Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

Synowie Nocy cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział trzeci Sebastieu zdążył nasycić się już swą ofiarą. Drobna blondynka po dwudziestce już nigdy nie wybierze się na samotny spacer po mieście. ,, Boże jakie to było łatwe!” Sebastieu był z siebie bardzo zadowolony. Wiedział iż nie długo zaczną o nim opowiadać przerażające historie jak tylko jego mistrz i władca, okrutny Selebien zawładnie tym plugawym miastem. Wszyscy będą czuli respekt na dźwięk imienia ,, Sebastieu”. Od trzystu lat nie czuł większej chęci do mordu niż teraz. Na tej jednej dziewczynie się nie skończy. Błądził teraz ulicami unikając samochodów i ludzi w większych grupach. Uwielbiał kryć się w cieniu a potem znienacka atakować ofiarę. Zupełnie jak ten, który go stworzył. Był rok 1709. Sebastieu był wtedy synem mleczarza i szwaczki. Byli dość średnio zamożną rodziną. Sebastieu miał wtedy dwadzieścia trzy lata i pomagał ojcu w rozwożeniu setek butelek z mlekiem z własnej farmy. Jego ojciec zatrzymał się na chwilę w mieście, aby porozmawiać ze swoim znajomym. Sebastieu wymknął się wtedy z furgonetki i wszedł w ciemną uliczkę. Z ukrytej kieszeni kurtki wyjął paczkę papierosów i zaczął palić. Gdyby ojciec się dowiedział, że pali to z pewnością zostałby zamknięty w piwnicy. Nie popierał palenia ponieważ zżerało to cały rodzinny budżet. Mimo tego Sebastieu nie potrafił rzucić. Wtedy to usłyszał kroki. Odwrócił się, ale nikogo nie zobaczył. Potem było już za późno na ucieczkę. Wampir był za jego plecami i wgryzł się w jego tętnice pijąc słodką krew RH+. Jednak mimo znacznego upływu krwi Sebastieu nadal walczył. Zdziwiło to Selebiena, to właśnie on go zaatakował. Postanowił uczynić go swoim wiecznym sługą, więc wtoczył przez kły w jego ciało substancję, która zapewniała mu wieczną młodość, ogromną siłę, wieczne życie oraz uczyniło jego ciało podatnym na promienie słoneczne. Sebastieu dobrze pamiętał ten dzień. Dzień, w którym odrodził się na nowo. Jako nowy człowiek. Nie, jako prawa ręka mistrza Selebiena. Z syna mleczarza stał się Księciem Synów Nocy.

Tej nocy Alan jeszcze raz zadzwonił do Cordela. - Musisz natychmiast przyjechać! To ważne! – jego głos załamywał się. - Spokojnie nie krzycz tak! O co chodzi? - To nie na telefon. Przyjeżdżaj. Komisarz zawrócił swego forda w kierunku miejskiej kostnicy. Kiedy tam podjechał Alan czekał już na zewnątrz. - Co tak długo? – spytał stojąc przy głównych drzwiach. - Byłem na drugim końcu miasta, kiedy zadzwoniłeś. – usprawiedliwił się. – Co jest takie ważne? - Musisz ponownie kogoś odwiedzić. Alan zaprowadził go do głównej kostnicy. Wszędzie panował ogromny chłód. W pomieszczeniu były tylko rzędy srebrnych metalowych szafek długich na dwa i pół metra. Alan podszedł do jednej z szuflad i otworzył ją ze zgrzytem. Na szufladzie leżał trup Scarlet. Cordel podszedł bliżej i przeraził się. Usta Scarlet powinny być sine a nawet takiej barwy jak jej twarz, ale jednak są krwisto czerwone a na jej twarzy pojawiły się różowe rumieńce. Włosy zamiast matowych i kruchych były gęste i lśniące. W dodatku wyglądały tak jakby dopiero co zostały poddane efektowi maseczki regenerującej. ,, Boże! Przecież ta kobieta nie żyje od 4 dni!” Cordel zaczął trząść się z nerwów. - To jeszcze nie wszystko. – powiedział Alan i uniósł górną wargę trupa ukazując światu swoją tajemnicę. Kły. Długie na półtora centymetra, istnie białe ostre na końcach kaleczyły dolną wargę. - Cholera! – Cordel odsunął się od trupa Scarlet. – Co to kurwa jest?! - To właśnie chciałem ci pokazać. To wszystko świadczy tylko o jednym. Ona stała się nosferatu. Jest… - Tak, tak, wiem. Żywym trupem, który sączy krew z karków biednych śmiertelników. Ale jak to się stało? Czyż nie powinna stać się wampirem tak… od razu? Tak zawsze było na filmach. - I tu przydały mi się wyniki analizy tej substancji. Czekaj sprawdzę, gdzie je mam… O! Są! – wyjął lekką teczkę z szuflady biurka ze swojego gabinetu. – Patrz! To jest enzym, z którym środowisko biologiczne jeszcze się nie spotkało. Powoli zmienia strukturę komórkową a nawet molekularną osoby, której strzyknięto ten enzym. To dość skomplikowane. Nie musisz patrzeć na wykresy chemiczne. Lepiej spójrz na skład chemiczny tego enzymu. Białko, cukry, nawet kilka złożonych cukrów oraz śladowe ilości ptialiny. Ptialina to enzym, który rozpuszcza cukry. Produkują ją ślinianki. Komisarzu, to ludzka ślina, albo raczej wampirza. - Czyli sądzisz, że pod wpływem tego enzymu Scarlet stała się wampirem a te jej rany na szyi to robota plugawego wampira? – Cordel wyciągnął wnioski, które tydzień temu uznałby za nonsens. – Mój brat też miał takie ślady. Jest tutaj jego ciało? - Niestety nie, nie było tu już miejsca więc jest teraz pewnie w tej małej kostnicy szpitalnej. - Skoro ona została wampirem to mój brat na sto procent też nim będzie? - Obawiam się, że tak. Nie ma od tego odwrotu. Enzymu nie da się powstrzymać. Wystarczą tylko trzy dni od ugryzienia. Jemu został jeszcze jeden. Musisz jak najszybciej pojechać do szpitala. – podsunął Alan zamykając szufladę z wampirem. - Tak, ale nie zdążę przed zachodem słońca. One chyba wtedy się budzą, no nie? - Pospiesz się i jak najszybciej sprawdź jak wygląda twój brat. - No to jadę a ty spróbuj dowiedzieć się czegoś o zdolnościach wampirów. Jak najwięcej! – Cordel wybiegł z pomieszczenia na parking.

Juliette Paz była w klubie nocnym ,, Indygo”. Ubrana była jak nastolatka, obcisła spódniczka, czerwona koszulka, naszyjnik, bransoletki, wysokie skórzane buty. Gdyby ktoś nie znał tajemnicy Juliette uznał by ją za zwykłą dziewczynę do zerżnięcia. Jednak ona skrywała wielką tajemnicę. Przekleństwem Juliette było to, że była Wampirem. Nie z wyboru.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Synowie Nocy cz.3 — czytnik · opowiadania