Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Symfonia dusz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ubezwłasnowolnienie. Dotychczas nie doświadczyłam tego na własnej skórze, jednak tego dnia zdarzyło się coś, czego nie można określić innym słowem. To nie był sen. To nie był nawet hipnotyczny trans. Tylko właśnie ubezwłasnowolnienie, zarówno cielesne jak i umysłowe. Wszystko zdarzyło się dziesięć lat temu, w noc przed świętem zmarłych i tydzień przed moim ślubem. Prawdę mówiąc, dziś już prawie nie wspominam tamtych wydarzeń, a jeśli już, to są one bardzo mgliste i niewyraźne. Pamiętam tylko tyle, że późnym popołudniem wybrałam się do miasta, aby zakupić świeże kwiaty i znicze, które następnego dnia chciałam złożyć na matczynym grobie. Szłam spokojnie w stronę kwiaciarni, obmyślając listę zakupów, gdy nagle za moimi plecami rozległ się nieprzyjemnie zachrypnięty męski głos: - Halo, proszę pani! Dałaby pani chociaż funta człowiekowi w potrzebie. Brutalnie wyrwana z zamyślenia i przywrócona do rzeczywistości, odwróciłam się z zamiarem nakrzyczenia na właściciela tego głosu, jednak to, co ujrzałam, wstrząsnęło mną do granic możliwości. Na chodniku siedział - a właściwie półleżał - na oko trzydziestoparoletni mężczyzna. Był w opłakanym stanie: jego brudne, postrzępione ubranie cuchnęło padliną, ciemne, sięgające ramion włosy pozlepiały się od potu w strąki, a przystojną twarz szpeciły głębokie, krwawiące nacięcia. Nigdy nie miałam w sobie na tyle empatii, żeby nieść obcym bezinteresowną pomoc, i wtedy pewnie też bym odeszła, gdyby nie te oczy w cudownym kolorze lapis lazuli, które wpatrywały się we mnie z taką ufnością i nadzieją, że aż się serce krajało. - Przepraszam, ale... bardzo się spieszę - udało mi się wydukać. - Nawet dzisiaj, w przeddzień święta zmarłych, nie wesprze pani ubogich? - Oczy mężczyzny niebezpiecznie błysnęły. W sumie miał rację - w takie dni, jak ten, trzeba pomagać innym, nawet jeśli się jest bezdusznym potworem. Oblizałam spierzchnięte wargi, przestąpiłam z nogi na nogę i zerknęłam w stronę dzielnicy handlowej, po czym na powrót utkwiłam wzrok w nieznajomym. - Proszę zaczekać. Kupię tylko kilka rzeczy i zaraz do pana wrócę. Oddaliłam się pospiesznie, wciąż czując na sobie jego spojrzenie, i udałam do kwiaciarni „U Mary", gdzie nabyłam to, co planowałam, czyli znicze i bukiet białych chryzantem. Kiedy wróciłam, mężczyzna nadal półleżał na brudnych szmatach, oparty o ścianę sklepu spożywczego. - Dobrze, czego więc pan chce? Pieniędzy? Pożywienia? - spytałam, siląc się na normalny ton. - Mogę to panu zapewnić. Wejdę tu do sklepu i... - Dom - odparł. - Potrzebuję schronienia, chociaż na jedną noc. Błagam. Wcale nie miałam ochoty gościć u siebie bezdomnych obdartusów, lecz to był inny przypadek - ten mężczyzna słabł i potrzebował natychmiastowej opieki. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym go tu zostawiła, żeby się wykrwawił na śmierć. - Dobrze. Udzielę panu schronienia, ale tylko na tę noc. Proszę pójść ze mną. - Niech Bóg panią błogosławi - rzekł nieznajomy, podnosząc się z ziemi i zabierając podarty, brudny plecak. - Mam na imię Emily - dodałam, żeby przestał nazywać mnie panią. Nigdy tego nie lubiłam, a poza tym tak będzie dużo łatwiej. - Valentine - odpowiedział tylko, lecz jego okaleczone usta rozciągnęły się w lekkim, wdzięcznym uśmiechu, którego nie potrafiłam nie odwzajemnić. Kiedy już znaleźliśmy się w ciepłym zaciszu mojego domu, od razu przeszłam do kuchni i zajęłam się wypakowywaniem zniczy i kwiatów. - Łazienka jest na górze, pierwsze drzwi po lewej - zwróciłam się do Valentine'a. - Weź prysznic i wrzuć swoje ubrania do pralki. Potem spróbuję je zaszyć i zajmę się twoimi ranami. Usłyszałam jego kroki na schodach, a po chwili odgłos włączanego prysznica i lecącej wody. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, co począć z Valentine'em. Pierwotny plan był taki, żeby jutro po prostu wyprosić go z domu i spokojnie udać się do mojego narzeczonego Toma, a potem na grób matki, ale... z niewiadomych powodów ogarnęła mnie chęć bliższego poznania Valentine'a - kim jest, czym się zajmuje i co mu się przydarzyło, że wylądował ranny na ulicy. A potem wszystko potoczyło się jak w jakimś niesamowitym, nierealnym śnie. Powoli weszłam po schodach na piętro i zauważyłam leżący przy drzwiach do łazienki zniszczony plecak. Kucnęłam i ostrożnie uchyliłam jego ozdobioną przypinkami klapę, a na widok masy różnego rodzaju broni zakryłam dłonią usta, by powstrzymać krzyk i się nie zdemaskować. Kim, u diabła, był ten facet? Postanowiłam nie czekać, aż skończy brać prysznic, tylko wparowałam do łazienki z zamiarem wyrzucenia go z domu, choćby i nago. Jednak kiedy rozsunęłam drzwi kabiny prysznicowej, a zaskoczony Valentine odwrócił się twarzą do mnie, kompletnie zaniemówiłam. Bóg. Tylko to słowo uparcie cisnęło mi się na usta. Mężczyzna ten posiadał bowiem idealne, wręcz boskie ciało. Zupełnie jakby wyrzeźbił je sam Michał Anioł. Wszystkie mięśnie były dokładnie zarysowane, jednak nie ulegało wątpliwości, że Valentine najbardziej mógł się poszczycić swoim monstrualnym wręcz fallusem. Nawet mój Tom takiego nie miał. Wątpiłam, żeby jakikolwiek mężczyzna na Ziemi posiadał sylwetkę Adonisa i tak ogromnego członka. Poczułam, że robię się purpurowa na twarzy. Lecz zanim zdążyłam cokolwiek wykrztusić, Valentine chwycił mnie mocno za nadgarstek i wciągnął pod prysznic. W ciągu kilku sekund przemokłam do suchej nitki. - K-kim ty jesteś?... Zbliżył twarz do mojej tak, że czułam jego oddech, lecz zamiast odpowiedzieć, musnął moje wargi swoimi, co sprawiło, że zupełnie zesztywniałam i miałam trudności z oddychaniem. Po chwili znów mnie pocałował, tym razem śmielej i namiętniej. Poruszyłam się, próbując jakoś się wyswobodzić, ale nie potrafiłam logicznie wyjaśnić, dlaczego jednak postanowiłam zostać i dać się ponieść obecnej chwili. Może dlatego, że w moim i Toma życiu erotycznym zabrakło już tego ognia i emocjonalnego dreszczyku, a może dlatego, że wszystko wokół tak na mnie działało - gorący prysznic, panująca duchota, para wznosząca się po sam sufit... Byłam pewna tego, że zostałam ubezwłasnowolniona psychicznie i fizycznie. Oraz tego, że chcę to zrobić, właśnie z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%