Horror · 15 min czytania
Synowie Nocy cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział pierwszy
Kobieta uciekała tak szybko jak tylko mogła, ale rana nogi wciąż krwawiła i ciągle dawała o sobie znać. Wbiegła w jakiś ciemny zaułek i szybko schowała się za duży pojemnik na śmieci. Jej blond włosy pokrywała zakrzepnięta krew. Jedyny dowód na śmierć jej narzeczonego. Spojrzała na siebie i odkryła, że jej szmaragdowa sukienka była naderwana w kilku miejscach i poplamiona jej własną krwią. ,, Boże co oni mu zrobili!” – kobieta krzyczała w myślach. Zaczęła płakać. Najpierw powoli, łza za łzą, lecz później płacz przerodził się w głośny lament. Wróciła pamięcią do wydarzeń sprzed kilku chwil. Melodia Walca unosiła się jakby w powietrzu w restauracji ,, Romantic Scene”. Siedziała to wtedy naprzeciwko swojego nowego wybranka serca, Ryan’a Scotta. Poznała go trzy miesiące temu, kiedy to niespodziewanie miała awarię samochodu a on przejeżdżając obok niej swoim czarnym samochodem stanął i pomógł jej naprawić usterkę. Tak to się zaczęło. Kelner przyniósł czerwone wino w dorodnych kieliszkach. Wzięła do ręki kieliszek i wypiła łyczek trunku. Ryan nagle chwycił jej dłoń i powiedział: - Scarlet, choć minęło tak mało czasu wiem, iż jesteśmy sobie przeznaczeni. Moje życie zaczęło naprawdę istnieć od kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem. – sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej czerwone pudełko. – Scarlet, czy zostaniesz moją żoną? Jej oczy rozszerzyły się jak zobaczyła srebrny pierścionek z trzema małymi diamentami. Popatrzyła czule na niego, jej usta otworzyły się, aby powiedzieć ,, tak”, ale nie zdążyła. Nagle usłyszała brzdęk okna i głośny rumor. Odwróciła głowę i zobaczyła pięcioosobową grupę ludzi. Trzech mężczyzn i dwie kobiety. Jednak coś w ich postaciach zaniepokoił Scarlet. Byli nieco dziwni. Wszyscy ubrani na czarno, choć było zbyt ciepło jak na skórzane płaszcze. Podbiegło do nich dwóch ochroniarzy jednak szybko upadli na ziemię w wyniku uderzenie jednej z kobiet! To zdarzenie zmroziło Scarlet. ,, To tylko kobieta a powaliła na ziemię dwóch rosłych mężczyzn! „ Nagle wszyscy ruszyli na sale i rzucili się w kierunku ludzi. Zaczęli kąsać a nawet gryźć ludzi. Mieli ogromną siłę i rzucali ludźmi jak zapałkami. Najwyższy z mężczyzn wyrzucił właśnie martwego już kelnera przez całe pomieszczenie dopóki nie zderzył się z przeciwległą ścianą. Wampir otarł swoje usta dłonią a następnie zlizał pozostałą krew z dłoni. Wampir spojrzał na przerażoną Scarlet i już miał się na nią rzucić kiedy to Ryan wyprzedził go i przewalił na ziemię. Wtedy to upadła i rozdarła sobie sukienkę. Ryan ciągle szarpał się z wampirem. Pokryty był już własną krwią. - Uciekaj! Uciekaj Scarlet! – krzyknął zanim Wampir zdołał mu skręcić kark. Scarlet nie widziała już jak wypija jego krew a potem rzuca jego bezwładnym ciałem o ścianę. - Dorwać mi tę dziewczynę! – krzyknął do innego wampira i wampirzycy stojących przy wyjściu i konsumujących właśnie kucharza i jakiegoś klienta restauracji. Natychmiast przestali i wybiegli na ulicę. Scarlet nadal płakała siedząc w swojej kryjówce. Spojrzała na swoją dłoń. Nadal miała pierścionek. Teraz był tylko bezużyteczną ozdobą a nie wyznaniem miłości drugiej osoby. Zdjęła pierścionek z palca i trzymała go w dłoniach. Nagle usłyszała szmer przewracanych worków na śmieciu i łoskot metalu. Wstała i wyjrzała ostrożnie zza śmietnika. Uspokoiła się lekko gdy stwierdziła, że to zwykły kot. Kiedy chciała usiąść wampirzyca ścisnęła jej gardło a potem zaczęła kąsać. Pierścionek powoli spadał kończąc swój ostatni lot na brudnej kamiennej uliczce. Scarlet upadła niedługo potem.
Komisarz Cordel dostał właśnie zawiadomienie o masakrze w restauracji. Odłożył telefon na miejsce i nadal leżał na swoim łóżku. Spojrzał na zegarek. Wpół do szóstej. ,, Niezbyt miły początek dnia” – pomyślał wstając. Przeszedł parę kroków i znalazł się w łazience. Spojrzał w lustro nad białą umywalką. Zobaczył swoje odbicie, które mówiło mu, że nie wygląda najlepiej. Jego żywe niebieskie oczy były teraz przytłumione a włosy, które zwykle były w artystycznym nieładzie teraz wystawały z głowy pod różnymi kątami. Szybko wziął chłodny prysznic, potem wyszczotkował zęby i ubrał się w policyjny mundur. Miał dopiero 25 lat a już został komisarzem. W policji był dopiero od lat czterech. Zamknął swoje mieszkanie i wyszedł na ulicę. Lipcowy dzień zaczynał się chłodno. Nawet nie było widać słońca spoza szarych chmur zapowiadających ciepły deszcz. Miguel Cordel przywitał się jeszcze ze starszą sąsiadką zanim dotarł do garażu. Szybko dotarł na miejsce swoim zielonym fordem. To zdarzyło się jeszcze na jego dzielnicy, zaledwie kilka przecznic dalej. Tuż pod jego nosem. Na miejscu zastał dwa wozy policyjne. Teren był już zabezpieczony i ogrodzony żółtą taśmą. Dobrze, że nie jadł śniadania bo żołądek żadnego człowieka nie był przygotowany na ten widok. Większość ścian był obryzganych krwią. Stoliki i krzesła a nawet kuchnia była zniszczona. Zostało kilka ciał w całości, ale reszta była już tylko plątaniną członków i narządów wewnętrznych. Komisarz Miguel nie wytrzymał i zwymiotował do jednego z garnków leżących w nieładzie na podłodze. Podszedł do niego oficer Burks. - Sprawa nie wygląda dobrze. Nie ma żadnych świadków oraz żadnych śladów oprawców. Po prostu tak jakby sami się pozabijali. To przecież absurd. Dostałem również informację o jeszcze kilku takich masakr w obrębie naszej dzielnicy. Zero świadków oraz zero podejrzanych. To najgorsza sprawa w tym dziesięcioleciu nie licząc masakry w jednym domu. Ale wtedy to była robota psychopaty. Mieliśmy czarno na białym oprawcę. Co o tym pan sądzi? - Nie wiem. – to była jego szczera odpowiedź. Naprawdę nie wiedział co o tym myśleć. – Musimy zebrać informację o ofiarach. Może to nam w czymś pomoże. Cordel zamierzał już wyjść, kiedy to zauważył małe pudełeczko leżące obok jednej ze zmasakrowanych osób. Podniósł je i otworzył. Nie było w nim pierścionka. - To nie był najlepszy dzień na oświadczyny. – rzekł odkładając pudełko na miejsce. Wyszedł na ulicę odetchnąć świeżym powietrzem. Zanosi się na to, że będzie to jego jak dotąd najtrudniejsza sprawa. Wyjął z kieszeni spodni papierosy i zapalił jednego. Nie był nałogowym palaczem, po prostu czasem musiał odreagować. Sam nawet nie zauważył, że oddalił się dość daleko od restauracji. Nagle usłyszał krzyk. Skręcił w kamienną uliczkę i zobaczył młodą dziewczynę krzyczącą zawzięcie z workiem pełnym śmieci obok siebie. Komisarz podszedł bliżej i zobaczył czemu dziewczyna krzyczy. Koło śmietnika leżała zakrwawiona kobieta. Szybko kazał dziewczynie odbiec a sam uklęknął obok kobiety. Umarła nie zamykając oczu. Piwne oczy wpatrywał się w niebo bez emocji. Miguel zauważył obok tej kobiety srebrny pierścionek. ,, A więc to ty miałaś być jego narzeczoną” – myśl sama napłynęła mu do głowy. Wyjął komórkę i zadzwonił do Burksa. Chwilę potem przyszło troje policjantów i zabezpieczyli teren. Zrobili zdjęcia miejscu zbrodni jak i samej ofierze. Chwile potem nadjechała karetka i umieściła kobietę w czarnym foliowym worku. Miguel nigdy nie myślał o śmierci. Wydawało mu się to tak daleko, ale ta kobieta była mniej więcej w jego wieku i umarła nie spodziewanie. Kiedy zasuwali worek zauważył dwie dziury na jej szyi. Symetryczne i o tej samej wielkości. Wyrwał aparat jednemu z…