Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Szczęściara

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szczęściara

If there is nothing missing in my life Then why do these tears come at night?

* – Pani Agnieszko-mówi moja nowa pani psycholog- Pani słyszy co pani mówi, prawda? Przecież ma pani wszystko. Pracę, mieszkanie i wymarzone studia, które zaczną się lada chwila, więc czego od życia chcieć więcej? Spoglądam na nią z uśmiechem. – Pani mi nie słucha- słyszę w momencie kiedy próbuję zmienić pozycje siedzenia na kanapie. Która właściwie mogłaby być wygodniejsza. Zdecydowanie jest za twarda. I nie można się na niej oprzeć, nie rozwalając się przy tym jak żul. – Słucham- mówię z przekonaniem, bo naprawdę uważnie wsłuchuję się w każde zdanie tej kobiety – Słucha pani, ale pani nie rozumie- stwierdza pani Anna w zaskakująco szybkim tempie- Ale niech mi pani uwierzy na słowo. Jest pani szczęściarą. Ma pani to wszystko co wymieniłam wcześniej, a jeszcze w dodatku jest pani wyjątkowo inteligenta, ładna, a co najważniejsze wesoła. Czy wie pani, że większość kobiet z takimi problemami leży tu i ryczy trzy czwarte wizyty? Pani się cały czas uśmiecha. I bardzo dobrze wie pani, że przyjdzie ktoś kto to wszystko dostrzeże i doceni. Ktoś, kto naprawdę nie będzie chciał żeby pani kiedykolwiek cierpiała. Niech pani nie zmarnuje tego wszystkiego przez jakiegoś tam faceta, którego nawet pani bardziej nie obchodziła.

* Jakiś tam facet. Nikt szczególny. Ani specjalny. To wszystko dzieje się przez jakiegoś tam faceta. Takie właśnie myśli krążą mi po głowie, kiedy odkluczam drzwi do mojego kochanego mieszkanka. Jestem totalnie przemoczona, bo oczywiście leje jak jasna cholera, a kto mądry pomyślałby o parasolu, idąc leczyć swoje złamane serce do psychologa? Myślę, że to rzuca dość spory cień na moją rzekomą inteligencje. Jeszcze jak na złość, w momencie kiedy przekraczam próg, siatka z butelką wina niefortunnie obija się o futrynę. Chwilowa panika, ale nie, okazuje się że nic się z butelką nie stało. Nie roztrzaskała się w drobny mak. Kamień z serca. W końcu komu by się chciało w tym deszczu lecieć po następną, a co gorsza znowu wydawać kasę? Mojego współlokatora nie ma. Pewnie chleje gdzieś po pubach, Cóż, na zdrowie mu. Idę do kuchni po korkociąg, a potem siadam na ziemi w swoim pokoiku i opierając się o kanapę, wyciągam winko z siatki. Czerwone, półwytrawne. Mniam mniam. Co prawda nazywa się „Bear blood”, ale mój obecny stan psychiczny sprawia, że nawet tą nieapetyczną nazwę mam, hmm, no cóż, głęboko w tyłku. Ważne że są procenty. Czyli znieczulenie. Oglądam sobie etykietkę i dostrzegam napis: Otworzyć godzinę przed spożyciem. Wielkość druczku zdecydowanie pozostawia wiele do życzenia. Większość ludzi raz, że nie ogląda etykietki, a dwa, na pewno nie czyta czegoś czego kurwa nie przeczyta się z odległości nie większej niż dziesięć centymetrów. Poza tym GODZINĘ?! Świat naprawdę ogłupiał. W żadnym wypadku nie mam zamiaru czekać godziny. Najwyżej będę rzygać. W końcu to i tak lepsza perspektywa niż siedzenie i ciągłe myślenie o „jakimś tam facecie”. Jak to zadziwiająco bezosobowo i bezemocjonalnie brzmi. Nikt nie cierpi przez jakiegoś tam faceta. Może mnie zaczepiać jakiś facet. Mogę rozmawiać z jakimś tam facetem. Może mi pomóc jakiś tam facet. Ale kto płacze przez jakiegoś tam faceta? Otwieram butelkę. Oczywiście pociągam łyk z gwinta. Kto by się kłopotał takim czymś jak kieliszki? Napój natychmiast rozgrzewa mi przełyk i żołądek. Od razu lepiej. Chociaż właściwie w ogóle nie jest lepiej. Myślę o pani psycholog. Właściwie nie powiedziała nic nowego. Wszyscy ostatnimi czasu rzucają mi teksty w stylu „Ty to masz w życiu za dobrze”, albo „Ja też tak chcę”. Ale i tak absolutnym hitem jest „Jak ja ci zazdroszczę!” Delikwenta zarzucającego takim tekstem, mam nieziemską ochotę kopnąć w tyłek. No bo co z tego, że podobno mam „absolutnie wszystko” kiedy tak naprawdę nie mam niczego? Kiedy to wszystko co mam, wydaje mi się totalnie bezsensowne? „Jakiś tam facet” był wszystkim czego chciałam. No i oczywiście wszystkim czego nie mogłam dostać. Cóż, jakby to powiedział Billy Pilgrim z „Rzeźni numer pięć”, zdarza się. Ale dlaczego, kurwa, akurat mnie? Mój współlokator, a zarazem kumpel od parunastu lat, wraca w momencie kiedy nie ma już winka w zdecydowanie większej części butelki. Staje w progu mojego pokoju i patrząc na mnie z wyraźnym politowaniem mówi: – Aguś, słoneczko ty moje, co ten facet z tobą zrobił? Cóż nie potrzeba zbyt dużej wyobraźni by zobaczyć to co zobaczył Damian. Pijana, rozwalona na ziemi, dziewczyna, kurczowo trzymająca butelkę „Bear Blood” w prawej dłoni, a na dodatek cała mokra bo oczywiści nie zadałam sobie tego trudu by się przebrać jak wróciłam cała przemoknięta. Niewątpliwie śliczny obrazek. – Widzisz Damian- odpowiadam- problem w tym, że on nic ze mną nie zrobił. Sama sobie to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szczęściara — czytnik · opowiadania