Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Szałas

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Wieża w Pizie nachylona jest pod kątem widzenia turystów." Stanisław Jerzy Lec

KRZYSZTOF

- Profesorre – powiedziałem ze złością – może by tak łaskawie Profesorre ruszyło dupę i wydoiło krowę?

Profesor spojrzał na mnie z mieszaniną strachu, niesmaku, ale i szacunku.

- Wystarczy poprosić – zdobył się na odwagę wstając z kamienia. - Ja cię, kurwa, zaraz poproszę – odparłem na to i uczyniłem w kierunku Profesora gest jakbym chciał go zdzielić po łbie. Schylił się odruchowo i czym prędzej wyszedł z szałasu.

Gangrena przyglądała mi się, chociaż gdy tylko na nią spojrzałem, odwracała wzrok. Myślała, że tego nie zauważę, czy co?

- Co się gapisz? – zapytałem ostro. - Ja? – udała zdziwioną. Całkiem do rzeczy była, gdy robiła takie duże oczy. W ogóle była całkiem do rzeczy, już ja bym się nią zajął gdyby nie ten pierdolony Pies. - Nie, kurwa, Matka Teresa z kikutem – zakpiłem i roześmiałem się ze swego dowcipu. Matka Teresa z kikutem, dobre. - Wcale się nie gapię – powiedziała Gangrena – ale mógłbyś być trochę milszy dla Profesora. Nic by się też nie stało, gdyby w ogóle był pan trochę milszy. Jesteśmy w końcu.... - Dobra, dobra, starczy już – warknąłem – Jak to się rozgadało, kurwa jej jebana mać.

Zdenerwowałem się i aż wstałem. Gangrena przestraszyła się, choć najwyraźniej starała się z całych sił nie dać tego po sobie poznać. Niby obojętnie wzruszyła ramionami i odwróciła głowę w kierunku wejścia do szałasu. Pewnie miał to być znak, że Pies zaraz wróci, w końcu polazł tylko po wodę, ale ja w dupie już miałem Psa. W końcu musiał nadejść ten dzień, w którym sprawdzimy który z nas jest mocniejszy, miałem już serdecznie dosyć tego faceta. Zrobiłem trzy kroki w przód i znalazłem się tuż przy Gangrenie. Kucnąłem i uśmiechnąłem się.

- I co teraz? – powiedziałem – Masz ochotę na małe bara-bara?

Spojrzała mi prosto w oczy i zebrawszy całą swoją odwagę wypluła mi w twarz:

- Pierdol się, chamie.

Roześmiałem się i chwyciłem ją za brodę.

- Lubię takie ostre suki.

Złapała moją rękę i próbowała mnie od siebie odepchnąć, ale trzymałem mocno. Drugą rękę położyłem na jej małym cycku. Wierzgnęła niczym koń i spróbowała wstać, ale popchnąłem ją mocno. W tym momencie usłyszałem za plecami głos:

- Puść ją.

Zdziwiłem się i to mocno, bo głos wcale nie należał do Psa. Odwróciłem głowę.

- A ty co, Profesorre? –warknąłem – Wracaj doić krowę póki mnie jeszcze poważnie nie wkurwiłeś.

Mężczyzna zawahał się i rozejrzał wokół siebie. Najwyraźniej liczył na rychły powrót Psa, ale ten jakoś długo zamarudził przy wodopoju.

- No – powiedziałem ostro – Już cię tu nie widzę. - Puść ją – powtórzył Profesor i rzeczywiście puściłem Gangrenę. Wściekły wstałem, podszedłem do starca i uderzyłem go w twarz. W cale nie tak mocno, ale wyleciał z szałasu jak z procy. Gangrena krzyknęła. Wyszedłem na zewnątrz i sprzedałem Profesorkowi kopa w okolice żeber, żeby miał nauczkę. Coś pękło mi pod butem, a mężczyzna jęknął tylko. Być może przesadziłem, ale z drugiej strony oni w końcu musieli zrozumieć kto tu jest panem. Wróciłem do szałasu, Gangrena stała, w ręku trzymała nóż.

- Odłóż to –powiedziałem spokojnie – bo się jeszcze skaleczysz.

Dwoma susami znalazłem się przy niej i wytrąciłem jej broń z ręki. Chwilę później zerwałem z niej bluzkę.

MARIA

Hektor długo nie wracał, a Burakowi najwyraźniej zaczynało się nudzić. Dłubał w nosie, pogwizdywał, drapał się po tłustych włosach - sam nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Gdy Dziadek poszedł po mleko, Burak oczywiście się do mnie przyczepił.

- Czego się gapisz? – zapytał ni z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%