Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 52 min czytania

Szara Rzeczywistość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prolog

Czesc. Mam na imie Adam i mieszkam w małym miasteczku o nazwie Safaga w północnej Karolinie. Mam 15 lat i chodze do małego gimnazjum. Niestety borykam sie z wieloma problemami. Chodz zagłebie cie w moje tajemnice....

Rozdział I CHOLERNE ŻYCIE

Poranek. Budzi mnie Głośny pisk budzika. Niestety musze wstac do szkoły. Robie to nie chetnie. Za ściana rodzice znow sie kłucą. Własnie Ojciec wyszedł i trzasnał dzwiami. Tak jest prawie codziennie. Nie Mówie do niego juz "Tato" tylko "Ojciec" Poniewaz wiaza mnie z nim tylko wiezy krwi... ale i do tego mam pewne watpliwosci. Próbuje wszystkie czynnosci poranne zrobic szybko i po cichu.. nie chce jeszcze bardziej zdenerwowac mamy. Szybko zarzucam kurtke łapie torbe i wychodze bez pozegnania z domu. Zawsze tak zaczynam każdy pieprzony dzień. W czasie drogi do szkoły rozmyslam o śmierci a po 5 minutach jestem juz w szkole. W budzie po naszemu. Już przy wejscu słysze podszepty i obrażliwe docinki w moim kierunku. Tak jest przez wszystkie przerwy. Nie wiem czemu... Nic im nie zrobiłem, nawet ich nie znam... na Lekcji to samo.. Pedał...Zboczek... mowią to cicho żeby nauczyciel nie słuszał. To wszystko pod moim adresem ze strony "kumpli". Nauczyciele tez inaczej do mnie sie odnosza.... Chłodno... nigdy nie sa po mojej stronie. To wszystko przez to to że jestem Poprostu inny niz wszyscy. W 1 klasie w 1 półroczu było inaczej.. Byłem lubiamy...miałem kolegów i przyjaciół... Aż do momentu w którym TO oznajmiłem. Oczywiscie w sekrecie moje przyjaciółce. Oto jeden z moich sekretow ktory niestety ujrzał światło dzienne. Jestem Gayem.... Próbowałem jakos sie z tego "wyleczyc" ale na marne. Moja Przyjaciółka przez "przypadek" powiedziała o tym Bartkowi. Uczniowi z 3 klasy ktory rozgadał o tym w całej szkole. Kasia Przepraszała mnie wiele razy i wkońcu jej wybaczyłem. Ona jako nieliczna toleruje mnie takim jakim jestem. Jest jeszcze w klasie kilka dziewczyn ktorym to nie przeszkadza i ciesze sie, bo przynajmniej mam do kogo sie zwrócic w trudnych sprawach. Po szkole z Kasia idziemy na Fajke... Kolejna rzecz w która mnie wciagneła. Niekiedy też na piwo by zachwiac ta straszna rzeczywistość. Jak tylko wracam do domu zastaje Ojca Pijanego i wsciekłego... Dostaje Po twarzy za... Nie pościelenie łóżka. Zamykam sie w pokoju i wylewam smutki w wierszach. Musze odbrobic zadanie i pożadnie sie nauczyc bo cos czuje ze bede nastepnego dnia pytany. Wieczorami wychodze z domu i ide do parku oddalonego 500 m od domu. Chce byc sam i jak najdalej od domu. Godzinami chodze po ciemnych alejkach i rozmyślam.. czesto płacze. Puste Alejki obrazuja moje życie, moja dusze. Po powrocie czesto obrywam ale juz sie tym nie przejmuje. Kłade sie spać i z strachem oczekuje nastepnego dnia.

SMĘTNE ŚWIATŁO W OTCHŁANI ŻYCIA

Tym razem obudził mnie krzyk - Widzisz co z siebie robisz?! Jesteś alkoholikiem! Pieprzonym Alkoholikiem! - A może ty jesteś lepsza?! Kurwisz sie na ulicy! - Ja zarabiam na Chleb!.... Nie chciałem tego dłużej słuchać. Włączyłem muzyke na maxa i spakowałem sie do szkoły. Zrobiłem to jak najszybciej i wybiegłem z domu. Przez całą droge miałem wrażenie że ktoś mnie śledzi. Nie raz sprawdzałem za sobą drogę, ale nikogo niebyło. Doszłem do szkoły i znów poczułem wzrok innych na plecach. Ale to był początek. Na przerwie było gorzej... Otoczyli mnie - 4 starszych Chłopaków. Nie wiedziałem o co im chodzi, ale po pierwszych słowach wszystko było jasne. - Ty Pedale czemu sie tu kręcisz? Szukasz kogoś kto cie wycweli? hahahhahaha Śmiali sie Panicznie. Szybko sie obruciłem i prubowałem uciec...Na Marne.... Ich śmiech ciagle dzwonił mi w uszach. Złapali mnie za ramiona i wrzucili do kontenera na śmieci. Już wiedziałem że cała szkoła sie śmieje.Pozbierałem sie i wyszłem cały ubrudzony. Głowa mi pekała od Śmiechów. W końcu wybuchłem.. - Co wy od mnie chcecie?! Nie obchodzi mnie co o mnie myślicie!! Poprostu dajcie mi spokój! Na Podwórku nastała cisza... Odwróciłem sie na pięcie i pobiegłem w przeciwnym kierunku. Schowałem sie za szkoła, w miejscu gdzie zawsze chodze zapalić. Szlochałem. Nie myślałem że ktoś bezdie się o mnie martwić.... A jednak. Była to Kasia, Moja przyjaciółka. Szła szybkim krokiem w moim kierunku. - No i co ty robisz? Uśmiechneła sie. Przynajmniej ma dobre zamiary. - Nic nie robie, siedze i płacze nie widać? - No własnie widac i o to chodzi. Najpierw wrzucają cie do śmietnika, a potem wykrzykujesz na cała szkołe że maja cie zostawić. Gratuluje, idzie ci coraz lepiej. Zapalisz? -Dzieki Zaciagnełem się i poczułem że wszystkie smutki odlatują z dymem. Bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować. Wreście nastał wyczekiwany koniec lekcji i udałem sie do domu. z Kasią oczywiscie. Bardzo dobrze mi się z nią rozmawia. Czy to tylko przyjażń??... Nie niemożliwe przecież mnie nie pociągają dziewczyny... Ale czy na pewno?.... Ciągle miałem te same uczucie śledzenia jak nad ranem. Pożegnałem sie z Kasia i poszłem w kierunku mojej klatki. Wkroczyłem do mieszkania. Pokój mojej mamy był zamknięty na klucz a za środka wydobywały się równomierne wzdechy i krzyki. - Ona "pracuje" Powiedziałem do siebie i zamykając sie w pokoju zagłuszyłem odgłosy pracy głośna muzyka. - bum, bum, bum Cos sie odbija od okna. Ktoś rzuca kamykami w okno - Przestań! okno mi zniszczysz! - Sorry.. - Usłyszałem męski glos z dołu - Dzwoniłem ale nikt nie otwierał, a słyszałem muzyke. Wreście do mnie dotarło - To ja przepraszam, Chciałem zagłuszyć... Chciałem coś zagłuszyć - Nie miałem zamiaru ogłaszać całemu światu że moja mama sie puszcza. - Zaraz zejde Ciekawiło mnie co on od mnie chce. Wyszłem i zobaczyłem go wyrażnie. Wysoki Przystojny Brunet z pociągającymi niebieskimi oczami. - Cześć Jestem Adam - Palnąłem bez zastanowienia - Wiem Jestem Maciek miło mi. Obserwowałem cię cały dzień... - A więc to Ty! Wiedziałem że ktoś mnie śledzi. Chodzmy do parku. Pogadamy. Szliśmy do mojego parku. Mojej samotni... Usiedliśmy na ławce - No dobra mów - No więc słyszałem o twoich problemach.. no i jakby to ująć... o twojej orientacji - Jeśli chcesz sie ze mnie nabijać to sobie odpuść Wiedziałem że nie zabrzmiało to przyjażnie. - Nie! wręcz przeciwnie. Mam podobny "problem" Chciałbym cie poznać Znać kogos takiego jak Ja Te słowa momentalnie mnie zatkały. Nie myślałem że spotkam sie z kimś o takich samych poglądach na temat seksualności. Gadaliśmy przez 2 godziny przechadzajac sie po ciemnych alejkach. W końcu doszliśmy do mojego bloku. - To dzięki za rozmowe. Poprawiłeś mi humor - Powiedziałem i uśmiechnełem się - To ja dziękuje . Zdobyłem kogoś do kogo moge sie zwrócić Po tych słowach przyblizył sie i chciał mnie pocałowac na pozegnanie, ale nagle sie odsunełem. sam nie wiem dlaczego.... - Sorry wydaje mi sie że jeszcze nie pora.... - No to narazie - Powiedział i pobiegł w ciemną ulice. Ja odwróciłem sie i wspiełem sie na 3 pietro. Weszłem do mieszkania i o dziwo nikogo nie zastałem. Przebrałem sie w Piżame i położyłem sie do łóżka. Leżałem i rozmyślałem tylko o 2 osobach. O Kasi i o Maćku. - Może nie wszystko stracone....

Rozdział III

PIERWSZA PRÓBA

Walentynki. Znienawidzony przez mnie dzień. Zawsze byłem sam. Tym razem jest tak samo. W tym roku Walentynki sa w Sobote. Czyli dziś. Jak zawsze w ten dzień nie spieszyłem sie z wstawaniem. Postanowiłem nie marnować tego dnia tylko ze względu na głupie święto. Jak tylko wstałem. Postanowiłem cos zmienić. Tym razem wybrałem sie do parku rano. Usiadłem na ławce i przyglądałem sie ptaką. Takie nie winne, Piekne a nie skalane. -Adam! - Myślałem że to w mojej wyobrażni -Adam! - Wołanie stawało sie coraz głośniejsze. -Na miłość Boską Adam!! - Wkońcu sie obejrzałem. To była Kasia. Biegła wolno w moim kierunku. -Nie wymawiaj imienia.... A tam... Cześć Kasia – Odpuściłem sobie kazanie i przywitałem sie z Kasią. -Widze że ty też spędzasz sam walentynki -a co? Myślisz że spędze je z kimś? Dobrze wiesz że nie uznaje tego święta. -Oczywiście – Powiedziła Kasia z przekorem – Chodz do mnie oblejemy walentynki w samotności. Poszliśmy do niej. Kasia jest bogatą dziewczyna z jednorodzinnym domkiem. -Twoich starych nie ma? -Wyjechali Do chorej Babci. Mam chate wolną. - Pomyślałem czemu Ona tez nie pojechała. Ale szybko ta myśl wypłyneła z mojej głowy. Kasia była obficie przygotowana. Wódka, Wino, Rum. Włączyła muzyke. I zaczeło się. Wyżaliśmy sie ze swoich problemów, a po kazdym łyku atmosfera stawała sie lużniejsza. Dochodziła północ. Wyszliśmy na zewnatrz i oglądaliśmy przepiękne niebo. Nagle Kasia Odwróciła sie na bok i spojrzała na mnie. Zrobiłem to samo. Alkohol dał góre. Patrzeliśmy sobie długo w oczy. Nagle Kasia sie zbliżyła i zaczeliśmy sie namietnie całowac. Powoli sciagała ze mnie koszule i.... Urwał mi sie film. Obudziłem się nad ranem. Zaskoczyło mnie to że byłem prawie nagi. Nie wiedziałem kompletnie co sie działo poprzedniej nocy. Pozbierałem szybko rzeczy i uciekłem do domu. Nie wiedziałem co z soba zrobić. Domyślałem sie co sie stało, ale w mojej głowie panowała czarna plama. Postanowiłem o wszystkim zapomnieć. Pogrązyłem sie w myślach w moim pokoju. Przelałem myśli na papier:

Siedząc w domu, Nie przeszkadzam nikomu. Jednak tkwie w nim jak niewolnik zamknięty, Zawsze w rodzinie pominięty. Wychodząc na dwór, Czuję zło świata, Jak się z moimi losami przeplata... Synem nicości mnie nazywają Na mych uczuciach okropnie grają. Nie jestem inny. Nie tobie winny. Taka ma miłość. Nie przeznaczenie. Chociaż to zbyt krótkie streszczenie. Powiem na koniec, Kocham winny sposób, To tak żle, wpływa na wiele osób.

Leżałem przez kilka godzin i myślałem co dalej..... Nastało popołudnie. Postanowiłem znów sie wybrac do parku. Miałem tylko jedna nadzieje. Że nie spotkam Kasi. Naszczescie po wejsciu po parku nie widziałem nikogo. Przysiadłem na łące. Nie liczyłem ile tak siedziałem. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu.Był to tylko Maciek. -Cześć Adam. Wiedziałem że ciebie tu spotkam. Dawno cie nie widziałem. -A tak... miałem dużo spraw na głowie. Wiesz jak to jest. -Tak oczywiście. Nie przeszkadzam ci prawda? -Nie dlaczego miałbys mi przeszkadzac. - Odpowiedziałem krótko i pogrążlyliśmy sie w myślach. Rozmawialiśmy o różnych sprawach. I stało się. Wypaliłem to czego nie miałem -Masz całkiem inny pogląd na świat niż Kasia... -Jaka Kasia?? Czy ja o czymś nie wiem? -Nie nic pomyliło mi sie. Nie chciałem tego powiedzieć. - Tym tylko pogorszyłem cała sprawe. Maciek wyczuł że cos kręce. I żle to odebrał. -Wiesz co? Nie chce mi sie gadać. Moze ty nie jestes taki jaki myślałem. Idz sobie to tej Kasi! - Odwrócił sie i pobiegł w ciemność. -Maciek stój! - Ale było już za pożno. Straciłem Przyjaciółke i Podpore. Nic mi nie pozostało. Poszłem do domu. W domu nikogo nie było. Wyciągnełem z szafki tabletki od Ojca. Połknełem Wszystko. To nic nie boli.. Zdązyłem sie położyć na łóżku i zasnełem powoli..... Obudziłem się w białej sali. Było jasno. Za jasno. Myślałem że to niebo, ale poczułem rurke utkwioną w moim gardle. Byłem w szpitalu. Stała nad mnie Babcia. Jedyna osoba która sie o mnie martwiła. Rodziców nie było. Zdołałem wyszeptać: -Jednak żyje... Jeszcze żyje.....

Rozdział IV Czas biegnie dalej

W końcu wyjeli mi ta okropną rurke z gardła i po seri badań musiałem zostać 2 dni na obserwaci. Chcieli chyba być pewni że nie zrobię tego po raz drugi. Moja babcia ciagle była przy mnie. W końcu odważyłem sie zapytać. -Babciu Jak to było no po tym.... no wiesz.... i gdzie są rodzice? - Druga część pytania nie bardzo wymagała odpowiedzi. Nie zależało mi teraz na rodzicach. Ale spojrzałem pytająco w oczy Babci. -No więc to było tak. Jak zawsze pomywałam klatki schodowe. Wiesz Adamku nie wdzięczna praca ale z czegoś trzeba żyć... no wieć tak myłam i postanowiłam odwiedzić Ciebie.... Dzwoniłam przez 5 minut ale nikt nie otwierał a ja słuszałam odgłosy... wiec weszłam do środka. Drzwi były otwarte. I zobaczyłam ciebie rozłożonego na łóżku z pustym pudełkiem po tabletkach w ręku. Juz wszystko wiedziałam, co sie stało. Zadzwoniłam po katetke i znalazłeś sie tutaj na płukaniu żołądka i odkażaniu. Twoi rodzice chyba do teraz nie zauważyli twojego zniknęcia.... Nic dziwnego... Kogo ja wychowałam!!?? na własnym łonie!! - Rozpłakała sie. Nie wiedziałem co robic. Nie nawidziłem jak ktoś płakał. Nie wiem czemu ale rozpłakałem sie też i przytuliłem sie do babci. Ulżyło mi i mojej Babci. Podjełem decyzje.... -Babciu to będe u ciebie mieszkał ... narazie ustalmy że przez miesiąc dobrze? -No przecież nie musimy ustalać granic. Bedziesz mieszkał tak długo jak tego bedziesz potrzebował – prawie wyrecytowała te słowa. Ona najwyrażniej też nie chciała mojej drugiej próby samobójczej. Moja babcia mieszkała na obrzeżu miasta w małym jednorodzinnym domku. Zawsze się zastanawiałem jak ona wytrzymuje sama..... Będe miał dużo czasu na rozmyślenia. Pierwszy dzień w którym naprawde sie wyspałem. Cisza. Brak kłótni, Krzyków i innych odłosów. Poprostu najprawdziwsza cisza. Tego było mi trzeba. Babcia jakby mnie usłyszała i już zobaczyłem ja w dzwiach pokoju. -Juz sie obudziłeś?? - nie czekała na odpowiedz – Bardzo dobrze. Wstawaj i ubieraj się. Zaraz zrobię Ci śniadanie. Jak sie ubierzesz zajdz na dół do kuchni. - Powiedziała pośpiesznie i wyszła z pokoju. Wstałem z łóżka i ubrałem sie w krutkie spodenki i koszulke. Było przecież ciepło. W kuchni przy stole siedziaął Babcia i nakładała mi zupe mleczna na talerz.... Nigdy nie jadłem czegos tak dobrego.... ale ja przeciz nigdy nie jadam śniadań. Moje pierwsze sniadanie od bardzo dawna. Pierwsze domowe śniadanie. Pocałowałem babcie na dziękuje i pobiegłem na góre. Postanowiłem gdzies wyjść i rozkoszowac sie wolnościa. Ubrałem sie starannie jak zawsze i wyruszyłem na zwiedzanie okolicy. Rozmyślałem o Bartku. To wszystko “dzięki “ jego gadulstwu. Jakby nie on byłbym dalej lubianym i “normalnym” chłopakiem. Myśle że jest on niedorozwiniety uczuciowo. Poprostu nie rozumie tego że poważnie zranił uczucia innych. Dla niego liczy sie tylko dobra zabawa i śmiech. Choc i jego żarty wielu nie śmieszą. Postanowiłem skończyć ten temat. To juz sie stało i nikt tego nie zmieni. Na szczeście ja tu nigogo nie znałem i nie byłem znany. Mogłem poprostu przejść przez słoneczną ulice bez złośliwych spojrzeń......Bardzo dawno nie byłem wsród ludzi. Czułem sie calkiem inny. Nie byłem juz Adamem homoseksualista. Byłem Adam Człowiekiem. Człowiekiem jak wszyscy inni......

Rozdział V

AMOR OMNIA VINCIT

Powróciłem, ale nie do domu. Wylądaowałem w Domu Dziecka. Niedługo obdędzie się pierwsza rozprawa w sprawie pozbawienia moich rodziców praw rodzicielskich. Mam juz 15 lat więc będe musiał też sie stawić i prosto w oczy rodzicą wytknąć wszystkie błedy. Nie będe miał do tego oporów. Jestem w pokoju z Ramona. Nie myślałem że ktoś może miec takie problemy jak ona. Jej matka zaćpała sie, a Ojciec 2 dni póżniej powiesił sie w łazieńce. -Musiałam go sama odcinać – Dokończyła swoją wypowiedz. Grożna Metalówa z czarnymi włosami z ćwiekami na ręce zakrywające szpecące, jasno pobłyskujace rany po tnięciach żyletką. Zaciekawiło mnie to. -Z kąd masz te rany? - Spytałem sie wzkazując na jej ręke. Ramona odruchowo zakryła blizny. -A co Cie to? - Odburkneła gniewnie. Już myślełem że zakończyła tym rozmowe. Ale sie myliłem -Nigdy nie miałeś ochoty się pociąć? To odstresowuje. A o ból sie nie martw. Po czasie zapominasz o nim. - Podeszła do szafki i wyciągneła podłużną, drewnianą szkatółke. Otworzyła ją i wyciągneła z niej srebrny przedmiot. -Masz, może ci się przydać. - Drżącą reką wziełem od Ramony srebrzystą żyletke. Powili obracałem ją w dłoniach. -Widze że cię zaciekawiło – Powiedziała z wyrazem trumfu na twarzy. -Dziwne uczucie. Wiele ludzi cierpi przez to, inni umieraja, a ja trzymam teraz to w ręcę... Tej nocy nie umiałem zasnąć. Myślałem o ostatnich wydarzeniach, a w półce spoczywał prezent od Ramony... -Bedzie dobrze Adam – Pocieszała mnie opekunka Domu Dzieckajak wychodziłem w Galowym Stroju. Dziś miała się odbyć pierwsza rozprawa. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Dojechałem do gmachu sadu. Na korytarzu było dużo ważnych ludzi. Adwokaci. Doszłem do dzwi sali w ktorej ma toczyć sie rozprawa. Zawachałem się. -A może się wywinąć? - Nie, Ide! Wkroczyłem na sale. Po prawej stronie siedzieli Moji rodzice. Nie spojrzeli na mnie. Na przodzie sali stała pusta ława z czterema wolnymi stołkami. Rozejrzałem się jeszcze raz niepewnie. I ujrzałem Ją. Kasia. Siedziała w przed ostatniej ławce dla “publiczności”. Czekała na kogoś. Przeczułem że na mnie. Podeszłem do ławki i usiadłem obok niej. -Część Adam. Długo sie nie widzieliśmy – Powiedziała Kasia z zakłopotaniem i zamilkła. -Tez się cieszę że cię widze – Odparłem i uśmiechnełem sie. Chciałem właśnie zapytać się o coś gdy na sale wszedł wysoki chłopak z postawionymi włosami na żel. Rozejrzał sie po sali i podszedł do nas. -Cześć Kasia – Powiedział i pocałował ją w policzek. Zamarłem -Jestem Jacek, chłopak Kasi. Miło mi. A ty jesteś pewnie Adam tak? -Tak – Chciałem uciec -Skończylaś już rozmowe? Chodz – Złapał Kasie za ręke i wyszli razem z sali. Kasia tylko, przez Chwile popatrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem. Łza obmyła jej twarz. Zostałem sam. Po raz kolejny. -Prosze wstać – Do sali weszło czterech sendziów... Rozprawa się skończyła tak szybko jak się zaczeła. Nic z niej nie wiem. W mojej głowie panowała pustka. Wróciłem do ośrodka. Działałem instynktownie. Otworzyłem szafke i wyciągnełem żyletke. Zaczełem ciąć sobie ręke. Najpierw ból, Straszliwy. Krew wolno spływała po przedramieniu. Poczułem nagłą ulge, razem z upływem krwi. Bo to co czujemy zależy tylko od nas....

Rozdział VI

BAD DREAMS

Mader looking on My, tall my what you see? Yes, I lost my Mind!

Przyszłem do szkoły. Podszepty wciąż mi towarzyszyły, ale jakieś inne. Ludzie odsuwali się od mnie. Tak jakby sie mnie bali. Byłem w towarzystwie Ramony. Nie wiedziałem że chodzi do tej samej szkoły. I nagle zrozumiałem: Oni boja sie Ramony nie mnie. Może nabiorą do mnie respektu? Jasne blizny wciąż pobłyskiwały na jej ręce. Stosunek nauczycieli Jednak sie nie zmienił. I Kasia. Wciąż zerkała na mnie. Kilka razy łza pociekła jej po policzku... Długa przerwa. Myślałem że spędze ja sam. Nagle Bartek podchodzi coraz bliżej. W mojej głowie rodzą sie kolejne pomyśly co zrobi żeby mnie ponizyć. Stanął na przeciw mnie i powiedział: - Wiesz Adam, Chciałbym Cie przeprosić. Nie myślałem że moge tak zrujnować Ci życie. - Czyżby w Bartku odezwały sie ludzkie uczucia? I czy cała szkoła wie co się ze mna działo? Bartek odwrócił sie o odszedł. Coś sie we mnie poruszyło. Drgneło. Uśwadomiłem sobie. Nie jestem Gejem. Nigdy nie byłem. Przeszłość w mojej głowie nagle sie zmieniła. Wszystkie złe wspomnienia zamieniły sie na dobre. Nie mogłem teraz o tym myśleć choc było to za bardzo dziwne. Kocham Kasie! Powiem jej to. Pobiegłem na podwórko. Ona zawsze tam przesiaduje. Widze Ja. Stoi za brama szkoły. No, ale nie rozumiem co się dzieje. Stoi z jakimś 25 letnim Facetem. Biegne w jej kierunku. Kasia kłuci się. Czemu? Co ja łączy z tym Gościem? Mężczyzna złapał ja za ramie a drugą reką dzgnął ja nożem. NIE!! Ucieka. Kasia osuneła sie na ziemie. W kałuży krwi. - Kasia nie opuszczaj mnie! Nie TY! Prosze! - złapałem ja za reke. Była już martwa. Jej serce przestało bic. Na moich rekach była jej krew. Wstałem Nie moge tego tak zostawić. Pobiegłem w strone ucieczki mordercy. Widze Go! - Stój! Zabiję cie gnoju! - Krzyknełem. W mojej głowie panowała tylko jedna myśl. Zemsta. Mężczyzna zatrzymał się. Odwrócił się w moim kierunku. Wyciągnął pistolet i pociągnął za spust.... Obudziłem się. Leżałem na podłodze pokoju. W domu dziecka. Taki jak przeddtem. Sen nic nie zmienił, a moja reka spoczywała w kałuży krwi...

Rozdział VII

ZAMĘT NOCY

Szybko wstałem z podłogi. Sen był taki dziwny i reczywisty, ale to był TYLKO sen. Dalej byłem sam. Znalazłem w półce Ramony bandarze. Tak jakby wiedziała co sie zdarzy. Zawinełem starannie ręke w opatrunek. Zbliżyła sie pora kolacji. Byłem jakis słaby. Musiałem stracic wiele krwi. Podłoga była cała czerwona ale postanowiłem zająć sie tym póżniej. Zaszłem na jadalnie. Na szczęscie byłem sam. Nałożyłem sobie obfitą porcje. Kazdy Tu jadł kiedy chciał..... Zregenerowałem swoje siły. Musiałem załatwić kilka spraw. Wymknęłem sie z bidula. Byłem na wolności i zaczeło mnie to przerażać. Co teraz? Do kogo sie udac? Maciek! Jedyna nadzieja. Przemykałem się miezy ciemnymi uliczkami. No i jestem. Moja chwila. Drzącą ręka zadzwoniłem na domofon. - Halo? - Dobry wieczór jest Maciek? - No słucham - To ja Adam wpuścisz mnie? - To była jedyna myśl. Luiczyłem się z odmową. Nagle dzwi sie otworzyły. Maciek w samych bokserkach stanął w drzwiach. - Właśnie kładłem się spać - A Ja nie mam gdzie sie podziać. Jutro zaczną mnie szukać. Przenocujesz mnie? - Nastała cisza. Maciek intensywnie myślał. Nagle objął mnie i wprowadził do środka....... Stało sie. Rano obudziliśmy się razem w łóżku. Maciek odwrócił się w moją stronę. - To było coś – Chciał mnie ponownie pocałować, ale odwróciłem się do niego plecami. - Co sie stało? - Nie, nic. Zmączony jestem po tej nocy. - Zmieniło się cos we mnie. Tak jakby ktoś ukradł cząstke mnie. Maciek objął mnie w pasie i zamknął oczy. Wylecaiłem z łóżka jak z procy. - A co sie teraz stało? - spytał - Pomyślałem o twoich rodzicach. Przeciez nie mogą mnie zobaczyć z toba. Nagiego! - Szybko z rozrzuconych po pokoju ubraniach znalazłem właśne. Ubrałem się. Maciek tylko ogladał moje zmagania i bez wstawania zasmiał sie. - Świetny jestes wiesz? Hahhahah - Czemu się smiejesz? Chyba nie chcesz żeby twoi rodzice zobaczyli nas w jedym łóżku. - Moji Starzy wracaja dopiero za tydzień. Nie ma się co martwic – Usiadłem na pobliskim krzesle. Wymówka legła w gruzach. Nie wiem czemu, ale mimo tej nocy chciałem już iść. - No to Adam co tam sie u ciebie działo? W nocy sobie za bardzo nie pogadaliśmy – Powiedział uśmiechając sie łobuzersko. Najwyrazniej bardzo go to bawiło. Wstał z łóżka i zaczał sie ubierać. - A wiesz nic ciekawego. Po naszej kłótni prubowałem sie zabic. A potem wylądowałem w szpitalu.... - Zaczełem opowiadac wszystkie zdarzenia z tych ostatnich tygodni. Po skończonej opowieści Maciek odpowiedział: - No to przynajmniej się nie nudziłeś – I poszedł do kuchni. Nie mogłem pozbyć sie ciągle nurtujących wątpliwości. - Czy tak powinienem postapic? Narzuciłem na siebie kurtke i ubrałem buty. - Maciek wychodze, wróce pożno – Nie czekałem na odpowiedz i wyszłem... Doszłem do celu – Ulica Sewastopolska. Nie ukryje że Czuje sie jak Męska dziwka. Musze wyrzucic to z siebie a sluchala mnie tylko jedna osoba. Z domu wyszła smukła dziewczyna. - Eeeem Cześć Kasia! - Krzyknełem a Kasia gwałtownie się odwróciła. - Adam!? Chodz wejdz do środka! - Podbiegłem do niej i weszliśmy do środka. Usiedlismy na kanapie. Nie wiedziałem jak zacząc. Przejeła inicjatywe. - Zerwałam z nim - Co?! - No zerwałam z nim. Z Jackiem. Z moim chłopakiem. Chciałam zapomniec o tobie.... Ale już zarwałam! - Prawie wykrzyczała to. W pokoju było dość ciemno. W ciemnościach niewiele mogłem dostrzec. Jej lśniące oczy, ujmujący uśmiech ośmielił mnie. Myślałem cały czas czy ona nie zachowuje się zbyt swobodnie. Rozpaczliwie walczyłem ze sobą. Nagle objeła mnie. Jej usta dotkneły moich warg. Wyszeptałem - Ja nie portafie, po prostu nie moge. - Wtedy uniosłem twarz i spojrzałem jej głeboko w oczy. Moje wilgotne wargi dotneły jej ust. Najpierw nieśmiało, potem coraz smielej i natarczywiej. Poprostu ulegliśmy, poddaliśmy sie całkowicie swoim pocałunką. Szeptaliśmy i szukaliśmy swych ust. - Teraz musze Ci coś powiedziec Pamiętasz tą noc? Boje sie. Spóżnia mi sie okres. I wymiotuje. Za często. Myśle ze jestem w ciaży.... Z TOBA – Tej wiadomości sie obawiałem. Gej ma dziecko? Ale czy napewno Gej? Teraz naprawde czuje sie jak Męska dziwka. Dziecko, Kocahnek i Dziewczyna z którą przed chwilą przestałem sie całować. Szcześliwym nie jest ten, kto wydaje się inny, lecz ten kto sam się za takiego uważa....

Rozdział VIII

Dla Ciebie moja miłości

Piekny poranek. Niesety, lub stety wrociłem do domu dziecka. Oczywiście ciagneło to za soba wiele konsekwencji. Dostałem zakaz wychodzenia z pokoju i dodatkowe prace takie jak zmywanie naczyń lub podłogi. Ale kto by sie tym przejmował.Opowiedziałem o wszystkim Ramonie - No to facet masz przejebane – skwitowała moje zwierzenia - Najpierw zmajstrowałeś dzieciaka a potem pierdoliłeś sie z kumplem. Wielkie gówno. -Ramona nigdy nie zwracała uwagi na swoj jezyk. W niektorych momentach stawał sie jak dla mnie zbyt wulgarny - Moja wina? To wszystko działo sie tak szybko. Ateraz jestem w martwym punkcie. I nie wiem co robic – Te słowa to było moje ostatnie usprawiedliwienie. - Żle postapiłem. Wiem. Ale teraz musze coś z tym zrobić. - Co masz zrobić? To chyba jasne. Masz dwa wyjścia. Pierwsze to pójdziesz do tego kumpla... - Maciek – Rzuciłem od niechcecia - No dobra pójdziesz do tego Maćka i powiesz mu że było fajnie ale nie możecie byc razem, a potem zaopiekujesz sie dziewczyna i bachorkiem. - A drugie wyjscie? - Wiedziałem że nie bedzie lepsze od pierwszego. - No drugie jest takie że zaopiekujesz się dzieckiem. Dziewczynie wytłumaczysz że masz tego...no... Maćka i z kolesiem bedziesz dzielił wspólne łoże – Po tych słowach Ramona uśmiechneła się szyderczo. Nie podobało mi się. Jakoś jej alternatywy nie przypadły mi do gustu. - No dobra jakoś wydaje mi się że rozegram to sam. Ale dzieki za dobre chęci. - Nie ma za co. Ramona zawsze do usług – Tu zaniosła się smiechem i wyszła z pokoju. Zostałem sam z swoimi myślami. Maciek...Kasia...Dziecko...Miłość...Pożądanie... Pięć wątków o których myślałem. Maciek-Pożądanie, Kasia-Dziecko, a Miłość? Co z Miłością? - Głupie gry słowne! - Rzuciłem się na łóżko. - I co ja mam zrobić? Stuk, stuk, stuk - Co to? - Wyrażne stukanie kamyczkami o szybe. To mogła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szara Rzeczywistość — czytnik · opowiadania