrążyła jej bardziej w roztrojeniu. Spodziewała się, że droga do Gondeza będzie dla niej trudna ze względu na uczuciową wylewność chorej. Ta nie potrafiła zamknąć ust i przestać powtarzać ciągle tej samej kwestii, tyle że w zmienionej formie. Niewyspanie Faar łagodziło wysłuchiwanie powierniczki. Mimo chwilowej niedogodności zależało jej na pomocy Namad. Dzielnica mieszkalna Gondeza należała do typowych obszarów zarezerwowanych dla swatystów. Atuaria nie odbiegały złożonością budownictwa od siedzib niesymbiotycznych ludzi. Tylko odpowiednie tabliczki wskazywały na pozycję tutejszych osadników. Namad zaniemówiła skupiona na oglądaniu własności Arkanolijczyków stanowiących dla niej wizję ideału. Swatyści nie zamierzali jeszcze wychodzić na zewnątrz. Nie wiadomo, czy odwiedziny o tak wczesnej porze uznawali za kulturalne. Niektórzy z nich okazywali niezadowolenie gościom, gdy ci pojawiali się o czasie nieadekwatnym do nastroju i obowiązków. Efrad tak jak inni zwyczajni biotycy rozpoczynał aktywność, kiedy ludzie dopiero przygotowywali się do rozpoczęcia dnia. Gondez lepiej dbał o siebie, stąd Faar podejrzewała go o brak przyjęcia kobiet na konsultację. Właściwe drzwi opatrzono w informację o zawodzie właściciela atuarium i aktualnej ilości punktów. Liczba poraziła obie kobiety. Nie potrafiły wyobrazić sobie w jaki sposób jednemu człowiekowi udało się zgromadzić tyle zapasu środka płatniczego. Namad podbudowała się psychicznie myślą, że zaprowadzono ją do profesjonalisty. Z przycisku dołączonego do sygnału dźwiękowego skorzystała Faar. Gondeza widywała kilkukrotnie, kiedy pośredniczyła w interesach biotyków. Mężczyzna nie pokazał się jej ze złej strony, co jednak nie dawało pewności, że teraz przywita ją bez grymasów. Pierwsza oznaka wywyższenia się swatysty zawierała się w długim czasie zejścia do oczekujących go przybyszek. Gondez rozsunał drzwi niezadowolony z odwiedzin zwyczajnie wyglądających kobiet. Faar zauważyła zmiany w jego ciele od ostatniego spotkania. Skóra zupełnie odbiegała od ludzkiego standardu. Symbiotyczna powłoka nadała sztucznej konsystencji nabłonkowi, ale w połączeniu z resztą ciała oddała nadzwyczajny efekt. Biotyk był żywą, starannie wytworzoną kukłą, która wbrew złości przeciwników prezentowała się idealnie. Nawet Faar pozwoliła ponieść się zachwytowi. Gładkie rysy twarzy wykreowały z Gondeza nierealną w naturze postać o jakiej można tylko pomarzyć. Namad onieśmielona bliskim kontaktem ze swatystą zamarła w sztywnej pozycji. - Co tak pilnego sprowadziło do mnie dwie koleżanki? - powiedział gospodarz zniecierpliwiony ciszą ze strony wizytatorek. - Przyprowadziłam pacjentkę Efrada. Trudny przypadek wymagający twojej wiedzy i możliwości. Nie jestem pewna, czy mnie pamiętasz. Należałam do... - Faar czuła, że respekt przed Gondezem oddziałuje na jej zachowanie. - Tak, tak, pamiętam – wtrącił się w zdanie. - Nie narzekałem na twoją współpracę, nawet szkoda mi było zakończenia naszej umowy. Nowi pośrednicy nie mają takiego wyczucia w podejmowaniu decyzji co oswojeni pomocnicy. Uwaga biotyka zrobiła na Faar pozytywne wrażenie. - Niestety bez względu na to w jakich relacjach byśmy żyli, muszę na razie was wyprosić. Jestem teraz zajęty własnymi sprawami i zapraszam ponownie o czwartej – dosyć kulturalnym tonem oddalił od siebie kobiety. - Namad jest naprawdę pilnym przypadkiem. Trzeba szybko się nią zająć, inaczej umrze. Nie lekceważ jej – Faar dała Gondezowi do zrozumienia, że nowa pacjentka nie przyszła do niego w celu zwykłej modyfikacji. - O czwartej na pewno się nią zainteresuję. Drzwi na powrót zamknęły się przed kobietami. Namad nie przeszkadzało traktowanie biotyka. W końcu stał od niej dużo wyżej w hierarchii i miał powody do widzenia się wartościowszym od początkującej symbiotyczki. Sama stałaby dotąd długo z twarzą zwróconą w wejście do atuarium, dopóki Gondez nie zawezwałby ją na wizytę. Faar ani myślała stróżować obok Namad. Wzięła ją pod rękę i wyprowadziła na spacer po dzielnicy swatystów. Chora widocznie nigdy nie wchodziła na terytorium uprzywilejowanej klasy, chłonęła wzrokiem wszystko, co należało do idealnych Arkanolijczyków. Przynajmniej przewodniczka nie musiała wysłuchiwać pojękiwań agonii. Przechodzące w pobliżu kobiety przeszkadzały Lafraelowi w przeniesieniu Nateniala do odpowiedniego dla subora miejsca. Wolał, aby po drodze nie spotkał żadnych świadków. Panie od tyłu nie różniły się od swatystek, więc tym bardziej nie zamierzał ryzykować swoimi nowymi znajomościami. Stał przy bramie i obserwował trasę poruszających się osobniczek, Natenial zgięty w pół liczył na hasło do odejścia. Gdy tylko nadarzyła się sprzyjająca okazja, Lafrael „wyskoczył” z suborem na drogę i prawie biegiem przeprowadził go strefą plantatorów. Faar spoglądała na twarz Namad, która była nadal pod wrażeniem formy Gondeza. Zamyślona nad własnymi imaginacjami żyła póki co bliską obecnością zmodyfikowanego człowieka. - Gondez jest utalentowanym biotykiem. Powinien cię szybko naprawić – Faar postanowiła omówić kwestię zdrowia Arkanolijki. - Dobrze, że zaczęłam niedawno wykonywać wysoko punktowane prace. Mam nadzieję, że będzie mnie stać na niego – Namad już uznała, że śmierć odroczono w dalszą przyszłość. - Jemu nie zależy już na punktach. Osiągnął taki poziom, że niższe warstwy zapewniają mu utrzymanie, a inni swatyści dostarczają mu symbiotyki i różne surowce za darmo. - I zgodził się na leczenie tak prostej istoty jak ja? Nadzwyczajny człowiek... - Obowiązkiem każdego biotyka jest pomoc w ochronie ciała. Przez to, że zaczynają kaprysić, nabieramy powoli ich światopoglądu – Faar nie była za sposobem osądu ludzi koleżanki. - A ty dlaczego nie poddałaś się modyfikacji? Należałaś do współpracowników Gondeza i nie poprosiłaś go o zabieg? - słowa Namad zabrzmiały jak oskarżenie. - Bałam się rezygnacji z bycia człowiekiem. - Przecież nadal się nim pozostaje. Regeneracja organizmu czy dodatkowe właściwości tylko poprawiają egzystencję. - Dla mnie symbiotyki wyżerają ludzkie tkanki powodując, że Arkanolijczycy zbliżają się do bez duchowego tworu, a nie pożądanego wzorca. - Głupoty mówisz – żachnęła się Namad. - Fajnie jest mieć niezniszczalne ciało i wiecznie młody wygląd. Wydaje się, że dzięki tym czynnikom znikają wszelkie problemy. Ale według mnie ukazując potęgę symbiotyków udowadnia się z drugiej strony słabość naszego gatunku niezdolnego do przetrwania bez wspomagaczy. Namad przygotowywała się do odpowiedzi na zarzut jej ideologii, jednak Faar skupiła się na małej postaci krążącej wokół atuarium i tam ją zaprowadziła. Zatrzymały się prawie przed samą bramą, aby lepiej przyjrzeć się zajętej zabawą dziewczynce. Dziecko najwyżej sześcioletnie posiadało bladą skórę i białe włosy. Twarz ukształtowana symbiotykami upodobniła właścicielkę do lalki dając jeszcze bardziej fantastyczny efekt niż u Gondeza. Nawet dłonie różniły się od standardowego modelu, a oczy odwzorowano od mitycznego zwierzęcia towarzyszącego Pierwotnym na freskach. Namad spodobała się dziewczynka, lecz jej mina okazywała pewne zniesmaczenie frywolnością rodziców. - Ona w rzeczywistości ma tyle samo lat co ja, albo jest jeszcze starsza – powiedziała Faar. - Czy takie szybkie modyfikacje są bezpieczne dla młodego organizmu? - kobieta chyba po części zazdrościła córce swatystów. - W dzieciństwie przyjaźniłam się z nią nie wiedząc, że mam do czynienia z symbiotyczną osobą. Jej rodzicie postanowili mieć wieczne dziecko, dlatego zatrzymali jej rozwój na obecnym etapie. Nie tylko ciało musiało stanąć w czasie. Robiono filtrowanie umysłu, by dziewczynka nie dorosła również mentalnie. Dorosły uwięziony w posturze kilkulatka oszalałby przez swoje kalectwo. - Nie przeszkadza jej to, że inni się zmieniają? Zwykle dzieciom zależy na szybkim przeobrażeniu w ostateczną formę. - Nie wiem. Dzięki rodzicom jest ograniczona umysłowo, wręcz zaprogramowana na konkretne zachowania. - Kiedy przestałaś się