Fantastyka · 9 min czytania
Szarża Naczelnika
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Ciemności opatulały całą okolicę. Był wczesny ranek. Wysoki, z wojskowa ubrany mężczyzna patrzył przed siebie, spokojnym bystro oceniającym wzrokiem. Gęste ciemne włosy swobodnie opadały mu na kark oraz ramiona przykryte oficerskim płaszczem. Lekko zadarty w górę nos oraz arystokratyczne rysy zdradzały twardy, przywykły do wydawania rozkazów charakter.
Patrząc na jego dumną twarz, trudno było zgadnąć jakie myśli tłoczyły się w tym niepowszednim umyśle. Tadeusz Kościuszko, bo takie właśnie nazwisko nosił ten arystokratyczny oficer z niepokojem obserwował co się dzieje przed nim. Właśnie przybyły zwiadowca informował że z naprzeciwka nadciąga z szesnastoma tysiącami żołnierzy i 60 armatami generał Iwan Fersen. To było niepokojące. Naczelnik wiedział, że w pobliżu znajdował się także z prawie dwudziestotysięcznym korpusem Suworow. Nie mógł doprowadzić do połączenia obu armii. Gdyby to nastąpiło, oznaczałoby to pewna klęskę.
W oddali majaczyła się śpiąca jeszcze wieś Podzamcze, na której płaskowyżu ustawił Naczelnik swoją armię. W sumie w porównaniu z nadciągającymi oddziałami, siły bohatera spod Saratogi wyglądały bardzo ubogo. Cała armia którą miał pod swoimi rozkazami składała się z około ośmiu tysięcy żołnierzy i 21 dział. Cała nadzieja tkwiła jednak w stacjonującym w okolicy korpusie Adama Ponińskiego liczącym prawie sześć tysięcy bagnetów i kos. Gdyby generał dotarł w najbliższym czasie, to o wynik nadchodzącej bitwy Kościuszko byłby spokojny.
Jednak nie było widać ani wysłanych gońców, ani tym bardziej wyczekiwanej z taką nadzieją armii. A czas uciekał. Naczelnik rozejrzał się dookoła. Miejsce wydawało się idealne do zbrojnej rozprawy. Owalne płaskowzgórze za wsią Podzamcze. Puste domostwa oczekiwały na pożary, które zapewne ją strawią. To było naturalnym efektem planowanych działań. Na północy i zachodzie płaskowyż zakończony był bagnistą rzeczką Okrzeją, która kończyła tutaj swój bieg znajdując ujście w Wiśle na północnym zachodzie Maciejowic. Południowa strona kończyła się skarpą za która rozpościerał się podmokły las.
Na zachodnim cyplu pozycje chronił piętrowy zamek maciejowicki... „ Czy wszystko gotowe? Kiedy wreszcie ten Poninski nadejdzie? Takie myśli przesuwały się przez głowę Naczelnika....
- Nie nadejdą... Musisz sobie generale radzić sam...
Dowódca insurekcji aż drgnął, usłyszawszy za sobą głos wydobywając się niemal z podziemi. Obrócił się i w zdumieniu patrzył na wysokiego oficera, którego włosy delikatnie opadały na czoło, a pod nosem zwisały dwa krótkie, ostro zakończone wąsiki. W umyśle obudziło się rozpoznanie. Poczuł mróz w kościach:
Część 22 / 3
- Generał Pułaski.... Przecież...ale...
- Tak wiem, nie żyję.... zginąłem w ataku na Sawannah...
Naczelnik potarł spocone mimo październikowego chłodu czoło:
- Czy... czy ja też....
Na surowej twarzy bohatera kolonii zza wielkiej wody pojawił się przeczący uśmiech:
- Nie generale... Ale tą bitwę przegrasz.... Tak jest zapisane.... Widzisz.... Moskale dowiedzą się że Poniński nie nadejdzie. Z lewej strony zaatakuje jazda i wyjdzie na tyły twoich wojsk. Widząc co się dzieje pułk ułanów Wojciechowskiego i gwardia konna Kosmowskiego samowolnie wycofają się z bitwy. Wycofa się także pułk Kamińskiego a brygada Kopcia pójdzie w rozsypkę. Ty sam ranny dostaniesz się do niewoli.
Patrzył na ducha ze smutkiem. Rozumiał, że nic już nie uratuje ginącej Ojczyzny. Jednak Pułaski podniósł rękę:
Część 33 / 3
- Jest szansa. Chcemy ją wykorzystać. Dlatego nie jestem sam...
Kościuszko popatrzył na Pułaskiego ze zdumieniem. O czym on mówi? Jak może pokonać przeciwnika prawie dwukrotnie go przewyższającego liczebnością i uzbrojeniem? Jego rozmówca jednak nic nie powiedział tylko z uwagą patrzył za plecy Kościuszki.
Ten intuicyjnie poczuł że nie są sami. Obrócił się z jeszcze większym niż poprzednio zdziwieniem i patrzył na nowo przybyłego. Ubrany z zdobny szlachecki kontusz gość, miał już siwe, krótkie włosy, zaczesane do tyłu, oraz potężną także siwą brodę, która otaczała jego usta, nadając jego twarzy z jednej strony dostojny, z drugiej groźny wygląd. Trzymana w ręku złota buława nie dawała żadnych wątpliwości. Naczelnik przypomniał sobie obrazy, na których już widział tego człowieka, W duszy pojawił się strach pomieszany z podziwem:
- Hetman Czarniecki.... Wodzu.....
Potężny przybysz patrzył na Naczelnika. Trudno powiedzieć, czy w jego oczach była powaga czy kpina. Podniósł rękę i przemówił grubym, basowym głosem:
- Witaj generale. Przyprowadziłem ze sobą trzy…