Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 8 min czytania

Szaruś

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W małym domku na skraju miasta mieszkało kiedyś dwoje staruszków. W tym samym domku, w norce pod podłogą żyła sobie mysia rodzina. Ponieważ staruszkowie nie mieli nikogo bliskiego, polubili swoich współlokatorów. Babcia niekiedy sypała im okruszki, lub zostawiała resztki z kolacji, dziadek zaś wieczorami grywał na flecie - a musicie wiedzieć, że myszy uwielbiają muzykę graną na tym instrumencie. Dobrze więc było myszkom w domu staruszków. Ale cóż, życie staruszków dobiegło kiedyś końca i domek przez jakiś czas pozostał pusty, aż któregoś dnia wprowadzili się doń nowi mieszkańcy. I wtedy myszkom zaczęło dziać się źle. Nie tylko nikt nie sypał im okruszków, ale na domiar złego po wszystkich kątach porozstawiano pułapki na myszy. Ale i to jeszcze nie wszystko. Pewnego bowiem razu myszki usłyszały słowa gospodarza: - Muszę kupić kota, który wytępi w końcu te wstrętne myszy. Przeraziły się myszki okropnie i postanowiły poszukać nowego mieszkania. Spakowały więc swój skromny dobytek i wyruszyły w drogę. Zatrzymywały się przed każdym domem, a tato szedł na zwiady. Kiedy wracał miał smutną minę i mówił: - Nic z tego. W tym domu są koty. Albo: - Niestety, pani Gryzikowska właśnie się omysiła i potrzebuje dużo spokoju. Albo: - Tutaj już mieszkają trzy mysie rodziny i dla nas naprawdę nie ma już miejsca. Albo: - Tu toczy się wojna między klanami Myszyńców i Myszorów, może więc być niebezpiecznie... . . W końcu jednak szczęście uśmiechnęło się do nich i zamieszkali w pięknym, nowym przedszkolu. To był dopiero mysi raj! Nikt, myszkom nie dokuczał, a jedzenia było w bród. Jednak najstarszy synek imieniem Szaruś postanowił kiedyś wyruszyć w świat, w poszukiwaniu przygody. Wybrał się więc na wędrówkę w nieznane.

Szedł sobie Szaruś brzegiem chodnika, gdy nagle dostrzegł przed sobą dwoje błyszczących, zielonych oczu. Ukłonił się grzecznie i zapytał: - Przepraszam pana, kim pan jest? - Miauuu. On pyta, kim ja jestem... Paradny sobie. Jestem kot Burasek i właśnie zamierzam cię zjeść na drugie śniadanie. I wtedy Szaruś zobaczył, że poniżej oczu otwiera się ogromna, otoczona ostrymi zębami paszczęka. Zginąłby marnie, gdyby nie dostrzegł na jezdni szeregu podłużnych otworów. Była to kratka ściekowa, przez którą spływa do kanałów woda z deszczu lub roztopionego śniegu. Ale Szaruś o tym nie wiedział. Skoczył więc do jednego z otworów i zaczął spadać w ciemną czeluść. Leciał przez chwilę i nagle - plusk! - wpadł do wody. Począł z całych sił przebierać łapkami, lecz woda już zaczęła zalewać mu oczy. Nagle potrącił coś noskiem. Chwycił to coś łapkami. Teraz unosił się na powierzchni wody i mógł rozejrzeć się wokół. Zobaczył, że znajduje się w grubej rurze, w której z głośnym szumem płynie rwący potok brudnej wody, unoszącej na swej powierzchni brunatne płaty piany, różne śmieci i kawałki drewna. Taki właśnie kawałek ułamanej gałęzi uratował Szarusia od śmierci w topieli. Wgramolił się na drewienko i płynął jak na tratwie. W górze co chwila błyskało światło dnia przenikające do rury przez takie same kratki ściekowe, jak ta, przez którą dostał się do kanału.Po jakimś czasie rura połączyła się z inną, znacznie szerszą, na brzegu której Szaruś zobaczył coś na kształt chodnika. Zaczął mocno wiosłować łapkami, kierując swój statek w tę stronę. Wreszcie udało mu się dotrzeć do zbawczego brzegu i po chwili stanął na suchym betonie. Przypomniał sobie, jak pani czytała kiedyś przedszkolakom o rozbitku, który dotarł na bezludną wyspę i natychmiast wyobraził sobie, że jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szaruś — czytnik · opowiadania