Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Szczęście

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Podróżowałem. Był to okres, kiedy wsiadałem w starego rozlatującego się jaguara i jechałem w nieznane. Łaknąłem pędu powietrza, szybkości, wolności i niezależności. Zabierałem przygodnych podróżnych i rozmawiałem z nimi. W przydrożnych knajpach wdawałem się w długie dysputy z miejscowymi pijaczkami i szaleńcami, którzy za butelkę wina stawali się zagorzałymi dyskutantami. Szukałem szczęścia. Ale nie znalazłem ani w małżeństwie ani w drogich restauracjach ani w ekskluzywnych burdelach ani wśród towarzyszy z marginesu. Któregoś dnia trafiłem do Osady. Koła jaguara z piskiem zatrzymały się, bo droga skończyła się raptownie. Ledwie wyhamowałem. Wysiadłem z samochodu by rozprostować kości i odetchnąć świeżym powietrzem. To, że tylko cudem uniknąłem śmierci nie miało znaczenia. Często myślałem, że może właśnie śmierć da poznać nieznane rozkosze szczęścia. Ale wtedy jeszcze nie miałem odwagi. Osada leżała w kotlince, którą miałem przed oczami. Zdawała się być odcięta od świata i cywilizacji. Z kominów kilku domków unosił się niebieskawy dym. Osadę przecinała poskręcana dróżka wijąca się niczym wąż. Wśród drzew stały małe domki. Nie widziałem żadnej większej budowli. Wyglądało, że nie ma nawet kościoła, co jawiło się nieprawdopodobnym w tak religijnym kraju. Nagle znalazłem się w centrum Osady na małym placyku otoczony przez mężczyzn. Ich twarze były stare i zmęczone, poorane zmarszczkami, ale czerstwe z oznakami wigoru. Czułem na sobie spojrzenia: ciekawe z widocznym elementem radości. Zmierzchało. Nie widziałem ani jednej młodej twarzy. Nie było wśród nich również kobiet. Zaczęli do mnie mówić. Ich język przypominał ten, który znałem, ale był zniekształcony. Znane słowa musiały mieć inne znaczenie, część pozmieniano: końcówki bądź formy gramatyczne. Mówili wszyscy jednocześnie i nie mogłem nic zrozumieć. Stałem w środku i zastanawiałem się, czego chcą, bo ich gwałtowne gesty czegoś się domagały. Dotykali mnie z dziwnym skupieniem, pobożnością wręcz świętością jakby kontakt z moim ciałem napełniał ich zdrowiem i szczęściem. Czułem na sobie wiele rąk, ale nie było w tym nic obrzydliwego. Raczej sprawiało przyjemność. Popychali mnie w niewiadomym kierunku. Szarpnąłem się i chciałem zawrócić a wówczas jeden z chłopów przemówił i zrozumiałem. Wytłumaczył, że trafiłem na ważne święto we wiosce i powinienem wziąć udział by nie obrazić mieszkańców. Mówił wolno i mimo, iż kaleczył język zrozumiałem treść. Święto zdarzało się bardzo rzadko i gość przypadkowy musi w nim uczestniczyć, bo mogę rozgniewać ich boga. Spytałem o rodzaj wiary, jaki wyznają, ale chłop dalszą rozmowę odłożył na później. Weszliśmy do stodoły oświetlonej rozwieszonymi łuczywami. Na środku płonęło ognisko. W oczach chłopów widziałem czerwone ogniki a na policzkach rumieńce. Rozpoczęli wokół ogniska powolny marsz, który z każdym okrążeniem przyspieszali. Wymachiwali rękami, tułowiem wykonywali dziwne skręty i wyrzucali nogi do przodu. Na początku wyglądali zabawnie, ale z każdą minutą ruchy i gesty nabierały precyzji i plastyczności by wreszcie przejść w hipnotyczny taniec. Przez chwilę obserwowałem rytuał. Obok mnie stał ten sam chłop, z którym rozmawiałem wcześniej. Gdy zobaczył znudzenie na mojej twarzy zaczął opowiadać o bogu, w którego wierzą. Ich bóg był niezwykle tajemniczy, ale sprawiedliwy to znaczy ani dobry ani zły stojący poza wszelkimi emocjami i tym, co ludzkie. Ale czasami stawał się bardzo ludzki, bo zstępował do Osady i uczestniczył w święcie razem z nimi. I dziś właśnie jest to święto. Zaciekawił mnie. Opowieść zabrzmiała niezwykle serio, chociaż kojarzyła się z dowcipem bądź majaczeniem wariata. Ale chłop mówił poważnie. Rozmyślałem nad tym, co powiedział patrząc na tańczących. Rytm tańca stawał się diaboliczny. Miałem wrażenie nierealności widzianych obrazów, doznanie otchłani piekielnej. Na oświetlone ogniem ściany…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%