Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kariera · 8 min czytania

System

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Marek przeglądał bez zastanowienia dokumenty leżące na biurku. Nie czuł tego co kiedyś. Pasja, która cechowała go, gdy zaczynał karierę prokuratora przeminęła. Chęć doprowadzania przed wymiar sprawiedliwości niegodziwców uleciała. Z czasem przyszła rutyna i życie z myślą o emeryturze. Liczył na to, że wówczas odpocznie i zapomni o tym czego doświadczył wykonując swe obowiązki. Pewnego dnia jednak coś w nim pękło. Zdał sobie sprawę, że dłużej już tak nie może. Zwyczajnie nie da rady wytrzymać kolejnych lat w pracy, której miał dość i do której zaczął żywić odrazę. Zdecydował się przyśpieszyć koniec swojej kariery. Nie chciał jednak tak po prostu się zwolnić, nie wyjawiając przyczyn… Za długo kiełkowały w nim pewne myśli, za długo się z nimi zmagał. W końcu powziął decyzję. Dniem wolności miał być ten jutrzejszy. Wiedział już jak to zakończy.

Zadzwonił telefon.

„Słucham – powiedział Marek do słuchawki. Tak jestem przygotowany…– kontynuował. Tak panie prokuratorze, oczywiście panie prokuratorze – schlebiał swojemu przełożonemu. Do widzenia – zakończył w końcu krótką formalną rozmowę. Czyżby coś przeczuwali – zastanowił się. Po chwili zawładnęła nim złość. Jak ja cię nienawidzę, jak ja mam cię dość - myślał. Tyle lat zmuszony byłem słuchać twoich poleceń i tłamsić własne sumienie. Jesteś taki sam jak inni. Sprawiedliwość… co ty o niej wiesz… Jeżeli nawet masz o niej jakieś pojęcie, to dawno przestałeś się nią przejmować. Liczy się dla was tylko kariera, zysk i układy. Stworzyliście, wy wszyscy, układ, koterię, klikę, która rości sobie prawo do wymierzania sprawiedliwości, karania innych. To wszystko czego uczono i was, i mnie na studiach prawniczych nawet w teorii jest niewiele warte. To przecież nic innego jak pranie mózgu. Chełpicie się swoim wykształceniem i zawodem. Chodzicie dumni patrząc z góry na całą resztę. Albo jesteście zakłamani, albo nieświadomi zła, które wyrządzacie. Nie wiem co gorsze – myślał Marek.

Z czasem zaczął przygotowywać się do snu. Zjadł kolację, zadbał o wieczorną toaletę i położył się do łóżka. Spojrzał na leżące w nieładzie dokumenty. Nie potrzebował ich…. Wiedział co ma powiedzieć, gdy stanie przed sądem. Wiedział doskonale….

Wkrótce zasnął. Spał snem sprawiedliwego…. po raz pierwszy od wielu lat.

Minęła noc. Punktualnie o siódmej zadzwonił budzik. Marek przeciągnął się. Na jego twarzy zagościł dawno niewidziany uśmiech. Jeszcze cztery godziny i będę wolny – myślał. Poleżał chwilę, wziął prysznic i zabrał się za przygotowywanie śniadania. Nagle obleciał go strach. A jeżeli nie dam rady? Jeżeli się ośmieszę ? Co wtedy? Nie, niemożliwe, próbował się uspokoić… Mam rację. Sięgnął po czarną, zimną wczorajszą kawę. Wziął łyk… potem drugi. Wiem że mam rację , na pewno…. Znam doskonale ten cały system sprawiedliwości… . Mijała minuta za minutą. Marek co chwila spoglądał na zegarek. Niecierpliwił się.

Gdy przyszedł czas założył garnitur, pantofle i rozejrzał się po swoim skromnym mieszkaniu. Zaczynam je lubić – pomyślał.

O 10:30 znalazł się w sądzie. Jak zwykle przywitał się serdecznie z panem Józkiem - strażnikiem pilnującym wejścia. Ten starszy człowiek nie dałby rady pewnie nawet dziecku. Ciekawe kto mu załatwił tę robotę - zastanawiał się Marek. Chociaż koszty zatrudniania emerytów są zdaje się mniejsze niż tych nie posiadających jeszcze prawa do emerytury. Może więc jednak pan Józek otrzymał tę posadę bo sobie na nią zasłużył… . - kontynuował swoje rozmyślania.

Trochę przed jedenastą wszedł do Sali rozpraw. Lubił ją. Miała w sobie „to coś”, jeżeli można tak powiedzieć o pomieszczeniu. Przez duże, drewniane okna zaglądało słońce, jego promienie padały wprost na biurko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%