Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 9 min czytania

Szatańska robota (część 3)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Diablica zniknęła na chwilę pod biurkiem, by wynurzyć się z jakąś jadowicie czerwoną koszulką i białą czapeczką z czerwonymi różkami. Zarówno na czapeczce jak i podkoszulku widniał frywolny napis „Piekiełko”. Oświecenie i zgroza zarazem rąbnęły we mnie i spojrzałam w szoku na Barta. - Ja mam TO założyć?! - Nie, wyprać. – Popisał się bies sarkazmem. – Jasne, że założyć! Z oporem wzięłam wystrzałowy strój do rąk. - Ale jak ja będę wyglądać w czymś takim?! – jęknęłam z rozżaleniem. – Jak idiotka! - No to zupełnie prawidłowo przecież…? Posłałam diabłu spojrzenie, któremu daleko było do życzliwości, po czym westchnęłam rozdzierająco. - Dobra, to jeszcze potrzebne będą ulotki… - Bies zerknął na zegarek. – Idziemy! Godzinę później przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze z powątpiewaniem. Wyglądałam… cóż, powiem wprost – wyglądałam głupio. Pozostało mi jedynie cieszyć się, że w zestawie nie znalazłam doczepianego ogona, ale marna była to pociecha. Czapeczka i koszulka w zupełności wystarczały do bezpowrotnego zrujnowania mojej reputacji oraz poczucia estetyki. Rzuciłam swemu odbiciu jeszcze jedno pełne dezaprobaty spojrzenie i wyszłam wreszcie z toalety. - No, w końcu! – wykrzyknął zniecierpliwiony Bart. – Co ty tam robiłaś, do cholery, tyle czasu?! Masz tu ulotki i zasuwaj na powierzchnię zarabiać szmal! Chwyciłam z głuchym jękiem w ramiona potężny stos makulatury. - Częstochowo jasna! – wydyszałam z trudem. – Nie mogłabym na początek wziąć połowy tego badziewia? Ruptury dostanę i odszkodowanie będziecie musieli mi płacić! Jeszcze za straty moralne zażądam dodatkowej forsy, bo mnie ten gruby kiep z Komisji zdenerwował! Decyduj się zatem! – zezłościłam się nagle. Bies zdecydował się w momencie. - Bierz połowę – zarządził i rzucił mi plecaczek. – Tutaj włożysz sobie ulotki, a poza tym masz tam jeszcze kilka niezbędnych rzeczy, jak na przykład telefon komórkowy – możesz dzwonić w razie potrzeby. Wepchnęłam z niejakim wysiłkiem te dwie tony papieru do plecaka, poprawiłam czapeczkę i byłam gotowa do drogi. - Dobra, mogę iść – zakomunikowałam. – To gdzie ta winda? - Winda? Kondycję powinnaś sobie wyrobić, nogami popracować! Po schodach zasuwaj! - PO CZYM?! Do reszty ci odbiło, mam z TYM na plecach zasuwać schodami pod górę?! Święci pańscy…! - Tylko bez wulgaryzmów! – zgorszył się bies. – Niech ci już będzie, jedź tą windą! Ale żebyś potem mi nie narzekała, jak ci się tłuszcz w biodrach odłoży! Hamując wielki gejzer satysfakcji, który znienacka buchnął mi w duszy, oraz nieco mniejszą fontannę niepokoju wywołaną wizją własnych bioder, wlazłam do jednej z dziesięciu szaf, która z przeciągłym zgrzytem wywiozła mnie na powierzchnię.

*** Minęła godzina, potem druga, a ja wciąż stałam na chodniku ściskając w jednej ręce garść ulotek, w drugiej coś w rodzaju prowizorycznej mapy z nabazgranym nań mini planem działania, oraz miałam nader głupią minę na obliczu. Pierwsze, co zrobiłam po wydostaniu się z czeluści piekielnych, było dokładne przestudiowanie treści ulotek, które miałam zamiar rozsiewać po blokach mieszkalnych. Dowiedziałam się w osłupieniu, iż będę wciskać ludziom śmiecie reklamujące nie tyleż samo Piekło, co knajpę o wdzięcznej nazwie „Piekiełko”. Cóż, widać diabli też musieli jakoś zarabiać… Następnie, ochłonąwszy nieco, wygrzebałam z plecaka mapkę i tutaj mnie zastopowało. No bo, kurczę pieczone, to była mapa, a ja do obsługi map nadawałam się tak, jak, nie przykładając, słoń do opery. Komórka od diabła paliła mnie w plecy nalegając, bym skorzystała, ale w tym momencie do głosu doszła duma, w sensie ja nie potrafię?! Ja nie potrafię, tak?! A kij ci w oko, bezzębny karakanie! Otóż właśnie, że sobie poradzę, sama do bloków trafię i ulicę Kościuszki w zupełnie nieznanym mi mieście też znajdę, nikogo o drogę nie pytając! Jak krzyknęła do mnie duma gromko, tak postąpiłam i rezultat był tego taki, że po dwóch godzinach nadętego marszu przed siebie wróciłam do punktu wyjścia. Duma oklapła nieco i machnęła ręką z rezygnacją. Spojrzałam ze wstrętem na podły kawał papieru perfidnie symulujący chęć pomocy zagubionym, to jest mapę, i wydęłam wargi z niezadowoleniem. - Ulica Szkolna, ulica Kościuszki… Boże, miej litość nade mną, gdzież to może być?! Ulica Kościuszki… Przepraszam! Starszawy osobnik z jamnikiem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szatańska robota (część 3) — czytnik · opowiadania