Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Szatańska robota (część 2)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Drzwi były wykonane z brązu, z wyrytymi nań rozmaitymi maziajami, być może będącymi pismem piekielnym, kto wie. Nie zdołałam bliżej im się przyjrzeć, towarzyszący mi bowiem diabeł chwycił za kołatkę, zastukał mocno trzy razy i wrota stanęły przed nami otworem. - A domofonu to nie ma? – strzeliłam z głupia frant wiedząc, że to go zirytuje. - Co?! Czego…?! – Krztuszący się oburzeniem diabeł potwierdził, że istotnie miałam rację . Zatarłam ręce z uciechy i zachichotałam stosownie do sytuacji, to jest - szatańsko. Coraz bardziej podobało mi się to wszystko. Tymczasem naburmuszony diabeł wprowadził mnie do długiego, wyłożonego czerwonym i puszystym dywanem hallu, jasno oświetlonego przez licznie rozmieszczone na ścianach pochodnie. Zanim zdążyło do mnie dotrzeć, że moje zainteresowanie dostarczy satysfakcji diabłu, już stałam przy ścianie i z otwartymi usty wytrzeszczałam oczy na pochodnię. Nie miałam pojęcia, z czego mogła zostać zrobiona, ale kształtem przypominała facjatę jakiegoś demona, z pyska którego buchał płomień. - Też… pomysł – prychnęłam w końcu z wysiłkiem, ponieważ bies przyglądał mi się pilnie spod oka i już mu w tym oku zaczynało coś błyskać. – Żeby mordą jakiegoś potępieńca hall oświetlać? No wiecie państwo… Diabeł zgorzał na obliczu. - No wiesz! To sztuka jest, nędzna kobieto! Przypatrz się dobrze, jełopo bez gustu, na tę wirtuozerię wykonania! Spojrzałam posłusznie na czarną mordę z płomieniem w gębie. - Patrzę i patrzę, i co? – powiedziałam, wzruszając ramionami. – Piękna tu nie dostrzegam, jeno facjatę, która może się w nocy przyśnić i porządnego obywatela o zawał przyprawić! Gdzież tu sztuka?! - Perły przed wieprze! - Tere fere! Już mieliśmy skoczyć sobie do gardeł, kiedy jedne z wielu drzwi w hallu uchyliły się i wyjrzała z nich bardzo niezadowolona rogata głowa. - Bart? Szelmo, gdzie się pałętasz, do kaduka? Komisja czeka! Bies zamamrotał przekleństwa pod nosem i popchnął mnie w stronę uchylonych drzwi. - Co mnie pchasz, sama pójdę! – Wyrwałam mu się i z godnością wkroczyłam do obszernej sali, w której znajdowało się jedno krzesło, jeden bardzo długi stół oraz wcześniej wspomniana Komisja za tym stołem. Zajęłam siedzisko i spojrzałam wyczekująco na piątkę diabłów siedzących przede mną. Mój towarzysz stanął obok mojego krzesła. - Imię i nazwisko – zapytał sucho najstarszy i najgrubszy bies. – Adres, wiek, płeć… - Płeć?! – Śmiertelna obraza wystrzeliła ze mnie i rąbnęła piorunem w Komisję. - Czy to diabły na wzór koni w kopalniach od przebywania w podziemiach oślepły zupełnie, czy tylko ty, przysadzista dzika świnio z rogami, płci odróżnić nie potrafisz?! Już się brałam do rękoczynów, kiedy towarzyszący mi bies przytrzymał mnie za kołnierz i przemocą usadził z powrotem na siedzeniu. Dysząc żądzą krwi, wpatrywałam się dzikim wzrokiem w nieco zmieszanego członka Komisji, któremu widać moja uwaga odnośnie tuszy dogodziła nieźle. Odchrząknął z zakłopotaniem i nie zadając mi więcej głupich pytań, sam uzupełnił papier, który, jak podejrzewam, wcześniej miałam wypełnić sama. Bardzo dobrze - pomyślałam sobie mściwie. – Przynajmniej robota z makulaturą mnie ominie… Po upływie kwadransa skonfundowany przewodniczący (jak mniemałam) Komisji ponownie chrząknął, oczyszczając sobie gardło, i kontynuował. - Tak… No więc, otrzymaliśmy zgłoszenie wczoraj wieczorem… - Jakież znowu zgłoszenie? – przerwałam mu nietaktownie. - Od śmiertelnika, to jest, od ciebie, a zatem… - Co? Ja nic nie zgłaszałam! Czyście do reszty powariowali? Kiedy ja coś niby zgłaszałam? Wieczorem? Odpada! Wisiałam na telefonie, matka mi nad głową truła, a potem poszłam spać! Kiedyż więc miałam zgłaszać to zgłoszenie? – dopytywałam się natrętnie, nie zważając zupełnie na ilość powtórzeń w swojej wypowiedzi. – Teraz to ewentualnie mogłabym zgłosić wrodzony debilizm szanownej instytucji piekielnej… - zauważyłam jadowicie. Komisja jęknęła. - Ale jednak zgłoszenie otrzymaliśmy, więc doprowadźmy sprawę do końca – twardo trzymał się tematu przewodniczący, omijając dyplomatycznie kwestię debilizmu. – Otóż, dnia – tu wymienił datę – otrzymaliśmy wiadomość, iż śmiertelnik znajdujący się w województwie małopolskim, zamieszkały – wymienił mój adres – zgłosił chęć podjęcia się jakiejkolwiek pracy, cytuję: „Ech, już mi wszystko jedno, co będę robić, byleby się ta hetera ode mnie odczepiła wreszcie! Diabli nadali z tą pracą!”… Siedziałam zmartwiała, słuchając tej relacji. Widać, diabli poczuli się w obowiązku zareagować na moje pretensje wygłaszane w przestrzeń… -… Komisja do Spraw Zatrudnienia Istot Śmiertelnych zweryfikowawszy wyżej wymienione zgłoszenie, wyznaczyła rozmowę kwalifikacyjną na drugiego sierpnia bieżącego roku, to jest, na dzień dzisiejszy… - kontynuował gruby bies tonem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szatańska robota (część 2) — czytnik · opowiadania