Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 11 min czytania

Szaleństwo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Spojrzała na zegarek, była 9.58. Przyszła w samą porę, pierwszy raz od tygodnia nie spóźniła się. Była ubrana w grubą kurtkę i czarne spodnie, nie miała żadnego nakrycia głowy, jej strój dopełniały skórzane, brązowe buty. Podeszła do starych drewnianych drzwi i wyciągnęła pęk kluczy, szybko znalazła prawidłowy i otworzyła je. Ciche skrzypnięcie zawiasów wypełniło na chwilę pusty i ciemny korytarz. Zamknęła za sobą drzwi, po plecach przeszły jej ciarki, mimowolnie rozejrzała się po ponurych ścianach, z których kawałami odpadał tynk. Zawsze w tym miejscu zastanawiała się, po co ma tutaj siedzieć trzy godziny i pilnować czegoś, czego i tak pewnie nikt nie chciałby mieć. Zresztą, nawet jakby ktoś chciał to ukraść, to przecież nie stawiłaby żadnego oporu, nie była silna, nie umiała się też bić. Wystukała buty ze śniegu i wkroczyła w mrok korytarza, nacisnęła po drodze włącznik, lecz światło nie zapaliło się, cicho zaklęła pod nosem. Poszła szybkim krokiem do ostatnich drzwi. Nagle usłyszała szept. Stanęła w miejscu i wytężyła słuch, jednak do jej uszu doleciała tylko cisza. Podeszła do drzwi i wyjęła klucze, znów ten sam szept. Szybciej! - pomyślała. Szept nasilił się, jednak dalej nie można było zrozumieć poszczególnych słów. Klucze wypadły jej z rąk, próbowała je podnieść, ale jej ręce zbyt drżały. Głosy w korytarzu dalej szeptały, ich głos okrążał ją potęgowany przez echo. Wzięła głęboki oddech i podniosła klucze, szepty zmieniły się w jeden głos, w ciche mamrotanie jednego słowa. Głos ten wwiercał się w jej mózg, wywołując tępy ból głowy. Nie mogła się skupić na niczym innym, tylko głos, głos, cichy głos, jednak głośniejszy niż krzyk. Mącił jej myśli, wdzierał się do każdego zakamarka jej umysłu. W końcu włożyła klucz do zamka i przekręciła, usłyszała szczęk i ciężkie, żelazne drzwi zaczęły się otwierać. Wkroczyła do pomieszczenia, przechodząc przez próg zrozumiała słowo, które unosiło się wokół niej, było nim: „szaleństwo”.

Szaleństwo, szaleństwo... Zapaliła światło i zaczęła chodzić po pokoju. Było to kwadratowe pomieszczenie, łączące się z drugim prostokątnym, jego ściany były białe, podłoga drewniana. Pod ścianą w kącie stało stare, masywne krzesło wykonane także z drewna. Kobieta gwałtownym ruchem rozpięła kurtkę odsłaniając ciemnozielony, wełniany sweter. Rzuciła ją na oparcie krzesła, jednak kurtka spadła na podłogę. Złapała się za głowę, którą rozrywały niezliczone ilości głosów. Szaleństwo, szaleństwo... Powtarzały w kółko, czasem zmieniały się w jeden, aby znów rozbić się na miliony innych, szepczących głosów. Żarówki nad jej głową rozbłysły nagle oślepiającym blaskiem, odsłaniając każdy szczegół pokoju ukryty dotąd w nieprzeniknionym mroku. Głosy powoli cichły uwalniając jej myśli, wypełniając głowę złowrogą ciszą. Rozejrzała się po pokoju, czuła, że coś wisi w powietrzu. W pokoju obok, pomyślała. Ostrożnie stawiając kroki ruszyła w jego kierunku. Wejście wpatrywało się w nią ciemnością wypełniającą pomieszczenie. Paraliżował ją strach, nie pozwalał się jej ruszyć, ona jednak największym wysiłkiem woli szła naprzód. Nagle usłyszała skrzypnięcie podłogi, przystanęła, cisza. Szła dalej, serce szamotało się w piersi usiłując wydostać się na zewnątrz, usłyszała ponowne skrzypnięcie. Poczuła za sobą czyjąś obecność. Odwróciła głowę, żarówki nad jej głową zgasły zakrywając wszystko całunem mroku. Podłoga znowu skrzypnęła, skrzypienie teraz dobiegało zewsząd, zarówno przed nią jak i za jej plecami. Cofnęła się przerażona w kąt, po chwili znowu usłyszała ten straszliwy dźwięk, tym razem jednak bliżej. Serce zaczęło jej bić jeszcze szybciej, choć wydawało się to niemożliwe, poczuła chłód na skórze. To oddech śmierci... Nie wiedziała, kto to powiedział, chciała krzyknąć, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. Przeraźliwe skrzypienie podłogi dobiegało z coraz to bliższych miejsc. Pojawiało się dookoła niej. Poczuła na sobie wzrok, spojrzała w lewo i zobaczyła wpatrujące się w nią oczy. Kolejne pary oczu otwierały się dookoła niej unosząc się swobodnie w ciemności. Widziała ich tysiące patrzących na nią, znikały, aby za chwilę pokazać się w innym miejscu. Zetknęła się plecami ze ścianą, była zimna i wilgotna. Coś dotknęło jej ramienia, odwróciła się. Na ścianie pojawiła się twarz, szeptała w kółko jedno słowo. Kobieta cofnęła się, ściana odkształcała się, wychodziła z niej twarz, a wraz z nią chude, kościane ręce zakończone szponami. Wbiła w nie wzrok, świat dookoła niej wirował, słyszała szepty, śmiechy, stukania, skrzypienie podłogi. Cofając się upadła na podłogę. Ręka już prawie ją dotknęła, już prawie, jeszcze tylko centymetr. Nie mogła się ruszyć, poczuła na sobie jej dotyk. Nagle żarówki znów zapłonęły ukazując ścianę taką, jaka była dawniej, zanim pojawiła się twarz, szepty i skrzypienie. W pokoju nikogo nie było, była sama, niezdolna do poruszenia się, bezbronna, nie słysząca żadnych głosów.

Zaczęła się śmiać. Z siebie samej, z własnego strachu i przewidzeń, z własnej wyobraźni. Jej urywany, szaleńczy śmiech rozbrzmiewał w całym domu zwielokrotniony przez stare mury. Z jej oczu pociekły łzy, siedziała na podłodze, śmiejąc się i płacząc równocześnie, z kącika jej ust kapała ślina. Powoli uspokajała się, myśli przejaśniały się, postanowiła natychmiast stąd wyjść, lecz nie miała siły podnieść się z podłogi. Położyła się i wyczerpana psychicznie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szaleństwo — czytnik · opowiadania