Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 5 min czytania

Szczekanie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na niebie słychać nieustający, metaliczny warkot myśliwców. - Do lasu ! - Wolisz ich od Niemców ?! - A ty nie ? Po chwili, ze smutkiem skinęła głową. Tylko jeden raz odwróciła głowę, gdy złapał ją za rękę i wprowadził między drzewa. Krok za krokiem, szybko, oddalali się od chrzęstu karabinów i wojennych nawoływań. Krok za krokiem, las stawał się jaśniejszy. Krok za krokiem, las przeobrażał się. - Masz Colta ? Pokręcił głową. - A ty różaniec ? Wbrew strachowi zaśmiała się. Krótko, nerwowo. Dźwięk rozszedł się powoli, osadzając się na każdym drzewie, w każdym szeleście liści przekazywał tą informację dalej, powiadamiając się wzajemnie. Z każdym krokiem na pokrytej liśćmi ziemi, słyszeli jak drzewa informują ziemię o tym dźwięku, a potem, mogli przysiąc, czekają na odpowiedź. I odpowiedź nadeszła. W lesie rozległo się szczekanie. Jego oczy rozszerzyły się. - Biegnij ! Sukienka powiewała dziko, a włosy szumiały w takt wiatru. On nie miał z tym problemu. Zatrzymywał się, by nasłuchiwać. Zrzucić ubrania, by zmylić pogoń. I biec. A szczekanie zbliżało się. - Niemcy ? - Nie sądzę. To jedno zdanie wypełniło ją strachem. Słyszeli, jak las i ziemia powiadamiali o ich pozycji. W szumie wiatru, szeleście liści. W uginaniu się konarów. W zbliżającym się szczekaniu. Nie mogli się ukryć. Znaleźliby ich, więc biegli. Las, tak piękny i wspaniały, gdy widzieli go z daleka, tak kuszący, gdy nie mieli miejsca, teraz pełen był złości, wręcz..nienawiści. I złej, okrutnej radości. Liście szeleściły. Czuli tą radość. Cieszył się ich strachem. Radował zapachem krwi, gdy ostra gałąź przejechała po ramieniu. Ziemia rozsunęła liście, by nasycić się jej smakiem, gdy kropla spadła na runo. I mogli przysiąc, że mlasnęła ze smakiem. - Może nie mam Colta – warknął – ale dzięki Bogu, mam to. Pochylił się, odpalił zapalniczkę. Suche liście wrzasnęły. Próbowały uciec. Zaniosły ogień dalej. Las wrzasnął. W szumie wiatru, szeleście liści. W uginaniu się konarów. W nagłym końcu szczekania. Eveline oparła się na ramieniu Barta, wpatrując się w płomienie. Mężczyzna nadal pozostał czujny, patrzył jak ogień połyka drzewa. Ku jego zdziwieniu płomienie nie rozszerzały się dalej, a stopniowo znikały. Aż zgasły całkowicie. Odetchnął głęboko. Zza osmalonego drzewa…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%