Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Syn Smoka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1

Czyli o tym, jak Karsill próbował zarobić na konia i o wielkiej, nudnej naradzie.

Na samym środku rynku w północnej części Mandrady w mieście Algerio stało dwoje ludzi. Oboje w czarnych płaszczach. – Ludzie parę pików dla biednych podróżnych bez konia. – prosił jeden. – Tylko kilka... – zaczął drugi. Teraz można było zauważyć, że jednym z tych ludzi jest mężczyzna, a drugim kobieta. Na pierwszy rzut oka nie było widać różnic, oboje szczupłej sylwetki, tego samego wzrostu, a spod kapturów nie było widać twarzy. Stali na rynku już od rana, ale zebrali dopiero jednego selda (dziesięć pików). Prawdopodobnie przyczyną były bardzo kosztowne ubrania, które jednak nie wyglądały schludnie, całe zabłocone i podarte. W pewnym momencie mężczyzna zdjął kaptur, a spod niego wyłoniła się młoda twarz. Miał dwadzieścia parę lat, zielone oczy i kruczoczarne włosy. Jego twarz była delikatna i gładka, widać było, że ma w swoich żyłach krew elfa. Za przykładem chłopaka poszła kobieta. Miała chyba tyle lat co jej towarzysz, ale wyglądała całkiem jak elf. Na jej twarzy nie było widać najmniejszego uszczerbku czy zmarszczki. Miała długie, czarne włosy i niebieskie oczy. Nagle mężczyzna wziął kapelusz z pieniędzmi. Na jego twarzy malowała się złość. Parę razy przeliczył monety. – Czy to naprawdę taki wysiłek wrzucić parę pików dla zbłąkanych podróżnych?! – wybuchnął. – Naprawdę taki wysiłek?! – Przestań... – zaczęła młoda kobieta. – Nie przestanę! Chcę parę seldów! To nie jest majątek!! Potrzebujemy konia, a ci ludzie są gorsi od Sawilardów, a wiesz że to plemię samych skąpców. – Tak wiem. – To jak mam przestać! Spóźnimy się na naradę i Lastirt nas prześwięci! – Karsill! – kobieta tym razem wrzasnęła. – To, że jesteś zły wcale nie znaczy, że musisz publicznie mówić o tajnych planach Lastirta! – Ale... – Żadne ale. – Spóźnimy się Kłócąc się nawet nie zauważyli, że kapelusz zaczął się napełniać. Najpierw pikami, a później nawet seldami, tak, że gdy zakończyli spór była tam już pokaźna sumka. – Wiedziałem, że to zadziała. – odparł Karsill biorąc kapelusz z pieniędzmi. – Nie lubię tych metod. Są takie... takie. – Jakie? No jakie Dantello, jakie? Działają a to najważniejsze. Teraz lepiej się pospieszmy, bo mamy tylko dwa dni do tej głupiej narady. Poszli do najbliższego kowala mając 15 seldów. Jednak znalezienie właściciela kuźni nie było takie łatwe. Kowal ze strachu schował się. Karsill znalazł go wśród siana. – Potrzebujemy konia. – powiedział. – Pozwolisz, że sami sobie wybierzemy. Kowal ze strachu nic nie odpowiedział, a podróżni poszli do stajni. Karsill tylko spojrzał na konie i podszedł do ostatniego boksu. Był tam duży, kary ogier. Najwidoczniej nie podobało mu się w stajni, bo skakał, wierzgał i kopał. – Tego nie polecam. – odezwał się jakiś mężczyzna z boksu obok, najprawdopodobniej stajenny. – To najdzikszy koń jakiego widziałem. Nawet karmić się nie pozwala. – Mimo to wezmę go. – postanowił Karsill otwierając boks i wyprowadzając konia. Ten, nadal niespokojny, próbował go kopnąć, ale mężczyzna pogłaskał go i wyszeptał parę słów w jakimś obcym języku. Koń w jednej chwili uspokoił się, a chłopak wskoczył mu na grzbiet. – Dante, chodź. – odrzekł podając towarzyszce rękę. Gdy tylko ona wsiadła ruszyli galopem nie zatrzymując się przez dwa dni.

***

Dwa dni później w elfim pałacu w Lindadzie zebrała się narada najszlachetniejszych mieszkańców tej pięknej, zielonej krainy. Na wielkim, czerwonym fotelu siedział władca, Lastirt, a wokół niego wszyscy pomniejsi książęta i szlachetnej krwi elfy. – Gdzie oni są? – myślał głośno jeden z członków rady. – Już tylko ich nie ma. – stwierdził Lastirt. – Zaraz powinna się zacząć narada. – przypomniał inny członek rady. – Pewnie jak zwykle wpadną na ostatnią chwilę.

– Karsill pewnie będzie się tłumaczył, że ratował świat. – zaśmiał się Lastirt. – Jedzie panicz Karsill  - usłyszeli krzyk z wieży. – No nareszcie. Po chwili w sali narad pojawił się Karsill z Dantellą. Byli brudni, spoceni i zziajani, a na twarzy chłopaka rysował się wyraz niechęci. – Nareszcie jesteście. – powiedział Lastirt – Dlaczego się spóźniliście na naradę? Znowu ratowaliście świat? – Nie, akurat tym razem bylibyśmy na czas gdyby nie ci skąpi Algierczycy. Jednego selda w pół dnia. To chyba przesada. – No cóż. Patrząc na was nie dziwię się tym ludziom. – przez twarz władcy elfów przebiegł uśmiech. – Jak w końcu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%