Inne · 7 min czytania
Syrena.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mężczyzna nie należał do ludzi szczególnie wrażliwych czy romantycznych. Przez wiele lat był rybakiem i to był po nim widać. Twarz ciosana wiatrem, rumiane policzki, tępy wyraz twarzy, nikotynowy oddech, rzadkie włosy zaczesywane do tyłu. Niedawno skończył pięćdziesiątą dziewiątą wiosnę i przeszedł na emeryturę. Najmował się ciągle do łowienia, żeby mieć jakieś zajęcie. Któregoś razu powrócił z połowu do domu i zaczął płakać. -Czego? – zapytała żona, która słynęła z niewyparzonego języka. Mężczyzna nie reagował. Wyszedł na balkon i tam kontynuował wylewanie łez. Robił to na tyle głośno, że sąsiadka mieszkająca poniżej zainteresowała się i przyszła, niby za pożyczką. -A co się twojemu stało? – zapytała. Kobieta wzruszyła ramionami. -A ja wiem. Beczy. -Taki chłop? – zdziwiła się sąsiadka. -To co, jak chłop, to nie możesz sobie zapłakać? Widocznie ma powód. A pani co do tego? -Cukru przyszłam pożyczyć. -W sklepie jest. U mnie na pożyczki nie ma. -Może mu co ukradli? -A co mieliby niby? -Nie wiem, łódkę? -Jaką łódkę? Dawno na złomie. -To już nie łowi? Może ma depresję? -Jaką depresję, za dużo czyta pani gazet. Mój mąż w życiu się niczym nie przejmował, zawsze wszystko na spokojnie. -Widzi pani, przyszła kryska na Matyska. Całe życie na spokojnie, a na starość zwariował. Kobieta odprowadziła sąsiadkę do drzwi. -Zaraz zwariował, niech lepiej pani swojego pijanicy pilnuje, wczoraj znów na klatce się awanturował. Mężczyzna uspokoił się po kilku godzinach. Wrócił do pokoju, otworzył nową paczkę Albatrosów i palił. -No mów wreszcie? Stało się coś? Sucha, pomarszczona twarz rybaka pozostała bez wyrazu, kiedy wypowiadał pierwsze tego popołudnia słowa. -Zakochałem się… Kobieta zaczęła się śmiać. Skrzekliwy rechot uniósł się nad blok, był tak głośny, że jego odgłos poleciał w górę i dotarł aż do morza. Stado mew poderwało się słysząc ten dziwny, nieznany dźwięk. -Stary wariat, jak Boga kocham wariat. Zakochał się. Rano wyszedł, normalny a wrócił zakochany. Mężczyzna nic sobie nie robił z drwin żony. Patrzył nieobecnym wzrokiem w okno. -Nie mogę bez niej żyć… -Nie może bez niej żyć, Jezusie nazareński, co teraz będzie? Powiedz lepiej, żeś się z kumplami opił, myślisz, że nie wiem, że chodzicie do portu na kurwy? Co, tak ci dogodziła? Ile żeś jej zapłacił? Ty stary dziadu, ty capie jeden, ja ci ją z głowy wybiję. -Kocham ją – powtórzył mężczyzna i znów zaczął płakać. Kobieta przestała się śmiać. Jeszcze nigdy nie widziała męża w takim stanie. Postanowiła zadzwonić do córki. -Słuchaj z ojcem jest nie dobrze – powiedziała do słuchawki tak żeby jej nie słyszał. -Co? Co się stało? Zawał? Jakiś wypadek? -Nie wiem. Płacze. -Płacze? -Przecież on…nigdy, on nigdy nie płakał. Może wpadnę co? -Zajdź do apteki. -Ale co mam powiedzieć, że co mu jest? -Weź coś na uspokojenie, jakieś zioła czy coś. -Zaraz będę.
Mężczyzna nie chciał ziół. Pogłaskał córkę po głowie i z czułością pocałował ją w czoło. -Żebyś ty wiedziała jak ja ją kocham. -Ale kogo? Nie możesz powiedzieć? -Prosiła mnie. -Od nas z miasteczka? Mężczyzna pokręcił głową. -No powiedz, ojciec, przyjezdna? -Nie wiem. -Nie wiesz czy przyjezdna? -Nie wiem. Ona… -No… -Ja ją złowiłem. -Złowiłeś? – matka z córką zadały to samo pytanie jednocześnie. -Łowiliśmy flądrę…nagle tarpnęło siecią, myślałem, że to coś dużego, wciągnąłem ją do łódki… -Co? -Nie wiem. -Dziewczyna? -To było dziesięć kilometrów od brzegu. To nie mogła być dziewczyna. Ona wyglądała jak… -Matka Boska? -Jak syrena. Od dołu…